galeria zdjęć

 

       "Świat wartości w górach jest prosty i przejrzysty dla każdego. Ale jest to absolut piękna i estetycznych doznań. Nie chcesz, nie jedziesz. Nie jedziesz, nie widzisz. Nie widzisz, nie przeżywasz. Wybór należy do ciebie."           

     Piotr Pustelnik

 

        W niedzielę 10 sierpnia 2014r, /godz.6.00/ na jordanowskim rynku zgromadziło się 25 turystów MOK gotowych do wędrówki w towarzystwie przewodników Zenona i  Andrzeja. To już trzecia eskapada /a moja czwarta/ na najwyższy szczyt Tatr Liptowskich- Krywań. Owanarodowa góra Słowaków jest godłem jak Nasz biały orzeł. Właśnie w najbliższym czasie będzie oblegana przez tłumy, bo odbywać się tu będą tradycyjne uroczystości. Będąc tu kilka lat wcześniej miałam okazję podziwiać prześpiewywanie się dziewczyn i chłopaków ze szczytów, a wtórowało im echo. My natomiast  przez Jurgów, Ździar, jedziemy do Szczyrbskiego  Jeziora. Podziwiamy nie tylko piękne słońce ale i okazałe i znane Nam Tatry Bielskiei Wysokie.Wzdłuż  Drogi „Wolności” jeszcze niestety do dziś widać skutki Wielkiej Kalamity, ale na szczęście las się powoli odradza.
     Wędrówkę  rozpoczynamy nad jeziorem Strbske Pleso -1346mnpm. Z punktu widokowego podziwiamy Grań Soliskaz kolejką krzesełkową, przez którą przebiega główny wododział europejski, Szatanaw Grani Baszt i Dolinę Młynicką z nitką wodospadu Skok. Jest piękna, słoneczna pogoda. Ruszamy za czerwonymi znakamimagistralą  podchodząc lekko, prawie niezauważalnie w górę lasem, by przez Furkoty Potok i Biały Wag /tu ma początek Wag/ dojść nad  Jamski Staw/1447mnpm /. Czas na wsparcie energetyczne  w towarzystwie pływających kaczek. Dalej podążamy za niebieskimi znakami powoli wznosząc się, by zakosami wśród traw, kęp smreków i dużej ilości limb wyjść ponad górną granicę lasu.Limby posadzone były przez TANAP na pamiątkę Słowackiego Powstania Narodowego - 1944r. Zenon w szczegółowy sposób pokazał  Nam jak rozpoznawać limbę i nawet nie wiedziałam, że nasiona z szyszki sprzedawane są w Rosji kilogramami.  I tak osiągamy trawiasty grzbiet  zwanym Nad Pawłową. Przed Nami Mały Krywań z widocznymi ludzikami na szczycie. Już widzimy czubek Wielkiego Krywania, wystający z tyłu. Za nami widoki aż po Niżne  Tatry a  po lewej Tatry Zachodnie. Od Małego Krywania Przełęcz Szpara oddziela Krótką. Spotkaliśmy też wiele kwiatów i ziół Nam znanych, ale o dziwo kwitnie już fioletowy wrzos. Jest bardzo duszno i parno. Musimy tu chwilę odpocząć i uzupełnić płyny. I znowu w górę. Dochodzimy do bocznego ramienia Krywania  i mamy przed oczyma  potężny  Żleb Krywiański. Zmienia się krajobraz, skalisto - żwirowe podejście jest trudniejsze. To iście wysokogórski teren , naszpikowany wgłębieniami po dawnych kopalniach złota. Przy  rozstaju pod Krywaniem, 2140 mnpm, dochodzą znaki zielone z Trzech Studniczek. Na szlaku jest bardzo tłoczno. W żlebie widać kolorowy wąż ludzi schodzących bądź jeszcze wychodzących  pod górę. Nad oba Krywanie raz po raz nadciągają mgły i zasłaniają, to znów odsłaniają te szczyty. Od południa narastają ciemne, burzowe chmury. My dzielnie i z uporem pniemy się ku górze, by osiągnąć szczyt Małego Krywania - 2334 mnpm  ok. godz.13.00. Znowu mamy przez chwilę słońce i widoki zwłaszcza na Tatry Zachodnie. Łapiemy oddech, ocieramy pot z czoła. zerkamy na Zielony Staw Ważecki w Dolinie Ważeckiej, którego kolory to odcienie zieleni i turkusu. A ponadto grozy dodaje ponad 300 metrowa  przepaść. Widzimy też Tatry Niżne, Kralovą Holę, Szczyrbskie Jezioro ze sterczącą skocznią i Jamski Staw. Słychać daleko pierwsze odgłosy burzy. Krywań osnuty jest  mgłą. Nie bacząc na trudności pod nogami tj. stromiznę, piargi, rumowiska i wielkie gołoborza rwiemy się w górę. Ciemna chmura burzowa jakby była spychana przez wiatr  w innym kierunku. Ale niestety znów słychać grzmoty już bliżej. Mając ok. 20 min do szczytu i 100m w górę niestety musieliśmy odpuścić dalszą wędrówkę!  Przewodnicy mając na względzie bezpieczeństwo podjęli decyzje o odwrocie. Otuliła Nas mleczna mgła  i  zaczął padać deszcz. Więc tą samą trasą  zeszliśmy szczęśliwie do rozstaju, by dalej za zielonymi znakami kontynuować wędrówkę do Trzech Studniczek. Po jakimś czasie burza ucichła, ale kropił deszcz i co chwilę wychodziło słońce. Więc postanowiliśmy na Niżnej Przehybie odpocząć i poszukać widma Brockenu - ale nie dostrzegliśmy. Krywań zaczął się odsłaniać i z tej perspektywy wygląda trochę inaczej. Jest pochylony w jedną stronę. Pod nim rezyduje Wyżna Prehyba, z boku długie  jego ramię, dalej końcówka Muru Grubego. Przez chwilę widzimy Kozi, Kozie Czuby Zamarłą Turnię, Mały Kozi, Swinicę. A przed Nami Kopy Liptowskie  z widocznymi ścieżkami myśliwskimi i w dole Dolina Koprow. Dalej grań Głowna Tatr Zachodnich od Suchego przez Tomanowy, Smreczyński, Kamienistą, Bystrą po Baraniec. Widać też Liptowską Marę, Niżne Tatry i Kralova Holę. W trakcie schodzenia wypogodziło się i znowu mieliśmy upał. W skwarze i znoju przeszliśmy 14 km przy przewyższeni 1100m. a, to, że góry są nieprzewidywalne przekonaliśmy się na własnej skórze. Bardzo ważną była dziś umiejętność wycofu, a tym samym uniknięcie niebezpieczeństwa. I przewodnicy podjęli jak najbardziej słuszną decyzję. Więc nie odśpiewaliśmy „Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki! - z  wiersza Kazimierza Przerwy Tetmajera ze Skalnego Podhala i musimy tu jeszcze wrócić….. Bezpieczeństwo i rozsadek w górach są najważniejsze!                 

Czyż można żałować godzin spędzonych w mozolnym trudzie górskim Trud jest drugorzędny przy tym, co nam góry dają. Tego się nigdy nie żałuje.

                                         Zapraszam  do galerii.

                                                                              uczestnik wycieczki - Janina Filipek