galeria zdjęć

 

W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest w tym mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć pewną wyobraźnię, filozofię życiową. Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce. Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności….” Krzysztof Wielicki

 

 

Niedziela, 09 listopad 2014r.godz.5.30 i MOK w Jordanowie jedzie z turystami do Małej Fatry na Słowacji. Grupa liczy aż 34 osoby wraz z przewodnikami Andrzejem i Zenonem. Przez Chyżne, Dolny Kubin zmierzamy do Terhovej. W okolicach Dolnego Kubina przestaje mżyć i widzimy wyłaniający się z mgły orawski zamek oraz górujący Wielki Chocz.     

Mała Fatra leży  w północno zachodniej części Słowacji i należy do Karpat Zachodnich. Całość pasma ma długość 52 km i 16 km szerokości, a my podążamy tam już siódmy raz.

Rozpoczynamy wędrówkę od Hotelu Diery za niebieskim znakami u wylotu wąwozu Dolne Diery. Startujemy z wysokości 540mnpm a nasze cele to Velky  Rozsutec i Osnica. Trasa wiedzie przez jedne z najpiękniejszych miejsc w Małej Fatrze, gdzie rządzą woda i skały. Najpierw idziemy Wąwozem Dolne Diery. Płynący wąwozem potok z licznymi kaskadami i wypiętrzonymi pionowymi skałami wapiennymi pokonujemy przy pomocy różnego rodzaju kładek, drabinek, łańcuchów  i umocnień metalowych. W powietrzu odczuwa się bryzę. Wokoło dominują  kolory późnej jesieni, a nad nami górują pionowe skały. Miejscami występują zwężenia  tworząc niewielkie przeszkody. Wychodzimy na polanę Podziar /niestety nieczynny bufet/ i czas na krótkie śniadanie oraz regenerację kaloryczną.

Następnie  docieramy do wylotu wąwozu  Nové Diery, którym biegną  znaki żółte. A my dalej w górę pniemy się wąwozem Horne Diery. Jest on równie ciekawy jak poprzedni. Na rozstaju szlaków Pod Pálenicou grupa dzieli się i część idzie ciekawym wąwozem Tesna

Rizna, a część za zielonymi znakami pokonuje leśne zbocze , by razem spotkać się na Przełęczy Tanecznica. Porozrzucane skałki wapienne tworzą ponoć podobieństwo do szerokich spódnic rusałek, z którymi tańcował Janosik. Poprawiła się pogoda i mamy niezłe widoki. Po dojściu na Przełęcz między Rozsutcami -1200 mnpm widzimy w całej okazałości  Mały Rozsutec i zbocza Velkiego Rozsutca. Tu wchodzimy na główny czerwony szlak i najpierw stromym zboczem  porośniętym lasem, dalej kosówką, aż docieramy do pięknych  wypiętrzonych rozrzuconych skał. Mijamy kolejne boczne grzbieciki, które wydają się być już celem. Jest to szlak o wysokogórskim charakterze, dostępny dla turysty obytego  ze skałą i  przestrzenią. Po przejściu kominów z łańcuchem dochodzimy do wąskiej galerii, by w krótkim czasie osiągnąć Velky Rozsutec -1610mnpm. Jest to szczyt dolomitowy. Mamy samo południe i bardzo mocny wiatr. Skafandry i rękawiczki są niezbędne. Obowiązkowo zbiorowa fotografia, krótki posiłek i tradycyjne ciasteczka. Chyba nie zabawimy tu długo. Podziwiamy roztaczające się piękne widoki z dominującym Wielkim Choczem, od Tatr przez Wielką Fatrę, całą Małą Fatrę i nawet Babią Górę z Pilskiem. Pod nami Stefanova, Boboty i Vratna. Widzimy też oddaloną Bystricę z tamą na rzece i eksponującą się estakadą. Widać również Orawę z Beskidem Żywieckim i Popov. Schodzimy skalistymi rynnami  wypełnionymi piargami i ubezpieczonymi łańcuchami na Przełęcz Miedzyholie 1185mnpm. Odpoczywając zerkamy na szczyt Velkiego Rozsutca , który jest dziwnie poszarpany, jakby rozbity i rozsypany ręką olbrzyma. Dominuje wyraziście w krajobrazie wśród malowniczych hal. Dalej za niebieskimi znakami trawiastymi łąkami i lasem wyścielonym kobiercem liści w jesiennych kolorach pniemy się znowu w górę, by wyjść na Osnicę -1363mnpm. Najpierw jej przed wierzchołek a potem szczyt .Znowu podziwiamy przyległe zbocza, owiane popołudniowymi mgłami. Widok poszerza się o miasto Dolny Kubin, Parnicę i osadę Lucivna, do której będziemy schodzić. Słońce chyli się ku zachodowi, czas wracać. Trawiastymi łąkami, porośniętymi dorodnymi jałowcami i pooranymi przez dziki schodzimy do Strungovego Prisłopu -1165mnpm. W lesie szuramy po brązowych dywanach liści. Dalej już żółte znaki doprowadzają Nas do osady. Obowiązkowe mycie obuwia w potoku i możemy jechać do domu.

W dniu dzisiejszym przeszliśmy ok. 16 km przy deniwelacji ok. 1350metrów. Mieliśmy klasyczny trekking, trochę wspinaczki w skalnych perciach i konieczne było obycie z wykorzystaniem sztucznych ułatwień. A warto było, bo widoki były naprawdę piękne. Każdy zakątek tych gór ma w sobie coś wyjątkowego.

 

                                   Zapraszam do galerii zdjęć   - uczestnik wycieczki Janina Filipek