galeria zdjęć 

            

 „Góry są tajemnicą. Stanowią wielkie misterium. Z jednej strony pasjonują   i pociągają, z drugiej – wywołują lęk i budzą trwogę”.

ks. Roman Twardowski/

         Dawno nie byliśmy w Dolinie „Piątki”, więc dzisiaj /19.04.2015r/ mając na względzie nocne opady śniegu i ogłoszoną dwójkę  w Tatrach spróbujemy  tam pójść. Zobaczymy na ile pozwolą nam warunki. Licznie, bo w składzie 28 górołazów  z przewodnikiem Zenonem o godz. 5.30 wyruszamy z rynku do Palenicy Białczańskiej. Niektórzy dosypiają, więc droga mija szybko. Pogoda z rana nie napawa optymizmem, bo zasnute jest Podhale i miejscami ciemne niebo. Bitą i białą asfaltówką  podążamy do Wodogrzmotów Mickiewicza. Wszędzie wokoło zima. Ośnieżone lasy, szczyty, a w zakolu przy Wodogrzmotach ok.1.5 m śniegu. Informacja o lawinach w tym miejscu i łapka stanowi ostrzeżenie. To właśnie tu schodzą lawiny z pasma Wołoszyna a konkretnie z Turni nad Szczotami i jest  to kawałek starej, niedostępnej obecnie Orlej Perci. Szumi wodospad na Potoku Roztoka wyrzucając niewielkie jak na wiosnę kaskady wód. A my za zielonymi znakami podążamy najpierw stromo a potem spacerowo Doliną Roztoki. Wędrujemy przez gęsty las w towarzystwie Potoku Roztoka, który w wielu miejscach tworzy malownicze kaskady  i lodospady. Uroku dodają pół metrowe czapy śnieżne na kamieniach. Poprawia się pogoda i wita nas słońce. Na polanie Mała Roztoka przy szałasie czas na śniadanie i uzupełnienie kalorii, więc wyciągamy smakołyki z plecaków. W miarę nabierania wysokości świerki zastępuje drzewostan limby i modrzewia, a dalej jarzębiny i kosodrzewiny przywalonej śniegiem. W prześwitach lasu częściowo ukazują się nam imponujące wiszące urwiska progu kotła Świstówki Rostockiej. Są to miejsca, gdzie schodzą lawiny na ścieżkę. Ponad doliną góruje rozległy masyw Wołoszyna, w oddali widać także Kozi Wierch. Idziemy  aż do Końskiego Żlebu i oto  rozgałęzienie  szlaków. Znaki zielone prowadzą dalej obok progu Wielkiej Siklawy /70m/, który jest teraz zamknięty. Właśnie w tamtym rejonie niedawno zginęli zasypani przez lawinę dwaj turyści z Limanowej. Natomiast czarne znaki odchodzą bezpośrednio w górę. Widzimy stalową linę wyciągarki towarów do schroniska. My natomiast podążamy wytyczonym wariantem  zimowym, poprowadzonym na wprost w górę zboczem za niebieskimi tyczkami. Jego stromizna robi na niejednym z uczestników  wrażenie. Nachylenie sięga pewnie miejscami 70 st. Zachowujemy szczególną ostrożność, dzieląc się na grupki idące  w odstępach, bowiem jest świeża 30cm warstwa śniegu. Łapiąc oddech podziwiamy dostojne i ośnieżone zbocza Buczynowych Turni i Wołoszynów. Jest też Orla Baszta  i Buczynowa Dolinka z trawersem na Krzyżne. Zaś nad nami z tyłu Świstowa Czuba i Opalony Wierch z zamknięta ścieżką do Morskiego Oka. Obchodzimy Małą Kopę, aby dojść do schroniska. I oto ona …Dolina Pięciu Stawów Polskich - polodowcowa, rozciągająca się  długości 4 km,  o powierzchni 6.5 ha i  na wysokości od 1625mnpm do 1900mnpm. Cała w bieli otoczona murem groźnych szczytów Wysokich Tatr. Góruje nad nią Świstowa Czuba, Opalone, Miedziane, Szpiglasowy, Liptowskie Mury, Gładki Wierch i  Walentkowy  przy końcu doliny. Z drugiej strony Świnica, Zawrat, Kozie Wierchy, Zamarła Turnia oraz Orla Perć. Schronisko im Leopolda Świerza /1671mnpm /przypomina  na tej wielkiej przestrzeni małą chatynkę. Stawy są zasypane, jest biało i czarno. W schronisku świeżo po remoncie czas na odpoczynek i negocjacje co robimy dalej. Jest młoda godzina przed południem i energii pozostało jeszcze wiele, więc postanawiamy  iść dalej. Przy schronisku ląduje helikopter unosząc tumany białego puchu i odlatuje w rejon Koziego Wierchu.                              Za znakami niebieskimi, najpierw wzdłuż Przedniego Stawu Polskiego /1669mnpm/, mijamy ledwo widoczny Mały Staw Polski /1668mnpm/, potem  przekraczamy mostek odpływu z Wielkiego Stawu Polskiego /1665mnpm/ zasilającego Wielką Siklawę/ i kierujemy w górę w stronę zamknięcia doliny. Po drodze znaki żółte odchodzą na Krzyżne, znaki czarne na Kozi Wierch, mamy też przejście między Wielkim a Czarnym Stawem /1722mnpm/ na Szpiglasową Przełęcz i wreszcie od niebieskich znaków żółte na Kozią Przełęcz. Dodam,  że znaki znajdują się 10 do 15 cm nad śniegiem, czyli leży tu ok. 2m warstwa. Nad nami próg wiszącej Dolinki Pustej i tam spróbujemy podejść wykorzystując słoneczną pogodę. Przed nami w oddali Zamarła Turnia i Mały Kozi Wierch, po lewej Kołowa Czuba a po prawej zachodnie, pionowe ściany Koziego Wierchu. Znowu powoli, zachowując szczególną ostrożność  podchodzimy na próg Dolinki Pustej ok. 1860mnpm.W międzyczasie zmienia się pogoda, zachmurzyło się, góry schowały swoje oblicza. Przewodnik ogłasza koniec trasy  i składa tradycyjne gratulacje. Zawracamy więc i na chwilę wstępujemy do schroniska. Dalej staramy się jak zejść tą samą trasą do Doliny Roztoki, zachowując szczególne warunki  ostrożności, bo śnieg jest mokry i rozjeżdżający się a zejście strome. Pogoda się poprawia, momentami mamy słońce i jeszcze zerkamy na popielate otoczenie gór. Dalej szybko przemierzamy Dolinę Roztoki i kawałek drogi od Morskiego Oka do Palenicy. Znowu helikopter lata w kierunku Morskiego Oka, chyba zeszła lawina z Rysów.

          Jest taka cecha gór, która zawsze, gdy tam jestem, robi na mnie wielkie wrażenie. Ich niezmienność. Każdy  z nas doznał kiedyś rozczarowań z powodu zanikania swojego „dawnego świata”. Zmieniają się ludzie, zmieniają się miejsca, zmieniamy się my! Zauważamy, że nie jest tak, jak było kiedyś. Sama doznałam wielu tego typu zderzeń   z rzeczywistością. I, gdy wyrywając się z miejskiej codzienności, znów przychodzę do Doliny Pięciu Stawów, lub w inne miejsce jestem wręcz wdzięczna górom, że pozostały takie same. Znajome skały, tak samo szumiące potoki i świerki  kołysane przez wiatr. I ta, za każdym razem zaskakująca, potęga szczytów sprawia, że człowiek czuje się bardzo mały w tym potężnym królestwie. A królestwo to zajmuje ważne miejsce w umysłach wszystkich, którzy są nim oczarowani. Dla każdego jest ono czymś innym, czymś ważnym. A żyjąc w mieście, nie mamy czasu zastanawiać się dobrze nad niczym. Nie mamy czasu zatrzymać się, rozejrzeć dookoła i wyciszyć hałas, który sprawia, że jesteśmy niewolnikami pośpiechu i schematycznego myślenia. W górach jest inaczej. W górach  /poza wyjątkowymi przypadkami/ nie ma pośpiechu. Wędrując, czy to doliną, czy skalną granią, mamy nareszcie okazję, żeby zapoznać się z trochę z samym sobą. Być w świecie swoich myśli, będąc równocześnie częścią miejsca uderzającego swoim pięknem. W dniu dzisiejszym przemierzyliśmy ok. 18km i pokonaliśmy ok. 900 m przewyższenia  w  trudnych zimowych warunkach, bo sami musieliśmy torować sobie ścieżkę. Gratuluję uczestnikom wytrwałości i zapraszam do galerii zdjęć, aby utwierdzić te fantastyczne wspomnienia.  Z górskim pozdrowieniem.                                                 

                                                                                                                                                     uczestnik -  Janina Filipek