galeria zdjęć

           

           Dziękuję chwili, która zaprowadziła mnie na początek drogi, którą idę dotychczas - drogi, która jest najpiękniejszą z dróg życia, drogą wśród gór…

          Nowy Rok 2015 …….i przed grupą turystyki wysokogórskiej jordanowskiego MOK-u wiele wyzwań. Zima ma swoje prawa , góry są nieprzewidywalne i  dlatego, to już piąty raz  w zimie odświeżamy szlaki na Ornak. A dodam jest to już 160 wycieczka górska organizowana przez MOK, począwszy od istnienia grupy. Jest wczesny i ciemny poranek     w dniu 11 stycznia 2015r /godz.6.00 / i na rynku zbierają się turyści, którym nie straszna jest zima. Grupa liczy 20 osób, jest tradycyjnie pełna humoru. Więc w drogę…..  Dolina Kościeliska wita nas lekkim mrozem i szklanką na drodze. Rozpoczynamy wędrówkę z Kir -940mnpmodzałożenia  raków. To już, któryś raz z kolei wędrujemy przez najpiękniejszą dolinę w Tatrach Zachodnich do schroniska na Małej Polance Ornaczańskiej. „Ładniejsze miejsce, jeśli jest na kuli ziemskiej, to niech sobie będzie. Dla mnie Dolina Kościeliska jest majstersztykiem przyrody." S. Żeromski. Mijamy Skalną Bramę Kantaka, dalej Wyżnią Kirę Miętusią. Tu po prawej stronie odkryły się po huraganie trzy Kościeliskie  Kopki: Przednia, Pośrednia i Świńska, które były do tej pory zalesione. Dalej Kapliczka Zbójnicka, popularna i licznie odwiedzana Jaskinia Mroźna, niesamowite krasowe wywierzysko Lodowe Źródło, Wąwóz Kraków z turniami Saturn i Ratusz. Mijamy też Bramę Kraszewskiego i Raptawicką  pod Raptawickimi Turniami. Nieodłącznie towarzyszy nam Potok Kościeliski, szemrząc cichutko, gdy kroczymy po jego12 mostkach. Wśród kamieni leżą płaty śniegu. I one mają wiele form. Wyłaniają się też stoki Kominiarskiego Wierchu. Przed schroniskiem prezentuje  się Błyszcz i Bystra w bieli. Czas na regenerację kaloryczną   i gramy z Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Po krótkim odpoczynku za żółtymi znakami, przez Pyszniański Potok wgłębiamy się w las. Ścieżka pnie się początkowo łagodnie pod górę. Przed Czarnym Żlebem ostrzega nas ”niebieska łapka. No i pod górę, słychać tylko trzeszczenie śniegu pod rakami. Rzucamy też okiem na Żleb Piszczałki. Docieramy do Iwaniackiej Przełęczy- 1459 mnpm. Dostojnie góruje  Kominiarski Wierch, który jest oddzielony od Ornaków właśnie tą przełęczą. Jest  tu węzeł  szlaków: do Doliny Chochołowskiej znaki żółte, a na Ornak znaki zielone. Słyszymy wyjący wiatr na grani. Na granicy lasu uzupełniamy ubrania i rozpoczynamy wyzwanie mające prawie 400m w pionie.  Oswojeni z trudnymi warunkami w zimie, po regeneracji sił musimy dać radę. W miarę podchodzenia krok po kroku odsłaniają się nam widoki na otoczenie Doliny Tomanowej,  Czerwone Wierchy, Tomanowy, Smreczyński  i Kamienista, widać kawałek Giewontu i fragment Tatr Wysokich ze Świnicą, a nawet zamarznięty Smreczyński Staw. Pięknie prezentuje się dostojny Kominiarski. Jest błękitne niebo i piękne słońce, ale też z różnych stron nadciągają ciemne chmury. Walczymy z wiatrem ok. 120 km/godz i najpierw stajemy na  Suchym Wierchu Ornaczańskim 1832 mnpm. Rzucamy okiem na  Grzesia, Rakoń, Wołowiec, Trzydniowiański i Czubik. Rohaczy, niestety już nie widać. Na Ornaku 1853mnpm przyjmujemy gratulacje od przewodnika o godz.12.30. To kilkuwierzchołkowy  masyw rozdzielający Dolinę Pyszniańską od Doliny Starorobociańskiej.  Wieje niemiłosiernie, że trudno osobom lżejszym utrzymać równowagę. Wiatr potęguje zimno. Mimo, że Siwe Skały kuszą – dzisiaj tam nie pójdziemy. Bystra i Starorobociański też zakrywają się  czarnymi chmurami. I tak szarpani wiatrem, zarządzamy odwrót. Schodzimy granią tą samą drogą usiłując utrzymać się na nogach. A szczególnie schodząc w dół wszyscy wykazują maksimum koncentracji , uruchamiamy wszystkie zmysły i szczęśliwie wracamy na przełęcz. Dopiero tu pałaszujemy tradycyjne Rysiowe ciasteczka. Zejście do schroniska  to już  „pikuś”. Odpoczywamy jeszcze trochę w schronisku, gawędząc wesoło. Prószy śnieg i szybko robi się szarówka, więc wracamy jak pluton wojska Doliną Kościeliską i tylko lód trzeszczy pod rakami.  

     Dzisiaj inspirowały nas nie tylko piękne widoki i zimowe aranżacje natury - ale przeszliśmy sami siebie walcząc z potęgą wiatru na grani.Pokonaliśmy 21 km przy przewyższeniu 1100 m  i to w trudnych warunkach zimowych z rakami na butach przez całą trasę. Stanowi nie lada wyczyn i potęguje zmęczenie. Ponadto mając na względzie ostatnie warunki w Tatrach wszczepiliśmy się w tzw „okno pogodowe” -  jak to powiedział przewodnik Andrzej. A zmęczenie doznane po przebyciu takiej wędrówki jest odczuwane jedynie pozytywnie  i zapewne każdy uczestnik nie poprzestanie na tym, bo ludzie wracają do miejsc, gdyż wiedzą, że zostawili tam kawałek siebie......

Odzwierciedleniem wrażeń jest galeria zdjęć, do której zapraszam. 

                                                                                                     Janina Filipek - uczestnik