galeria zdjęć

 

             "Iść, ciągle iść...i nie myśleć, co za nami. Tylko iść, żyć i oddychać górami..."

 

             Niedzielny ranek, godzina 6.00 a właściwie 5.00, bo to dzisiaj zmiana czasu. Na jordanowskim rynku czeka 26-iu uczestników drugiej próby podejścia na Babki tym roku. Witamy nowy narybek 5 osób- kochających góry. Andrzej jako przewodnik i szef rzuca fachowym okiem na grupę. Granicę mijamy Chyżnem dalej przez Tvardoszyn, Przełęcz Huciańską, Liptowski Mikulasz zdążać do Bobrowca. Jest piękny słoneczny dzień. Po drodze mamy okazję podziwiać ranek ze z wielkim czerwonym słońcem i tajemniczo zamgloną Orawę. Niektórzy starają się odespać utraconą godzinę.                                        

Marsz rozpoczynamy od Wapiennika Bobrowieckiego -700mnpm za niebieskimi znakami, wstępując do kaplicy  Matki Bożej Siedmiu Boleści Syjońskiej Góry. Zapowiada się rewelacyjna pogoda, świeci ostre słońce i niebo jest bezchmurne. Podchodzimy stromo lasem, co traktujemy jako rozgrzewkę aż do wiaty na wysokości 1220m n.p.m.  i skrzyżowania  z zielonym szlakiem. Tu już pod nogami mamy zmrożony śnieg. Zatrzymujemy się na krótki posiłek, aby wzbogacić się kalorycznie przed dalszą wyczerpującą wędrówką. Częściowo ubitą drogą częściowo lasem idziemy dalej za podwójnymi znakami, które po krótkim czasie wyprowadzają nas na niewielką polanę. Znowu  rozwidlenie szlaków, my podążamy zielonymi. I zaczyna się jak się później okaże krokusowy szał. Polany, a nawet całe zbocze Babek jest usłane fioletowym kolorem. Fotograficy opóźniając marsz przyjmują różne pozy, aby uchwycić piękno tej ziemi. Idąc stromo w górę zerkamy na lazurowe niebo i to co nas otacza. W dole rozlane Liptowskie  Jezioro i miejscowości, które mijaliśmy jadąc. Znaki wyprowadzają nas dość stromym podejściem na szczyt zwany Babki -1655mnpm.To jeden z ostatnich szczytów słowackich Tatr Zachodnich, leżący w zakończeniu południowej grani biegnącej od Siwego Wierchu w stronę Liptowa. Nazwa tego szczytu pochodzi prawdopodobnie od grupy kilku skałek w grani przypominających trzy kobiety w strojach ludowych . Zjawiska  krasowe spowodowały powstanie jaskiń: Dupnica, Niedźwiedzia i Biała. Masyw ten rozlega się pomiędzy Dolinami: Jałowiecką i Suchą Silelnicką oraz  Guniową. Jak zwykle gratulacje od przewodnika. Jest niewiele po godz. godz.10.00. zachwytem wstrzymując oddech w piersiach podziwiamypiękne obrazy przyrody. Blisko przed namipanorama ośnieżonych szczytów słowackich Tatr Zachodnich, nad nimi lazur nieba,  a w dole Liptowska Mara i Kotlina Liptowska. W dole też bogato zalesiona Dolina Jałowiecka, nad nią Rozsocha i Trnac. Wyróżniamy czubek Barańca, przed nim Niżni Przysłop, Przełęcz Banóvka, Wyżni Przysłop, Banikovski Szczyt, Pachola, Płaczliwe, Spalone a lewo Salatyny, Brestova. Przed nami nasz kolejny cel Kopa i Ostra. Lekko otulone mgłą jest Proseczne i Pogórze Choczańskie. Niżne Tatry ledwo majaczą. Okazjonalna fotka i idziemy dalej. Zbiegamy po śnieżnej kaszy zapadając się po kolana w dziury pomiędzy kosówką na Babkową Przehybę 1491 mnpm, aby znowu piąć się w górę na  Kopę 1637 mnpm. Schodzimy  na przełęcz zwaną Przedwrocie 1585 m.n.p.m Dalej trawersujemy zbocza Ostrej. Wszędzie na wytopionych zboczach towarzyszą nam łany krokusów. Szczyt  to piramida z trzema graniami spotykającymi się na wierzchołku. U wierzchołka zbocze zaczyna się wypłaszczać. Około godz.11.30 osiągamy szczyt Ostra 1764mnpm.Chwilo trwaj, jesteś piękna!....” Przepiękne widoki, wynagradzają trudy długiego i żmudnego podejścia. Panoramę wzbogaca  pobliski Siwy Wierch i tam rzucamy nieśmiało okiem. Troszkę zawiewa zimny wiatr. Kolejna zbiorówka fotograficzna i  krótki odpoczynek. Jednym porozumiewawczym spojrzeniem decydujemy iść na Siwy Wierch. Popielate, suche skały aż zapraszają do wejścia. Opuszczamy Ostrą i znowu wpadamy w koleiny pomiędzy kosówką aby trawersować Małą Ostrą i wspiąć się po usypujących się piargach na Siwy Wierch 1805mnpm o godz.13.30.Znowu podziwiamy Liptów, Orawę i słowackie Zachodnie Tatry. Jest to już ostatni szczyt w grani słowackich Tatr Zachodnich. Wygląda jak skalne miasto, bo zbudowany jest z dolomitów i wapieni. Stwierdzono tu obecność ponad 30 jaskiń Największa z nich to Studnia w Siwym Wierchu o łącznej długości korytarzy 250 m. Wznosi się nad czterema dolinami: Suchą Sielnicką, Bobrowiecką- Liptowską, Jałowiecką i Siwą . Wracając przemierzamy przedeptaną już trasę z powrotem na Ostrą. Tu musimy chwilkę odpocząć, bo różnica podejść jest jak na zimowe warunki powalająca. Następnie wracamy na Przełęcz Przedwrocie i za niebieskimi znakami docieramy przez Polanę Czerwieniec do Chaty pod Narożem. Siadamy spragnieni gorącej herbaty i zjadamy to,co pozostało jeszcze w plecakach, tym bardziej iż menu w chacie jest bardzo ubogie. Wygrzewając się w słońcu na werandzie dzielimy się wrażeniami. Nie sposób w dniu dzisiejszym nie oddać naturze ukłonu za estetykę raczącą nas szczodrobliwością otaczającego nas piękna, nie tylko kwiatowego. Zmęczeni po przejściu ok. 18km i  ok. 1400 podejścia, ale szczęśliwi wracamy do domu późnym wieczorem. Wycieczka może trochę męcząca, ale taka jest specyfika szlaków słowackich .

„Być tam, to największe marzenie, wspaniała przygoda i wolność niczym nie opisana”.

                                             Zapraszam do galerii zdjęć.                                     uczestnik Janina Filipek