galeria zdjęć

 

             Celem naszej kolejnej wycieczki była Mała Wysoka w Słowackich Tatrach Wysokich. Wyruszamy samochodami w dwunastoosobowym składzie w kierunki Słowacji, by po ponad godzinie jazdy dojechać do Łysej Polany. Wędrówkę rozpoczynamy u wylotu Doliny Białki, idziemy niebieskim szlakiem wygodną ubitą drogą, biegnącą równolegle do rzeki Białki. Właśnie za tą rzeka ciągnie się asfaltowa zatłoczona droga do Morskiego Oka. Na szczęście na naszym szlaku cisza i spokój. W dodatku pogoda zapowiada się piękna. Po około pół godziny marszu meldujemy się na Polanie Biała Woda, gdzie łapiemy oddech i jemy szybkie śniadanie. Do obiegu idzie jak zwykle pudło ciasteczek – jak się nie chce dźwigać to trzeba częstować J

        Po chwili ruszamy dalej, droga zaczyna nabierać wysokości i idąc przed siebie możemy podziwiać piękną panoramę, gdzie króluje Młynarz z charakterystycznymi stromymi ścianami. Dostrzec możemy także Wysoką, Rysy oraz Mięguszowiecki Szczyt Wielki. Po kilku kilometrach docieramy do Polany pod Wysoką. Znajduje się tutaj kilka drewnianych platform pod namioty oraz zadaszone miejsce na ogniskowe. Dolina jest jedną z piękniejszych w całych Tatrach, z każdym krokiem pniemy się w górę. Początkowo lasem, dalej wśród kosodrzewin i już jesteśmy u progu Dolinki Kaczej. Po drodze podziwiamy wodospad Kaczą Siklawę. Uwagę przyciąga widok przebytej już trasy, a szczyty górskie wydają się być na wyciągnięcie ręki. Schodkami idziemy dalej w górę, by zdobyć kolejną dolinę – Litworową. Mijamy Zielony Staw Kaczy dochodząc prosto do Litworowego Stawu, gdzie robimy krótką przerwę, podziwiamy widoki i jak zwykle słuchamy ciekawych opowieści górskich. Zerkamy ciekawsko do koleby znajdującej się nad Litworowym Stawem i już pełni sił możemy ruszać dalej. Rozpoczynamy kondycyjną wspinaczkę, raz po raz oglądając się za siebie. Widok zapiera dech w piersiach. Możemy podziwiać panoramę od Kaczego Szczytu poprzez Zmarzły Szczyt, Żelazne Wrota, Żłobisty Szczyt, Rumanowy Szczyt, Ganek aż po Rysy i Niżne Rysy. Kolejny postój upływa nam pod znakiem, a raczej smakiem domowych energetycznych ciasteczek. Skoro jest siła, bo chęci na pewno, czas ruszać dalej. Wznosimy się aż na próg Zmarzłego Kotła, w którym znajduje się Zmarzły Staw pod Polskim Grzebieniem. Robimy krótką przerwę, najważniejsze, że widać już zarówno przełęcz Polski Grzebień oraz cel naszej dzisiejszej wędrówki: Małą Wysoką. Respekt budzi również doskonale widoczna Dzika Turnia. Po kilkunastu minutach wspinaczki stromym i kamienistym żlebem wychodzimy na siodło przełęczy. Odpoczywamy na wysokości 2200m n.p.m. Czego można chcieć więcej. Krajobraz jest iście wysokogórski, wręcz momentami alpejski. Podziwiamy potężny masyw Gerlacha i kultową graniówkę – Drogę Martina. W oddali nad Rysami dostrzec możemy Świnicę oraz Orlą Perć aż po Koszystą. Po krótkim złapaniu oddechu ruszamy dalej. Żółtym szlakiem pniemy się na Małą Wysoką. Rozpoczyna się ciekawa wspinaczka po skalistej grani, podciętej od północy urwiskami. Ciekawość wzbudza coraz bliższa naszym oczom Dzika Turnia z trójnogiem ustawionym na jej wierzchołku (2373m). Szczyt wygląda bardzo podnośnie, a pourywane zbocza turni tworzą niemałe przepaście i urwiska. W międzyczasie szybko nabieramy wysokości. Gdy docieramy do szczytu odsłania się cudowna panorama Tatr. Gerlach (2655m) zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Widzimy Litworowy Szczyt (2423m) oraz Wielicki Szczyt (2318m). Na dalszym planie rozpościera się widok na Zachodnie Żelazne Wrota (2280m), dalej na trójwierzchołkowy Żłobisty Szczyt (2426m),dwuwierzchołkowy Rumanowy (2428m) oraz Ganek (2462m). Za nimi mocarna dwuwierzchołkowa Wysoka (2547m), Rysy (słowacki wierzchołek o wysokości 2503m oraz polski cztery metry niższy) oraz Niżne Rysy (2430m). Dalej w zasięgu wzroku pozostaje z nami Młynarz, który już nie ośmiela nas wysokością. Z tej perspektywy wydaje się nieco skromny, pomimo swych 2170m. W oddali widzimy Miedziane (2233m), zastanawiamy się czy dostrzeżemy również leżący nieco obok Szpiglasowy Wierch (2172m). Na ostatnim planie widzimy Świnicę (2301m) oraz pięknie zarysowaną Orlą Perć z królującym Kozim Wierchem (2291m). W dole tuż pod nami sterczy samotna Hruba Turnia (2091m), którą mijaliśmy pod drodze. Rozdziela ona Dolinę Świstową oraz Litworową. Po północno-wschodniej stronie wyłaniają się Tatry Bielskie: Murań (1890m), Nowy Wierch (2009m), Hawrań (2152m) i Płaczliwą Skałę (2142m). Na wschodzie króluje masyw Lodowego (2627m), Durne (2623m) oraz Łomnica (2634m). Przed Lodowym widzimy Jaworowy Szczyt (2417m). Po południowej stronie króluje Sławkowski (2452m) oraz wybitny czterowierzchołkowy Staroleśny Szczyt (2476m). Właśnie tuż nad nim zaczynają dobijać się do nas kłębiące się od Słowacji chmury. Robimy pamiątkowe zdjęcia, wymieniamy krótkie zdania z Węgrami, ktoś znalazł plecak, ktoś inny znalazł właściciela, jest przyjemnie J ale czas schodzić.

        Zejście nie należy do przyjemnych, bo kamienie zdają się być żywe, co rusz wyślizgują się spod butów, ale szybko z powrotem docieramy na Polski Grzebień. Ostatni rzut okiem na zdobyty cel o wysokości 2428m i możemy schodzić w dół w kierunku Wielickiej Doliny. Tuż przed przełęczą znajduje się trochę łańcuchów, więc swoje musimy odstać w korku. Fajny, lecz krótki, eksponowany odcinek dostarcza lekkich wrażeń. Zielony szlak, którym schodzimy mija Długi Staw Wielicki, dalej wkraczamy do Wielickiego Ogrodu. Łagodnymi terenami docieramy do przewieszonych obitych skał, zwanych Mokrą Wantą. Jak nazwa wskazuje, przez cały rok skapuje z niej woda i ściana jest mokra. Po zejściu z progu docieramy do Wielickiego Stawu oraz do kompletnie niepasującego do otoczenia Śląskiego Domu. Budynek wręcz wydaje się być doklejony, a ceny mogą przyprawić o zawrót głowy J Na szczęście widoki są darmowe. Nie grzejemy jednak miejsca zbyt długo, bo zaraz rozpocznie się porównywalny do bieszczadzkiego biegu rzeźnika, morderczy maraton w dół. Musimy zdążyć na autobus. Mijamy przerzedzony las, spoglądamy na Sławkowski Szczyt i kończymy trasę na Tatrzańskiej Polance. Nie ma tak źle z naszą kondycją – przybiegamy przed odjazdem i jeszcze mamy czas ugasić pragnienie. Dobry humor nas nie opuszcza, wymieniamy się wrażeniami i autobusem dojeżdżamy do Łysej Polany. Stąd już tylko rzut beretem do domu, kolejna piękna wędrówka dobiegła końca. Mocne 25 km w nogach J J J i wracamy do domu z plecakiem pełnym nowych widoków, niedokończonej konserwy i okruchami chleba.

                                                                                               Uczesnik wycieczki - Palichleb Ewa