galeria zdjęć

 

WYCIECZKA DO STAWÓW KIEŻMARSKICH W TATRACH SŁOWACKICH – 08.12.2013

 

„Góry są środkiem, celem jest człowiek. Nie chodzi o to, aby wejść na szczyt, robi się to, aby stać się kimś lepszym”.

                                                                                                                                      Walter Bonatti

Zanim położyłam się spać prószył drobny śnieg, a ja długo przygotowywałam się do porannej wyprawy. Nie wiedziałam, co ze sobą zabrać, bo po raz pierwszy miałam iść w góry zimą w tak niepewną pogodę. Z emocji wstałam przed budzikiem nastawionym na 5:00. Było ciemno, śnieg już nie padał i pomyślałam sobie, że może nie będzie tak źle. Przed 6:00 umówiłam się z kolegą, który miał nas dostarczyć do Jordanowa.

Punktualnie o 6:30 wyruszyliśmy w stronę słowackiej granicy. Ośnieżoną drogą pojechaliśmy do przystanku, którego nazwy niestety nie pamiętam i rozpoczęliśmy naszą wycieczkę. Śnieg sięgał nam zaledwie do kostek, więc swobodnie szliśmy szeroką drogą przez las. Trasa wznosiła się delikatnie w górę i nie było nam zbyt ciężko. Po około półgodzinnym marszu zrobiliśmy krótki przystanek na złapanie oddechu i wysłuchanie kilku cennych wskazówek od Ojca Przewodnika. Tutaj szlaki rozgałęziały się - w lewo przez mostek skręcał żółty szlak do Zielonego Stawu, natomiast my wybraliśmy  niebieski do Stawu Białego (1613m.n.p.m.). Pogoda nam dopisywała, cały czas świeciło słońce i wiatr nie był uciążliwy.

Później ścieżka zrobiła się węższa, a śnieg stawał się coraz głębszy. Tutaj z odsieczą przyszedł Piotr, który niczym radziecki lodołamacz torował drogę brnąc czasem nawet po pas w śniegu. Byliśmy mu bardzo wdzięczni i podziwialiśmy jego determinację i siłę. Udało nam się dotrzeć nad jeden ze Stawów Kieżmarskich. Tutaj mieliśmy przerwę na posiłek i trochę śmiechu. Mogliśmy podziwiać także szczyty Tatr zalane słońcem.

Jeszcze dwa kilometry dzieliły nas od schroniska nad Zielonym Stawem i znowu Piotr na czele grupy przecierał szlak. Staw ten jest największym z jezior w Dolinie Zielonej Kieżmarskiej. Kilkaset metrów na południowy wschód od niego znajduje się drugi pod względem wielkości w dolinie Czarny Staw Kieżmarski, pozostałe stawy to Mały Staw Kieżmarskioraz Modry StawekCzerwony Staw KieżmarskiDolinie Jagnięcej, górnym piętrze doliny. Nad północno-wschodnim brzegiem stawu znajduje się schronisko nad Zielonym Stawem (Chata pri Zelenom Plese), noszące w latach 1950–1990 nazwę Brnčalova chata. Przy chacie krzyżują się szlaki turystyczne: Magistrala Tatrzańskaoraz żółty szlak na Jagnięcy Szczyt. Nazwa stawu pochodzi od zabarwienia. Stanisław Staszictak próbował tłumaczyć tę nazwę: „Zielona Woda, tak zwana, że wystawia farbę zieloną, która przez się jest czysta i biała, tylko odbijaniem skał, mchem pokrytych, zieleni się”. Legendy podają, że jego źródłem ma być karbunkuł (rubin), który spadł do stawu z wierzchołka Jastrzębiej Turni. Za cennym kamieniem miał do jeziora wpaść syn hrabiego Tökölya. 

Kotlina Zielonego Stawu, w której leżą Zielony Staw Kieżmarski (na wysokości 1545m n.p.m. pow. 1,77 ha, głębokość 4,5m) oraz położone przy nim schronisko to jedno z najbardziej urokliwych miejsc w całych Tatrach, otoczone wysokimi szczytami i wiszącymi dolinami. Od strony południowej przytłaczająca ogromem północna ściana Małego Kieżmarskiego szczytu (2513m n.p.m.). Od zachodu wiszące doliny: Miedziana, Dzika, Jastrzębia, a nad nimi szczyty: Durny, Mały Durny, Baranie Rogi, Czarny, Kołowy i słynna Jastrzębia Turnia.

Gdy dotarliśmy nad Zielony Staw ujrzeliśmy niezwykły widok – na zamarzniętej tafli jeziora w piłkę nożną grali słowaccy turyści, których spotkaliśmy wcześniej na szlaku. W schronisku zastaliśmy miłą atmosferę, dobre jedzenie i picie. Spędziliśmy tam niecałą godzinę, po czym zaczęliśmy wracać do naszego busika. Prowadził nas żółty szlak wzdłuż Białej Wody Kieżmarskiej. Na miejscu byliśmy o godzinie 16:00. Cudowny nastrój nie opuszczał nas aż do rozstania w Jordanowie. Pożegnaliśmy się ciepło nie mogąc doczekać się kolejnego wspólnego spotkania.

                                                                                                          Uczestniczka wyprawy - Magda