galeria zdjęć

 

                          Dolina Pięciu Stawów Polskich - zimą

 

"W górach jest wszystko co kocham, góry to przystań, niekończąca się nadzieja, że można żyć życiem i wierzyć, nie dotykając."           Ks. Józef Tichner:

              „ Nowy Rok Bieży…..” i tak w dniu 05 stycznia 2014r grupa górska MOK Jordanów  na dobre rozpoczęła sezon, poprzedzając powitaniem Nowego Roku  na Babiej Górze.  Dzisiaj mając na względzie złe warunki atmosferyczne  panujące w Tatrach postanowiliśmy pójść do Doliny Pięciu Stawów Polskich  a może dalej???   Licznie, bo w składzie 28 turystów z przewodnikiem Andrzejem o godz 6.30 stawiamy się w Rynku, by przemieścić się do Palenicy Białczańskiej. Droga szybko mija, humory dopisują mimo szarugi za szybami. Nie dobrze….bo na Palenicy wita nas deszcz. Więc odpowiednie dostosowanie ubrań i ruszamy asfaltową drogą. Z przerażeniem oglądamy zniszczenia drzewostanu przez wiatr. Drzewa połamane niczym zapałki, leżą  w różnych konfiguracjach. Dzisiaj też mocno wieje. Mijamy Wodogrzmoty Mickiewicza  i dostrzegamy tablice tzw. „łapki”.To właśnie tu schodzą lawiny z pasma Wołoszyna a konkretnie z Turni nad Szczotami  - jest  to kawałek starej niedostępnej obecnie Orlej Perci.

              A my za zielonymi znakami podążamy do Doliny Roztoki. Widoczność  jest kiepska, więc skupiamy się na ścieżce, gdyż kamienie są oblodzone i jest sporo śniegu. Wędrujemy przez gęsty las w towarzystwie Potoku Roztoka. Na szczęście ścieżka jest uprzątnięta z powalonych drzew.Czas na śniadanie i uzupełnienie kalorii, więc na polanie Mała Roztoka  przy szałasie wyciągamy smakołyki z plecaków. Potem zakładamy raki, aby bezpiecznie iść dalej. W prześwitach lasu częściowo ukazują się nam imponujące wiszące urwiska progu kotła Świstówki.Są to miejsca, gdzie schodzą lawiny na ścieżkę. No i dochodzimy do rozgałęzienia  szlaków. Znaki zielone prowadzą dalej obok progu najwyższego wodospadu w Tatrach - Wielkiej Siklawy /70m/, który jest zimą zamykany. Widzimy stalową linę wyciągarki towarów do schroniska. My natomiast podążamy za znakami czarnymi wytyczonym zimowym wariantem, poprowadzonym na wprost ,bez zakosów zboczem Litworowego Wierchu. Jego stromizna zrobiła na niejednym z uczestników  niezłe wrażenie. Nachylenie sięga pewnie miejscami 70 stopni. Obchodzimy Małą Kopę, aby dojść do schroniska. Łapiąc oddech dane nam jest przez moment obserwować wyłaniające się zza przewalających się chmur dostojne zbocza Buczynowych Turni i Wołoszynów, które przez chwile oświetla ostre słońce. Pomiędzy nimi dostrzegamy Krzyżne. Pokazała się też Orla Baszta i Buczynowa Dolinka ze trawersem na Krzyżne. Zaś nad nami z tyłu pojawia się niebieska dziura w niebie nad Świstową Czubą i Opalonym Wierchem. Ale to tylko przez krótkie chwile. Widoczna jest również ścieżka do Morskiego Oka, no cóż… zamknięta. I oto ona …Dolina Pięciu Stawów Polskich - polodowcowa, rozciągająca się  długości 4 km,  o powierzchni 6.5 ha i  na wysokości od 1625mnpm do 1900mnpm.Jest cała w bieli otoczona murem groźnych pobielonych szczytów Wysokich Tatr. Górują widoczne częściowo: Świstowa Czuba, Opalone, Miedziane, Szpiglasowy, Liptowskie Mury, Gładki Wierch i  Walentkowy  przy końcu doliny. Z drugiej strony Świnica, Zawrat, Kozie Wierchy, Zamarła Turnia oraz Granaty. Schronisko im Leopolda Świerza /1671mnpm/ wtulone w kosówkę przypomina  na tej wielkiej przestrzeni małą chatynkę. Sąsiaduje mu Przedni Staw Polski /1669mnpm/ - całkowicie zamarznięty, z widocznymi śladami. No tak, przecież po drugiej stronie grupa wspinaczy trenuje zjazdy na linie. Pada deszcz ze śniegiem i wieje mocny wiatr. W schronisku,  mimo tak brzydkiej pogody gwarno i tłum turystów. Jakoś znajdujemy trochę miejsca, by się ogrzać, napić  i odpocząć. Jest młoda godzina, bo dopiero 11 z minutami i energii pozostało jeszcze wiele, więc postanawiamy  iść dalej. 

               Za znakami niebieskimi, najpierw wzdłuż Przedniego Stawu Polskiego, mijamy ledwo widoczny Mały Staw Polski /1668mnpm/, potem  Wielki Staw Polski/1665mnpm/ z cienką i zróżnicowaną  warstwą lodu/- jego wody zasilają Wielką Siklawę/ kierujemy w górę w stronę zamknięcia doliny. Po drodze znaki żółte odchodzą na Krzyżne, znaki czarne na Kozi Wierch i wreszcie żółte na Kozią Przełęcz. Nad nami próg wiszącej Pustej Dolinki. Warunki pogodowe pogarszają się na tyle, że przewodnik oceniając sytuację zarządza odwrót. Zacina mocny deszcz ze zlodowaciałym śniegiem, a wiatr potęguje  zimno. Chcielibyśmy podejść do Czarnego Stawu Polskiego /1722mnpm/, spojrzeć na Wole Oko /1867mnpm/ a potem Zadniego Stawu Polskiego /1890mnpm/.Ale uczynimy to innym razem. Przemoczeni wracamy tą samą drogą. Wstępujemy jeszcze raz do schroniska, aby zmienić ubranie i się ogrzać. Dalej staramy się jak najszybciej zejść do Doliny Roztoki, zachowując szczególne warunki  ostrożności, bo śnieg jest mokry i rozjeżdżający się a zejście strome. Dalej szybko przemierzamy Dolinę Roztoki i kawałek drogi od Morskiego Oka.

         Mimo niekorzystnego biometru, a także aury, humoru i dobrej atmosfery uczestnikom nie zabrakło. Co jest pocieszające i  budujące. Mam nadzieję, że nowi uczestnicy przez pogodę nie zniechęcą się  do dalszych z nami wędrówek. W dniu dzisiejszym to przedeptane ponad 22 km i pokonane przewyższenie ponad 800 m. Ponadto dodam, że GOPR  może być dumny, bo każdy napotkany turysta /a było ich wielu/ szedł w rakach.

Ciepły busik dowiózł nas do Jordanowa wieczorem i zaplanowaliśmy następną wycieczkę.

                                     „Co nas nie złamie , to nas wzmocni”

 

                                 Zapraszam do galerii zdjęć.                                      uczestnik wycieczki - Janina Filipek