galeria zdjęć

 

                                    Najtrudniejszy odcinek Orlej Perci zdobyty !!!

 

                           Choć było to dawno, pamiętam wypad na kilka dni w Tatry i przejście Orlej Perci. Takich emocji nie zapomina się nigdy i oto nadarza się okazja przypomnienia sobie tej trasy. MOK Jordanów jak zawsze nie idzie na łatwiznę i zorganizował wycieczkę Granaty-Krzyżne, która prowadzi przez fragment Orlej Perci. Podobno najtrudniejszy, 50% łańcuchów w Tatrach znajduje się na naszej trasie.

                      Jesteśmy w Zakopanem godz. 6,30 miasto budzi się do życia, spory ruch. Szybki przejazd busami do Kuźnic. I ruszamy. Najpierw szlak niebieski. W ekspresowym tempie mijamy potok Bystra, teraz łagodne podejście przez las. Po wyjściu z lasu przechodzimy obok grani Skupniów Upłaz, teraz jest już konkretniejszy widok. Trasa biegnie lekko pod górę, a rozległe widoki na Polanę Olczycką i Dolinę Jaworzynki ucieszą nawet największych malkontentów. Dochodzimy do przełęczy między Kopami (1499 m).Po lewej mamy Wielką Kopę Królową a po prawej Małą Królową  Kopę. Jest tutaj fajne miejsce z ławkami na odpoczynek, ale schodzą się dwa szlaki gwarantujące tłok jak na Krupówkach. Ze ściśniętym z głodu żołądkiem przyspieszamy kroku. A co, przecież wiemy że na szczycie zostaniemy poczęstowani ciastkami naszego kolegi. Mijamy fragment zwany Karczmowisko a widok na chwile osadza mnie w miejscu. Tak to chyba Kościelec i szczyty przez które biegnie Orla Perć. Ruszam z kopyta i nim zdążyłem mrugnąć okiem docieram do Doliny Suchej Wody Gąsienicowej z ciekawym widokiem na góry i zabudowania m. in.leśniczówki,ośrodka szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu, czyli ''Betlejemka" dla instruktorów i kandydatów, szałasy pasterskie oraz schronisko Murowaniec. Ale nawet pyszne zapachy z kuchni nie są w stanie mnie zatrzymać, ruszamy dalej szlakiem niebieskim do Czarnego Stawu Gąsienicowego.

             I nareszcie popas nad stawem polodowcowym, czwartym co do głębokości. Woda przeźroczysta o zabarwieniu szafirowym wpływa na apetyt. Równie smakowicie wygląda wysepka na środku jeziora, podobno miał tam być pomnik Juliusza Słowackiego , ale ekolodzy wiedzą lepiej i plan upadł. W końcu syty ruszam na Granaty. Okrążamy jezioro i wspinaczka. Najpierw lekko a  później łańcuchy. Odwracam wzrok a tu widok jak z pocztówki na Giewont i Kasprowy. Dalej wchodzimy na ścianę Skrajnego Granata. Widoki majestatyczne. Jak na dłoni widać Dolinę Pańszczycy i Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a w tle szczyty Tatr Wysokich. Chwila odpoczynku i ruszamy na spotkanie ''polskich ferrat''. No cóż, ogrom podejść, zejść, łańcuchów, drabinek, kominów i żlebów zlał się w pamięci w jedno, więc tylko napiszę o kilku. Minęliśmy Granacką Przełęcz, Orlą Basztę, Pościel Jasińskiego, Przełęcz Nowickiego, Wielką Buczynową Turnię i dotarliśmy szczęśliwie na Krzyżne. UFF dałem radę inni podobno też. Gratulacje. Po takich emocjach powrót wydawał się mało ciekawy. No może Czerwony Staw zrobił wrażenie, a to dzięki sinicom barwiącym kamienie na kolor brunatno-czerwony. Dalsza droga przebiegła spokojnie, tylko niewielki deszcz utrudniał zejście do Kuźnic.
          Wycieczka obfitowała w piękne widoki i silne emocje, ale wymagała dobrej kondycji i samozaparcia. Takie są góry majestatyczne i niebezpieczne. Tylko nieliczni mogą przeżyć takie emocje w tym ja niżej podpisany.

                                                                                                                                         Grzegorz Guzik