galeria zdjęć

 

"Kiedy na początku wspinaczki człowiek stoi przed szczytem i patrzy na potężną górę, czuje się przytłoczony. Kiedy patrzy na tą samą górę już po zejściu - jest dumny i ma wrażenie, że może osiągnąć wszystko."                                                                                                                                                            Martyna Wojciechowska

 

            Przed grupą turystyczną jordanowskiego MOK-u w bieżącym roku wiele wyzwań  i oczekiwań.Zima to jednak trudna pora, gdyż zagrożeń jest wiele, a góry są nieprzewidywalne.  Każde załamanie pogody dodatkowo pogłębia ryzyko. Mając tę świadomość, nasze trasy przewodnik Andrzej dostosowuje do aktualnych warunków i możliwości uczestników.  Dlatego w dniu 12 stycznia 2014r o godz.6.00, zbierając się na jordanowskim rynku kolejny raz  postanawiamy odświeżyć szlaki na Ornaki w Tatrach Zachodnich. Stadko liczy15 osób /jest też nowy narybek/.Andrzej rzuca okiem na wyposażenie każdego i ruszamy. Grupa jak zwykle pełna humoru, ale po wczorajszym opłatku niektórzy dosypiają.  Dolina Kościeliska wita nas lekka mżawką. Rozpoczynamy wędrówkę z Kir -940mnpm. Idziemy któryś z kolei raz przez najpiękniejszą dolinę w Tatrach Zachodnich do schroniska na Małej Polance Ornaczańskiej. Z przerażeniem patrzymy na ogrom zniszczeń drzewostanu. Stare i młode świerki połamane są niczym zapałki, lub wywalone z korzeniami. Mijamy Skalną Bramę Kantaka, dalejWyżnią Kirę Mietusią. Tu po prawej stronie odkryły się po huraganie trzy Kościeliskie  Kopki: Przednia, Pośrednia i Świńska, które były do tej pory zalesione. Dalej Kapliczka Zbójnicka, popularna i licznie odwiedzana Jaskinia Mroźna, niesamowite krasowe wywierzysko Lodowe Źródło/ o wydajności 500 do 800litrów na sekundę/, Wąwóz Kraków z turniami Saturn i Ratusz. Mijamy też Bramę Kraszewskiego     i Raptawicką pod Raptawickimi Turniami. Musimy kiedyś znaleźć czas, aby odwiedzić Jaskinię Mylną  i Raptawicką. Na razie jakoś nam go brak. Niektóre szlaki turystyczne są zamknięte, gdyż nie ma możliwości przejścia. Nieodłącznie towarzyszy nam Potok Kościeliski, szemrząc cichutko, gdy kroczymy po jego12 mostkach. Wyłaniają się też stoki Kominiarskiego Wierchu. Dochodzimy do  schroniska i czas na tradycyjne frykasy noszone zwyczajowo w plecakach. Korzystamy z częściowo widocznej Bystrej i Przełęczy Pyszniańskiej i pozujemy do zbiorowej fotografii. Po krótkim odpoczynku za żółtymi znakami, przez Pyszniański Potok wgłębiamy się w las. Ścieżka pnie się początkowo łagodnie pod górę. Usłana jest zieloną cetyną ze zwalonych drzew, a trochę wyżej idziemy po kobiercu popielatych porostów /pustułka pęcherzykowa/. Przed Czarnym Żlebem ostrzega nas ”niebieska łapka. No i pod górę, ale już po śniegu. Rzucamy też okiem na Żleb Piszczałki. Tu przewodnik wspomina o szalonym wyczynie z młodzieńczych lat  czyli dupo- zjeździe żlebem. Ale na wszelki wypadek nam odradza. Docieramy do Iwaniackiej Przełęczy- 1459 mnpm, niektórzy troszkę zasapani, ale tak ma być. W górach trzeba też poczuć wysiłek. Dostojnie góruje  Kominiarski Wierch, który jest oddzielony od Ornaków właśnie tą przełęczą. To niewielka polana, z węzłem  szlaków: do Doliny Chochołowskiej znaki żółte, a na Ornak znaki zielone. Ruszamy dalej. Powyżej granicy lasu zerkamy na nasze 400m podejście. Co prawda wygląda to nader interesująco. Oswojeni z trudnymi warunkami w zimie, mając zregenerowane siły - próbujemy!Dzisiaj  w takich miejscach raki są konieczne, gdyż pod warstwa świeżego śniegu jest lód. I nawet czekany są przydatne. Nie możemy trawersować stoku, więc idziemy w górę w pionie. W miarę podchodzenia krok po kroku odsłaniają się nam częściowe widoki na otoczenie Doliny Tomanowej i Pyszniańskiej. Chmury mają pułap ok. 1900m, wiec widzimy Gładkie Upłaziańskie, dolne partie Czerwonych Wierchów, Tomanowego, Smereczyńskiego i Kamienistej. Ale też przez moment zabłysło, gdzieś nad Czerwonymi Wierchami słońce. Ornak to kilkuwierzchołkowy  masyw rozdzielający Dolinę Pyszniańską od Doliny Starorobociańskiej. Po mozolnej wspinaczce na  Suchym Wierchu Ornaczańskim 1832 mnpm możemy jeszcze dostrzec Dolinę Chochołowską ze schroniskiem, kawałek Grzesia, Rakonia i Trzydniowiański a nawet Babią Górę. Ktoś zwraca uwagę na Smereczyński Staw. Reszta panoramy jest niewidoczna. Na Ornaku 1853mnpm  przyjmujemy gratulacje od przewodnika. Wieje niemiłosiernie ale przez chwilę widać Siwe Skały i Bystrą. Jak to prawdziwy halny, zawieje, zawiruje i chwilę cisza.  Mimo zimowych warunków, wszyscy czują się dobrze i zapada decyzja o pójściu na Siwe Skały. I tak mając twarz poobijaną kryształkami igiełek lodowych docieramy do Siwych Skał 1867mnpm. Jest godz.12.30, a na szczycie prawie zadymka.W szybkim tempie Rysiek częstuje tradycyjnym ciachem ,bo marzną ręce. Chciałoby się podskoczyć na Starorobociański, ale nie dzisiaj. Zarządzamy odwrót i już pchani wiatrem schodzimy granią tą samą drogą. Z pionowego zbocza dla bezpiecznego zejścia Andrzej prowadzi nas równolegle przez kosówkę. Trzeba bardzo uważać, więc wszyscy wykazują maksimum koncentracji i szczęśliwie wracamy na przełęcz. I już w schronisku głodni pałaszujemy wszystko co pozostało, gawędząc wesoło. Hitem jest opowieść jednego z kolegów o „damskich  bawidełkach” Pada deszcz  i szybko robi się szarówka, wiec czas wracać.Dzisiaj tylko częściowo  inspirowały nas piękne widoki , ale  za to doznaliśmy hartu ducha i nie tylko. Pokonaliśmy 23 km przy przewyższeniu 1100 m, co w trudnych warunkach zimowych stanowi wyczyn. Wieczorową porą zawitaliśmy w naszych domach.   Wszystkich, którzy lubią aktywny odpoczynek w miłej grupie zapraszamy do wspólnych wypraw.

    „Nasze czarowne Tatry…..Miło wędrować, pogadać w takim gronie wspaniałych ludzi- pasjonatów gór, gdzie każdy mówi zrozumiałym dla siebie językiem, o tym co kochamy najbardziej.”

                         Zapraszam do galerii zdjęć.              Janina Filipek  - uczestnik wycieczki