galeria zdjęć

 

     „ W ciemnosmreczyńskich skał zwaliska, Gdzie pawiookie drzemią stawy, Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy Na plamy szarych złomów ciska…             Jan Kasprowicz

      Jest 27 październik 2013r i godz.6.00. Zmiana czasu - cicho i ciemno, a na jordanowskim rynku rozlega się gromkie „sto lat”.To turyści z MOK-u witają swojego kolegę urodzinowo. Wyjeżdżamy dzisiaj w słowackie Tatry na Koprowy Szczyt dosyć licznie, bo 30 osób pod opieką przewodników  Andrzeja i Zenona. Tradycyjnym traktem podążamy przez Jurgów, Zdziar, Tatrzańską Łomnicę do Szczyrbskiego Jeziora. Po drodze wschodzi piękne słońce i dokładnie widać koronę Tatr. Spostrzegamy też tegoroczne anomalia  w przyrodzie tj. kwitnące tarniny w Jurgowie. Na Słowacji kłaniają się nam piękne najpierw Tatry Bielskie a później Tatry Wysokie. Nastroje są  dobre.  Marsz rozpoczynamy od Szczyrbskiego Jeziora położonego na wys.1320 mnpm. Spacerowo podążamy za czerwonymi znakami tzw. magistralą  w kierunku Popradzkiego Stawu wzdłuż płynącego w dole potoku Mięguszowieckiego. Łączy się on z Potokiem Krupa, tworząc początek rzeki Poprad. Nad Popradzkim Stawem - 1500mnpm znajdują się tu dwa obiekty: starsze schronisko  i nowsza  Mallathova Chata. Góruje Osterva z zakosami, a pod nią biegnie szlak do Symbolicznego Cmentarza. W tym roku umieszczona została tam płyta poświecona Wandzie Rutkiewicz.  Czas na krótkie i obfite śniadanie. Ruszamy..

       Prowadzą  nas niebieskie znaki w górę przez las, szlak jest mokry, płynie nawet strumyk. Przekraczamy mostek na Żabim Potoku i podążamy w głąb  Doliny Mięguszowieckiej wzdłuż potoku Hińczowego i kosodrzewin. Widzimy stanowiska dorodnej limby. Jest odgałęzienie czerwonych znaków na Rysy. Podziwiamy po drodze Grań Baszt, dostojne Mięgusze, Rysy a nawet dostrzegamy czerwone schronisko Pod Wagą. Przewodnicy nawiązują do olbrzymiej lawiny, która w 1974r porwała 27 osób i 12 osób nie przeżyło. W dniu dzisiejszym na szlaku straszny tłok, bo i pogoda rewelacyjna. Błękitne niebo, lekki zefirek i słyszalny język węgierski  i słowacki. Idziemy dalej w górę nieregularnymi zakosami do Doliny Hińczowej. Na wielkim tarasie mijamy dwa małe Hińczowe Oka, dochodząc do Wielkiego Hińczowego Stawu na wys.1945mnpm Jest to największy /20 ha/ i najwyżej położony staw wTatrach  Słowackich /551m wyżej od Morskiego Oka/.A otoczenie to rewelacja: dostojne Mięgusze z Przełęczą  Pod Chłopkiem, nasz cel - Koprowy, Grań Baszt. Znowu czas na regenerację kaloryczną i sesję zdjęciową. A jest co fotografować. Kolory stawu od ciemnozielonego po niebieski z poszarpaną tonią. Dalej przez bulę przechodzimy obok Małego Hińczowego Stawu, by po kamienistych piargach, wygodnymi zakosami wspiąć się na Wyżnią Koprową Przełęcz 2180mnpm. Po złapaniu oddechu ruszamy do ataku na szczyt. Stąd za czerwonymi znakami po wielkich kamienistych rumowiskach, prawie 200m w pionie trenujemy troszkę elementy wspinaczki. Wieje zimny  i porywisty wiatr, więc zakładamy skafandry. Tylko nasz Janek jak zwykle gorący w podkoszulku. Momentami wyrównując oddech, podziwiamy boskie widoki. Poprzez pośrednie Koprowe Ramię - Koprowy Wierch 2363mnpm zdobywamy po godz.13.00. 

          Panorama jest powalająca. Jest dużo ludzi i nie ma miejsca. Tłum z zachwytem ogląda wielki świat gór mając niemal je u stóp… Podziwiamy Mur Hrubego, z tyłu Krywań, Furkot, Bystrą Ławkę z Soliskami, czerwono- brązowe Liptowskie Kopy i Czerwone Wierchy  z Giewontem, z tyłu BabiąGórę, niżej Walentynkowy Zadni Staw, Szpiglasowy i Świnicę, Zawrat z Orla Percią, Wołoszyn, Cubrynę, Mięgusze, Rysy, Wysoką, Kończystą, z tyłu Lodowy i Durny Szczyt, Gerlach i Łomni. A w dole dwa Stawy Ciemnosmreczyńskie, o których pisał Kasprowicz. Z daleka prezentują się Niżne Tatry, nad którymi tworzy się wał ciężkich chmur.A pod nami górne piętra Dolin Hlińskiej i Piarżystej oraz Kocioł Hińczowy. Tradycyjny  uścisk dłoni i Ryśkowe ciacho. Fascynacja widokowa nie może trwać bez końca, wiec po z trudem zrobionej fotce zbiegamy  w dół. Wracamy tą samą drogą. Odpoczywamy dopiero w Chacie nad Popradzkim Stawem, dzieląc się wrażeniami . Zmęczeni dotarliśmy prawie po ciemku drogą asfaltową do parkingu. Nad nami rozgwieżdżone niebo. W dniu dzisiejszym przeszliśmy około 20 km przy przewyższeniu powyżej 1000m. Nasuwa mi się refleksja: większość turystów wybiera Rysy nie wiedząc ile tracą pomijając ten szczyt. Dotarcie tak wysoko, blisko nieba to taki stan, gdzie doznaje się jakiegoś dziwnego oczyszczenia, dusza staje się lżejsza a ciało pozbawione wypoconych toksyn. Ta wielka przestrzeń, to potęga energii i  tak to odbieram. Pozytywnej energii zostawionej przez tych, którzy w górach zostali… Tutaj, wysoko tę energię można czerpać i korzystać z niej na nizinach między kolejnymi wyjściami w góry.

 Jordanów przywitał nas wieczorem. Zapraszam do galerii zdjęć.                                                                        

                                                                                                                                Janina Filipek -  uczestnik