galeria zdjęć

 

                                      ,,góry to sposób na życie..” Piotr Pustelnik

         ,,Na dworze ciemno, na dworze chmurno…”- to tylko słowa znanej piosenki, a w realiach grupa turystyki górskiej MOK w dniu 10 listopada 2013r zebrała się na rynku o godz 5.30. Wysokie Tatry Słowackie są zamknięte, więc alternatywą jest Mała Fatra.. Mimo deszczowej aury,19 turystów z przewodnikiem Andrzejem planuje dzisiaj przejść nie przetartą jeszcze grań od Baraniarek poprzez Zitne i Kraviarskie. A co sprawi nam pogoda, okaże się. Jest to już piąta wycieczka organizowana przez MOK do tego Parku a mimo to pozostały jeszcze nie przedeptane miejsca.

Jedziemy przez Chyżne, Dolny Kubin, Zazrivę do Terhovej.W okolicach Dolnego Kubina przestaje padać i możemy podziwiać orawski zamek oraz górujący Wielki Chocz. W Terchovej wita nas Juraj Janosik,a my wąskim wąwozem między Sokoliem a Bobotami dojeżdżamy do Doliny Vratnej. Wszędzie w dole ścielą się olbrzymie warstwy mgieł a z nich wystają lesisto- skaliste zbocza gór.                Wędrówkę rozpoczynamy o godz. 7.30 z odgałęzienia zwanego Starą Doliną /600mnpm/ za niebieskimi znakami. Od razu pniemy się ostro w górę po mokrej i bardzo śliskiej ścieżce. Niektórzy na początku zaliczają ,,glebę”, aby jak się później okaże prezentować trudy dzisiejszego dnia.    Oddech i  regeneracja sił następuje na Przełęczy Przysłop /916mnpm/.Podziwiamy wyrzeźbionego ręką Matki Natury, lekko oprószonego śniegiem Wielkiego i Małego Rozsutca, zadzieramy głowy na wznoszący się przed nami bukowy las końcówki Sokolii /odchodzą żółte znaki/. Stoha przysłoniły mgły. Ruszamy najpierw bukowym lasem po kobiercu brązowych liści, potem po lekko oprószonych śniegiem skałach trawersując pionowe zbocze zdobywamy Baraniarki /1270mnpm/. Ścieżka prowadzi pomiędzy skałami, od południa są  pionowe nagie skaliste przepaście, natomiast od północy równie strome ale pokryte karłowatymi bukami zbocze. Wow….słońce, powalające pobielone góry i piękne panoramy.Widać Sokolie i Boboty, w dole po prawej Stefanova z hotelem, w całej okazałości  Rozsutce, grań: Stoh ,Płd Gruń, Stieny, Hromove, Chleb z wyciągiem i kolejką gondolową. Dalej Wielki Krywań Fatrzański i nasze cele Żitne  z  Kraviarskim, DługiWierch, Pekelnik i Przełęcz Buble. Widać Żylinę ze wstęgą rzeki Wag. Dolne partie gór oraz część dolin utopione są w mgłach. Tradycyjne gratulacje od przewodnika, grupowa szybka fotka oraz ciacho od Ryśka. Poruszamy się cały czas po bardzo śliskim podłożu, więc ostrożnie schodzimy przy pomocy ubezpieczeń do Małej Przełęczy /1167mnpm/,by ponownie wspiąć się na szczyt Żitne /1261mnpm/.Z gęstych buków spadają wielkie krople, to słońce topi resztki śniegu. I znowu opuszczamy się do Wielkiej Przełęczy /1191m/,by stromo podejść na Krawiarskie /1361mnpm/ ze skalną grzędą. Wiatr przesuwa  zasłony mgielne niczym firany. W tym miejscu przewodnik nawiązał do walk w 1945r,bo właśnie tu osadziły się wojska hitlerowskie  i toczyły się walki z armią radziecką. Schodzimy wśród kosówki do Przełęczy Zakrawiarskie /1230mnpm/ i tu dochodzą  zielone znaki też od Vratnej. Nie ma jeszcze południa, jest dobra pogoda  i kondycja – więc zapada decyzja idziemy dalej!!!                         Ścieżka pnie się niczym tunel wśród gęstej i wysokiej kosodrzewiny. Obok przebiega nartostrada A-4. Osiagąmy Chrapaky/1417mnpm/, aby podejść do Przełęczy Bublen /1510mnpm/. Odpoczywamy osłonięci od wiatru wśród kosówki i regenerujemy potrzeby kaloryczne. Jeden z kolegów nabożnie  i z powagą pałaszuje kotleta. Przed nami Mały Kryvań. Mozolnie już po śniegu trawersujemy za znakami czerwonymi kolejne trzy jego przedwierzchołki. Zrobiło się zimno, wieje bardzo mocny wiatr i mgły zasłoniły widoki. Mały Fatrzański Kryvań /1671mnpm/ osiągamy około godz.13.00. Zastajemy tu prawdziwą zimę. Schowani za murkiem wpisujemy się do pamiątkowej księgi. Prawie  w huraganie zbiegamy granią do Przełęczy Priehyb /1462mnpm/. Momentami z tyłu odsłania się Mały Kryvań.W oddali na horyzoncie rysują się wielkie wały chmur. Pozostało nam zejście do Doliny Kur /400mnpm/za niebieskimi znakami. Znów schodzimy lub zjeżdżamy na butach w buczynowych liściach i śliskich trawach /ponad 1000m/, pokonując przeprawę przez wezbrany potok. Musieliśmy się sporo natrudzić aby nie potłuc sobie czterech liter. Potem już tylko cieplutkim busem powróciliśmy do Jordanowa wieczorowa porą.

    Dzisiejsza pokonana grań przypomina nierównomierną sinusoidę i tym sposobem osiągnęliśmy ok.1400m przewyższenia i przeszliśmy pow.24 km. A warto było, bo widoki były naprawdę piękne. Każdy zakątek tych gór ma w sobie coś wyjątkowego. Są tu dzikie wąwozy upiększone górskimi potokami z wieloma kaskadami i w przejściu pomagają sztuczne ułatwienia. Są też urocze, widokowe szczyty o łagodnych zboczach i ostre, przepaściste, skaliste granie. A co tam zmęczenie i ,,uciorane” buty............

                                                                                              Zapraszam do galerii zdjęć.                                 uczestnik   Janina Filipek