galeria zdjęć

 

    "Nie ma odpowiedzi na uparcie przez wielu stawiane pytanie o sens wypraw w wysokie góry. Nigdy nie odczuwałem potrzeby takiej definicji. Szedłem w góry i pokonywałem je. To wszystko"... Jerzy Kukuczka:

      O wczesnym poranku w dniu 22 luty 29015r / godz 6/ na jordanowskim rynku zebrała się grupa śmiałków z MOK Jordanów, która już drugi raz będzie  próbować przejść Czerwone Wierchy w warunkach zimowych. Dwa tygodnie temu zagrożenia i ogólne warunki panujące w Tatrach nie pozwoliły podjąć próby zdobycia tego pasma. Może dziś warunki okażą się łaskawe?  Startujemy z Kir /940mnpm/, by przejść przez Bramę  Kantaka  w Dolinie Kościeliskiej i za czerwonymi znakami podążać „Adamicą”. Zapowiada się piękny słoneczny dzień ale za to wietrzny. Im wyżej jesteśmy tym porywy są mocniejsze. Z Polany Upłaz podziwiamy rozłożony Kominiarski, Polanę Stoły z szałasami i Kopki Kościeliskie. Na polance Pod Piecem czas na śniadanie  i wzmocnienie kaloryczne. Tu widzimy już Małołączniak, urwiska Wielkiej Turni  i wierzchołek Giewontu. Podążamy w górę przez Gładkie Upłaziańskie. Przewodnik oświadcza, że pod Chudą Turnią zdecydujemy co dalej robić. Szlak biegnie inaczej niż letni. Czas na założenie zębatych butów, bo miejscami spod wywianego śniegu wychodzi lód. Tu mocny powiew wiatru nie dość, że zrywa kaptur koledze, to czapka frunie w siną dal. Pod  Chudą Turnią jest demokratyczna decyzja - „idziemy dalej”. Teraz już mozolnie, walcząc z powiewami wiatru /do 130km /godz/ idziemy granią zakapturzeni, zamaskowani kominiarkami i okularami Twardym Grzbietem. Promienie słoneczne  odbijają  się od śniegu a powiewy unoszą drobiny lodu, które biją w twarz. W chwili wytchnienia odwracając się podziwiamy piękne Tatry Zachodnie a z lewej strony górną cześć Wąwozu Kraków, Wantule i kotły Wielkiej Świstówki. Najbardziej jednak uciążliwym jest podejście na sam Twardy Upłaz. Tu na wyciągniecie ręki mamy Mułową Dolinkę. Ciemniak 2096mnpm zdobywamy przed południem. Tradycyjne gratulacje od przewodnika i grupowa fotka. Szczyt jest płaską  i rozległą kopułą. No i widoki zapierają dech w piersiach, chłoniemy je wraz z górskim powietrzem starając utrzymać się na nogach. Mimo szalejącego wiatru przewodnik przedstawia nam panoramy. A głowa okręca się dookoła: blisko Krzesanica i Małołączniak, dalej w lewo Kominiarski, Osobista, galeria Tatr Zachodnich bliższych od Grzesia po Wołowiec, od Brestowej po Banikowski, Rohacze, Czerwony Wierch z Łopatą, Trzydniowiański, Czubik, Kończysty, Jarząbczy, Raczkowa Czuba, Starorobociański, Bystra z Błyszczem, Kamienista, W dali słabo widoczne Niżne Tatry. Również Wysokie Tatry z Krywaniem i  Kopy Liptowskie,Lodowy, Hruby Wierch, Rysy, Wysoka, Mięgusze, a na bliższym planie Świnica, Kasprowy, Granaty i Koszysta. Pozostają już tylko Tatry Bielskie, Babia Góra, a w dole Zakopane. Ciemniak wznosi się ponad dolinami: Kościeliską, Tomanową, Tomanową Liptowską i Miętusią i polodowcowym kotłem Doliny Mułowej Znaki prowadzą wzdłuż granicy państwa. A my ruszamy dalej na Przełęcz Mułową /2067mnpm/,  by znowu piąć się na Krzesanicę - 2122mnpm. Krzesanica ze ścianą od północy gdyby skrzesaną i stąd tak nazwana” -  pisał o Krzesanicy Walery Eljasz - Radzikowski. Góruje nad Doliną Miętusią i słowacką Doliną Cichą. Przez Litworową Przełęcz /2037mnpm/ znowu idziemy w górę i osiągamy Małołączniak 2096 mnpm. Jego stoki opadają do Dolinki Rozpadłej , górnego piętra Tomanowej, do Doliny Małej Łąki poprzez Wyżnią Świstówkę Małołącką i Doliny Litworowej. Czerwone Wierchy ukazują dwoistą naturę szczytów: z jednej strony łagodne i łatwo dostępne, z drugiej – zdradliwe stoki stromo podcięte urwiskami. Andrzej przypomniał historię Aldony, która chcąc oddalić się w ustronne miejsce spadła ze ściany. No cóż, nie możemy zejść  przez Kobylarzowy Żleb z uwagi na zagrożenie, więc pozostaje nam wędrówka dalej na Kopę Kondracką. Przez Małołącką Przełęcz  /1924mnpm/ znowu mozolnie deptamy się na Kopę Kondracką  - jako ostatni szczyt Czerwonych Wierchów. O godz. 14.00 przyjmujemy ostatnie gratulacje na Kopie Kondrackiej - 2005mnpm. Krótki odpoczynek, bo przecież zaschło w gardłach. Andrzej wskazuje nam miejsce, gdzie w ostatnich dniach doszło do tragedii w rejonie jaskiń. Pozostaje nam  zejście do Przełęczy Kondrackiej /1725mnpm/ za żółtymi znakami i dalej za niebieskimi do schroniska na Hali Kondratowej. I tu zaczyna się zabawa, bo w stromym, zagrożonym terenie schodzimy „do Piekła” zachowując wszelakie środki ostrożności, po 3 osoby w sporych odległościach. W schronisku im.Wł. Korygowskiego / 1335mnpm/ należy się nam już tylko odpoczynek, bo wykonaliśmy maxi plan. Dojście do Kuźnic to już spacer obok Kalatówek i Albertynek.

          Dzisiejsza zimowa wędrówka to 18 km i przewyższeniu 1400metrów. Jest to kolejna udana wyprawa, dlatego gratuluję wszystkim i samej sobie. Mimo,  trudności w marszu, zwłaszcza granią i wagi lekkiej - humory jak zwykle dopisywały. Cieszy również napływ nowych tatromaniaków, których witamy serdecznie.

                   Ale cóż to za wycieczka bez Rysia i ciasteczka?

                                                                       Zapraszam do galerii zdjęć.               uczestnik Janina Filipek