galeria zdjęć

 

"Kocham Tatry. Kocham ich pustkę i milczenie, ich martwość o spokój posępny."                                                                                                                    Kazimierz Przerwa-Tetmajer

            Zgodnie z terminarzem grupy wysokogórskiej MOK Jordanów w dniu 16 luty 2014r w planie jest Trzydniowiański Wierch. Więc o godz.6.00 na jordanowskim rynku oczekuje grupa turystów /dziś 18 osób/ przygotowanych do zimowej wędrówki. Ruszamy w kierunku gór. Jadąc busem obserwujemy  budzący się dzień. Na horyzoncie pojawiają się poranne zorze, może będzie piękny dzień?

Rozpoczynamy u  wylotu Doliny Chochołowskiej na Siwej Polanie, przemierzając tę dolinę już któryś raz  z kolei. Przewodnik Andrzej  profilaktycznie przypomina nam znane już  miejsca, które mijamy  w monotonnym marszu. Dodam, że nie ma tu zbyt wielu atrakcji krajobrazowych, ale trasa jest środkiem do celu. Wokoło leżą uprzątnięte z głównej drogi połamane drzewa po świątecznej wichurze. Zamknięte są też niektóre szlaki. Mijamy Siwiańskie Turnie, Polanę Huciska, zawalone drzewami wywierzysko chochołowskie, Niżną Bramę Chochołowską /tablica poświęcona  ks. Józefowi  Kmietowiczowi- przywódcy Powstania Chochołowskiego/  i Wyżną Bramę Chochołowską. Cichutko szemrze potok .No i odbijamy za znakami czerwonymi z głównego traktu na Polanę Trzydniówka. Czas na posiłek, bo przed nami nie lubiany Kroowiiiii Żleb! Rzucamy okiem na Bobrowcai Grzesia. Ścieżka jest przetarta, niewiele śniegu , mimo, że w Tatrach obowiązuje” trójka”. Najpierw ostrzega nas szachownica a troszkę wyżej „łapka”. Rozpoczyna się właściwa mozolna wędrówka. Podejście tym żlebem jest męczące i wyczerpujące, więc krok po kroku podążamy w górę. W miarę podchodzenia otwierają się nam widoki na rozłożysty Kominiarski Wierch, Ornaki, Twardy  Upłaz z Ciemniakiem. Wychodzimy na grań, zwaną intrygująco Kulawcem. Doskonale widzimy cel naszej wyprawy .Na pewnych odcinkach jest coraz wietrzniej, ale mamy piękne słońce i ośnieżone szczyty. Trzydniowiański Wierch 1758 mnpm zdobywamy przed godz.11.00.Żartujemy,że mieliśmy iść trzy dni a nam zajęło to niecałe 3 godz. Ale wyjaśniam, że te trzy dni wywodzi się od systemowej pracy górników wydobywających tu rudy żelaza. Trud wędrówki Krowim Żlebem wynagrodziły nam   roztaczające się widoki. Jak na dłoni mamy: Kominiarski Wierch, grzbiet Ornaków z Siwymi Skałami, z tyłu czubek Giewontu, Twardy Upłaz z Ciemniakiem, Smreczyński i Kamienista, z tyłu Bystra, Starobociański Wierch, Raczkowa Czuba , Jarząbczy Wierch, przed nim Czubik i Kończysty nad  Jarząbczą. W dole z jednej strony Dolina Starorobociańska, z drugiej Jarząbcza. W prawo pięknie prezentuje się Rohacz Ostry - niczym  z Matterhorn. Dalej Wołowiec, Rakoń, Grześ, Osobista i Bobrowiec. W Dolinie Chochołowskiej widać z góry ogrom zniszczeń. Tradycyjne gratulacje, wspomnę  o Ryśkowych słodkościach, które stały się zwyczajem. I cóż dalej począć, zważywszy,  że jest piękny dzień, młoda godzina i turyści tryskają energią. Ruszamy dalej w smagającym nas po twarzach wietrze za zielonymi znakami. Momentami część horyzontu przesłaniają ścigane wiatrem chmury. W krótkim czasie  przechodzimy przez Czubik 1845mnpm. Aby iść dalej  musimy założyć raki. Grań jest miejscami oblodzona i wywiany śnieg. Osiągamy pierwszy dwutysięcznik tej zimy  i w tym roku -  Kończysty nad Jarzabczą 2002mnpm.Od Wołowca nadchodzi zadymka. Wiatr z lodem bije po twarzach, więc szybka fotografia.Za moment jest już spokojnie  i możemy napić się herbaty. Odsłania się też Babia Góra i część Tatr Wysokich z Krywaniem. Jeszcze zauroczeni wpatrujemy się w piękno tego świata i fotografujemy. Pod szczytem Strorobociańskiego widzimy malutkich ludzików. Spoglądamy na siebie pytająco, przewodnik ogarnia wzrokiem grupę i jest decyzja - idziemy tam! Za czerwonymi znakami zbiegamy do Raczkowej Przełęczy i pchani wiatrem powoli zdobywamy metry w górę. Przed godz.14.00 zadowoleni sami z siebie i szczęśliwi stajemy na szczycie Starorobociańskiego Wierchu 2176mnpm. Jest zimno i bardzo wietrznie. Psuje się pogoda, gdyż przewalające się chmury przesłaniają widoki , to znowu odsłaniają. Ale udaje się nam zobaczyć Niżne Tatry. Czas wracać. Schodzimy ostrożnie  w dół tą sama trasą aż do trawersu pod Trzydniowiańskim.  Dalej wędrując przez Dolinę Jarząbczą, wchodzimy na szlak papieski. Odwiedzamy  miejsce upamiętniające pobyt Jana Pawła II w dniu 23 czerwca 1983r.Znajduje się tu góralska kapliczka i głaz ze słowami papieża: ,, Mogłem w dniu dzisiejszym spojrzeć z bliska  na Tatry i odetchnąć powietrzem mojej młodości”. Po dojściu do schroniska delektujemy się pozostałościami z plecaków, gasimy wielkie pragnienie. Czas ucieka i przed nami cała długość Doliny Chochołowskiej. W dodatku zgodnie z prognozami  leci coś mokrego z góry: to deszcz ze śniegiem. Już w ciemnościach  dochodzimy do wylotu doliny. W dniu dzisiejszym przeszliśmy sami siebie. Pokonaliśmy 28,5 km / z tego połowę z rakami/ przy przewyższeniu ok. 1500metrów w warunkach zimowych. Doświadczyliśmy trudu mierząc się z wymagającą aurą i  radząc sobie doskonale. Mogliśmy sobie na to pozwolić dzięki wyposażeniu przez MOK Jordanów  w niezbędny  sprzęt /raki i kijki/.Dziękuję za wytrwałość i sympatyczną atmosferę.


Dziś pękły 4 tatrzańskie szczyty w warunkach zimowych. Gratulacje……!!!!!     

                             Zapraszam do galerii.                                              uczestnik wycieczki Filipek Janina