galeria zdjęć

         „Kto chce wejść na szczyt, mu­si zaczy­nać od dołu, a po­tem iść krok za kro­kiem, nie  przyspieszając  go. Zły to ta­ter­nik czy al­pi­nis­ta, który zaczy­na wspi­naczkę w góry od zry­wu                       i wiel­kiego wy­siłku. Dob­ry - idzie krok za kro­kiem, po­woli, spokojnie....”

                                                                                                         Stefan Wyszyński 

            I znów zatęskniliśmy za słowackim Wielkim Choczem, mimo, że jedziemy tam trzeci raz. Ta majestatyczna, pochylona góra w kształcie piramidy ma w sobie coś. Nie bacząc na wczesną godzinę /jest 6.00/ i zimowy, niedzielny poranek w dniu 02 lutego 2014 r-27 ludzi zjawia się na jordanowskim  rynku.Są zwarci i przygotowani na wszystko.W Chyżnym mijamy granicę, by dalej przez Twardoszyn  Dolny Kubin dotrzeć do Valaski Dubovej. Po drodze na wchodzie można wśród ciemności rozróżnić zorzę. Jadąc już doliną rzeki Orawy dostrzegamy majaczące, lekko poprószone góry i imponująco prezentujący się leciwy już orawski zamek.Jego kondygnacje posadowione na strzelistej, niesamowitej skale robią  wrażenie.Ale nasz cel ma zatopiony szczyt we mgle, gdyż poranek jest pochmurny.  Valaska Dubova - 640mnpm leży na zachodnim skraju gór Choczańskich.Wyruszamy za niebieskimi znakami najpierw drogą, z której dostrzegamy Skały zwane Sokołem i Mnichem, a dalej dnem doliny podziwiając wapienne i dolomitowe cuda. Właśnie z nich zbudowane są te góry. Oglądając się za siebie dostrzegamy Pogórze Choczańskie z Keczką  i Radociną. Jest parę centymetrów śniegu, ale lód nie ułatwia nam wędrówki. Od granicy lasu szlak pnie się lekko w górę i wkraczamy w rezerwat przyrody. Mijamy Ciasne Skały górujące na doliną, które tworzą ciekawy wąwóz. Jest też Janosikowy Stół .Mamy do pokonania prawie 1000 m przewyższenia. Dalej jest bardziej stromo i krok po kroku powoli idziemy gęsiego do przodu. Po wyjściu na Stredną Polanę 1248mnpm przewodnik zaprasza nas do Hotelu Chocz. Jakież jest zaskoczenie dla będących tu pierwszy raz. Spodziewali się hotelu z gwiazdkami, planowali  napić się kawy lub piwa. A tu zwyczajny szałas z palącym się ogniskiem   i wyrkami z desek dla niewymagających turystów. Spać można w izbie i  na małym stryszku Nad drzwiami szałasu wisi tabliczka „Hotel pod Choczem” i regulamin.Z uwagi na bardzo silny i lodowaty wiatr, korzystamy z gościnności hotelu i wzmacniamy się kalorycznie. Zadzierając głowy podziwiamy imponujący  nasz cel. Na polanie jest rozwidlenie szlaków, a dochodzimy do znaków czerwonych od Wyżnego Kubina. Czas piąć się dalej w górę zimową, bardziej widokową  trasą oznaczoną tyczkami. Las jest teraz niższy  i rzadszy, ale za to już oszroniony. Pogoda się poprawia, wiatr przegania chmury i być może wyżej będzie lepiej widać. Jeszcze przed wierzchołkiem wychodzimy na widokową polanę  i oglądamy  pobliską Kubińską Holę z trasami narciarskimi oraz Małą Fatrę. Faktycznie gdzieś po bokach pojawiają się promienie słoneczne. Po drodze Rzędowe Skały i kawałek łańcuszka. Kosówka aż ugina się od poklejonych i zmrożonych igieł. Około godz. 11.00 zdobywamy Wielki Chocz - 1611mnpm. Znajduje się on w środkowej części pasma Gór Choczańskich, i góruje ponad pozostałymi otaczającymi go: Małym Choczem /1465mnpm/, Zadnim Choczem /1288mnpm/ i  Przednim Choczem /1248mnpm/.W nagrodę za trud jest dosyć dobra widoczność i mamy całą panoramę pasm górskich. Kolory są wyostrzone, czarno-białe  i momentami złowrogie. Klimat ten oddają  przewalające się ciemne chmury, spychane przez wiatr.W oddali widać szczyty Małej  Fatry, Kubińską Holę, Pilsko, Babią Górę z Jeziorem Orawskim, w lewo bardziej z tyłu Martińskie Hole, bliżej Wielka Fatra, pod nią Rużemberok, Niżne Tatry, Liptowska Mara z Wagiem i Liptowski Mikulasz. W paśmie Wysokich Tatr wyróżnia się tylko Krywań. No i Tatry Zachodnie z Osobistą. Oczywiście góry na dalszym planie są bardziej ośnieżone. Widać też Dolny Kubin, a nawet nasz Hotel w dole. Tradycyjne gratulacje od przewodnika. Jak zwykle Rysiek częstuje pysznymi /dziś okazjonalnymi/ ciasteczkami i rozlega się gromkie „sto lat”. Szybka grupowa fotografia ,wpis do księgi ,bo wszystko marznie. W drodze powrotnej trawersujemy grzbiet za znakami zieloni, gdyż są sprzyjające warunki. Ponownie zatrzymujemy się przy „hotelu” aby się porządnie posilić i nabrać sił na dalszą wędrówkę. Wymagający przewodnik doceniając nasze możliwości zaproponował nową trasę przez Zadni Chocz i historyczny akcent - ruiny zamku Likava. Zbiegając w dół za niebieskimi znakami doszliśmy do Zadniej Polany. Są tu tablice informujące o schronisku  istniejącym w latach 1924-1944 o nazwie Hviezdosłavova utulina. Po zejściu do Przełeczy Spustiak 1095mnpm, ponownie trawersujemy grzbiet wg starego szlaku na Przedni Chocz. Najpierw przechodzimy przez dwa przed wierzchołki ,by zajść w dół na czerwono znakowany szlak i delikatnie podejść na Przedni Chocz 1249 mnpm. I znowu podziwiamy część panoramy na Wielką Fatrę, NiżneTatry i Rużemberok  w dole. Krótki odpoczynek i dalsze zejście w dół aż ruin zamku Likava -630mnpm.Toruiny średniowiecznej twierdzy, strzegącej szlaku handlowego z Liptowa na Orawę i do Polski. Posadowiona jest na garbie pod Przednim Choczem a nad wsią Likavka. Prowadzone są tam prace konserwatorskie i ruiny są udostępnione do zwiedzania. My niestety nie mieliśmy tyle szczęścia, bo brama była zamknięta. Pozostało nam tylko zejście do wsi Likavka -520mnpm,aby umyć buty  w potoku i wsiąść do busa. Trochę zmęczeni fizycznie, ale za to przewietrzeni wróciliśmy do domów z zapasem sił do następnej wycieczki. Jak zwykle nie zabrakło humoru i dobrej atmosfery. Pokonaliśmy 20 km i 1200m przewyższenia. Weszliśmy na tę górę od wschodu, zachodu i południa. Jak również z trzema miejscami  w tym rejonie kojarzy się nam słynny Janosik. Urodził się w Wielkiej Fatrze, pojmany był w Valasce Dubovej,a powieszony za poślednie żebro w Liptowskim Mikulaszu.                                                                                              

            Wejście na Wielki  Chocz zimą nie jest trudną ani niebezpieczną wyprawą, więc mogę śmiało polecić każdemu, kto wędruje w zimie.

"Góry, chociaż są niezmienne, to ich smak dla każdego z nas jest inny. I to jest najpiękniejsze"...          

                                                                                                     Ryszard Pawłowski

                                                                                                            uczestnik wycieczki Janina Filipek