galeria zdjęć

 

Góry to miejsce odpoczynku psychicznego połączonego ze zmęczeniem fizycznym i tym, co najpiękniejsze... refleksją nad życiem........

Dzień 08 marca 2015r. godz.5.30 i niedziela, wiec zamiast spać a potem świętować Dzień Kobiet, to grupa górska MOK Jordanów wyrusza w Tatry Zachodnie. Zapowiada się piękny dzień i w Jordanowie słychać śpiew ptaków. Spróbujemy dziś jeśli warunki pozwolą osiągnąć Grzesia i Rakoń, a może Wołowiec? W drodze do Zakopanego podziwiamy wschodzącą wielką, czerwoną kulę i podświetlone Tatry. Humory jak zwykle dopisują i grupa jest liczna. Rozpoczynamy u wylotu Doliny Chochołowskiej od Siwej Polany. Idziemy dnem doliny po śliskim, ubitym śniegu, już któryś z kolei raz. Ta długa, bo 7.5 km droga do schroniska jest jedynie środkiem do celu, a celem są wspaniałe przygody na graniach Tatr Zachodnich. Przewodnicy nawiązują do znanych nam już, które mijamy dodając ciekawostki A są to: Siwiańskie Turnie, Polana Huciska, Niżna Brama Chochołowską /tablica poświęcona  ks. Józefowi Kmietowiczowi- przywódcy Powstania Chochołowskiego/, WywierzyskoChochołowskie /wydajność wody wynosi 300-600 l/s/, Wyżnia Brama Chochołowska. Po drodze widzimy też ogrom zniszczeń drzewostanu po huraganie. Leniwie towarzyszy nam Potok Chochołowski. Na Polanie Chochołowskiej zauważamy, że niektóre szałasy są wyremontowane. Jest też szałas z tabliczką upamiętniającą wizytę Jana Pawła II w 1983r. w tej dolinie. Podziwiamy stokiBobrowca z turniami Mnichy Chochołowskie. Mamy też przed sobą jak na dłoni nasza trasę: Grzesia, Rakoń i Wołowiec. Zwłaszcza Rakoń i Wołowiec błyszczą w słońcu. W sezonie prowadzony jest tu kulturowy wypas owiec   a szałasy pasterskie rzeczywiście oddają klimat tamtych  czasów. Jest dużo śniegu, więc długo jeszcze poczekamy na krokusy. Dodam jeszcze, że od Doliny Chochołowskiej w górnej części odchodzą na trzy ramiona:Dolina Starorobociańska ,Chochołowska Wyżna i Jarząbcza. W schronisku Chochołowskim na wys.1146m.n.p.m zatrzymujemy się na krótkie śniadanie. Za żółtymi znakami podchodzimy na Grzesia.Ścieżkajest wydeptana a las udekorowany śniegiem. Od Przełęczy Bobrowieckiej  dochodzą niebieskie znaki. Po wyjściu z lasu trawersujemy stok w pięknym słońcu i nad nami rozpościera się lazurowe niebo. Im jesteśmy wyżej ,tym wyłaniają się piękniejsze szczyty. Jest bardzo duża pokrywa śnieżna - idziemy po przywalonej kosówce. Grześ - 1653mnpm przychodzi nam z łatwością , więc są tradycyjnie gratulacje i grupowa fotka. No i tu panowie zgotowali nam miłą niespodziankę. Strzela szampan, są prezenty i życzenia oraz rozbrzmiewa „sto lat”, które echo niesie po tatrzańskich szczytach i graniach Dziękujemy…. Dodatkiem jest panorama powalająca na kolana. To ośnieżone i błyszczące szczyty, a my wśród nich. W czasie odpoczynku przewodnik przybliża nam historię stojącego na szczycie krzyża. Dalej za niebieskimi znakami na ruszamy na Rakoń  przez  Łuczniańską  Przełęcz -1602mnpm, Długi Upłaz - czyli dwa niewiele wyróżniające się wzniesienia o wysokości -1785mnpm i 1632 mnpm wzdłuż granicy państwa. Dzisiaj skitury mają wzięcie i to w wielojęzycznym wydaniu, bo słyszymy Słowaków i Francuzów. Rakoń 1879mnpm to kolejny zdobyty cel. Pod nami Dolina Rohacka z zasypanymi stawami i Tatliakową Chatą. Dalej napawamy oczy pięknymi poszerzonymi panoramami. Pada hasło „zakładamy raki” i jest decyzja idziemy dalej. Teraz już idąc granią zachowujemy wszelkie środki ostrożności. Widzimy wykształcone nawisy, na odległych stokach są wyraźne pęknięcia. Wołowiec 2064 mnpm osiągamy przed godz. 13 - ą. Jesteśmy szczęśliwi, bo jest to pierwsze wyjście zimowe. W czasie poprzednich warunki nie pozwoliły na realizacje. Chłoniemy jak zaczarowani to co natura stworzyła. Widoki rozpościerają się na cztery strony świata. Rozpocznę od Babiej Góry, Osobista, Grześ, Długi Upłaz, Grześ, z lewej Salatyny, Spalona, Pachola, Banikovski, Hruba Kopa, Trzy Kopy, Rohacz Płaczliwy z ludźmi na szczycie, Rohacz Ostry, Smerek, Baraniec, Niżne Tatry, Otargańce, Raczkowa Czuba, Jarząbczy, Czerwony Wierch, Łopata Kończysty, Czubik, Trzydniowiański, Starorobociański, daleko Krywań, Bystra, Lodowy, a bliżej Giewont, Czerwone Wierchy , Kasprowy, Granaty, Świnica, Korzysta i Kominiarski. Zapewniam, że warto było poświecić trochę potu i sił aby to zobaczyć. Mimo takich cudów, czas na powrót. Mając na względzie niebezpieczeństwo przy wariancie zejścia bezpośrednio do Chochołowskiej wracamy tą samą trasą. Nie możemy powstrzymać się od oglądania się za siebie, by jeszcze patrzeć na prawie szklane szczyty przy powoli zniżającym się słońcu. Ponownie zatrzymujemy się w schronisku, aby solidnie się posilić i odpocząć. Przed nami jeszcze powtórka całej doliny. W dniu dzisiejszym skorzystali także fotograficy, bo pod względem fotograficznym zima jest niezwykłą porą roku. Absolutny minimalizm barw i surowość krajobrazów urzekają swą prostotą. Piękno jest obecne wszędzie, tylko trzeba chcieć je widzieć lub przynajmniej rozmyślnie nie zamykać oczu. I warto czasem zatrzymać się, by docenić te niepowtarzalne chwile. Dziś pokonaliśmy ok. 30 km przy deniwelacji ok.1400m.Był to kolejny bardzo udany wypad w góry w miłym i jakże sympatycznym towarzystwie. W imieniu Pań jeszcze raz dziękuję za to, że w niespotykanej atmosferze i aurze mogłyśmy świętować „Dzień Kobiet”.

Choć mają wygląd złowrogi ,ciągną nas tam nasze nogi…”

Zapraszam do galerii. Janina Filipek