galeria zdjęć

 

          "Kto chce naprawdę odnaleźć samego siebie, musi nauczyć się obcowania z przyrodą, bo oczarowanie jej pięknem wprowadza bezpośrednio w ciszę kontemplacji"... Jan Paweł II 


         Wczesnym rankiem w dniu 17 maja 2015. na rynku w Jordanowie spora grupa ludzi. Dlaczego nie śpią o tej porze?? Bo to ci, którzy cierpią na miłość do gór i potrafią im poświęcić nawet nawet niedzielny sen. Jak co roku MOK zaplanował na majówkę wypad do Słowackiego Raju. Jest to idealny pomysł. W innych miejscach szlaki wysokie są niedostępne z racji zalegającego śniegu lub ich zamknięcia, a tu hasać można i to nie byle gdzie, bo większość tras wiedzie uroczymi kanionami po mostkach, łańcuchach, drabinkach i całej masie podobnych zabawek. A, że to urokliwy region widać po ilości chętnych do zwiedzania. Grupa liczy aż 53-ech turystów, a dowodzi Andrzej i Zenon. Witamy sporo świeżynek w grupie. Zapowiada się piękny, majowy dzień. Jedziemy przez Jurgów, Zdziar, Rakusy, Kieżmark , Spiski Czwartek do Podlesoka. Po drodze podziwiamy Tatry Bielskie i Wysokie, czworokątne budownictwo drewniane w Zdziarze. Przewodnicy dbają o naszą wiedzę i przedstawiają nam historię i ciekawostki. 
     Słowacki Raj- leży w północno-wschodniej części Rudaw Słowackich. To szczególnie przyciągająca krasowa kraina, pełna lesistych płaskowyżów, kanionów z kaskadami, jaskiniami, lejami i bogatą roślinnością i ciekawa zwierzyną. Jest Parkiem Narodowym od 1988r o pow. ok 200 ha. Obok Tatr, jest to najczęściej odwiedzany region Słowacji. Leży w dorzeczu rzek Hornad i Hnilec. Wędruje się tu przeważnie jednym kierunku. To niewysoki płaskowyż o wysokości niewiele ponad 1000mnpm.
    Ruszamy za zielonymi znakami wąwozem o nazwie Suchá Bela. Przejście wąwozem jest jednokierunkowe, więc idziemy pod prąd strumienia dnem wąwozu. Jest niewiele wody, pełno dorodnych kaczeńców i wokoło zielono. Skaczemy niczym małpki po mniejszych i większych kamieniach, biegamy po kładkach, wspinamy się po drabinkach. Atrakcji nie brakuje na licznych mostkach i łańcuchach rozmieszczonych między wapiennymi skałami. Pionowe, sterczące skały ni stąd ni zowąd stają nam na drodze. Kluczymy, schylamy się i uparcie dążymy w górę. Po drodze mijamy kilka niezwykle efektownych wodospadów. A to Misove wodospady, gdzie spadająca woda wybija kotły czyli misy u podnóża i stąd ich nazwa. Najwyższych i robiące największe wrażenie to Okienkovy i Korytovy wodopad. Trasa wymaga zwiększonej ostrożności, okazji do skręcenia lub złamania czegokolwiek - jest bez liku. Wędrówkę urozmaica nam delikatna bryza, która rosi roślinność i jest soczyście zielona. Oddychamy pełnymi płucami i chłoniemy piękno tego świata. Czujemy się niczym w buszu, tylko z dodatkowymi atrakcjami. Ale ta przygoda się kończy i z wąwozu wychodzimy na Glacką Cestę , na płaskowyż Glaca. Rozkładamy się na zielonej, soczystej trawie i czas na spóźnione śniadanie. Lazur nieba, śpiew ptaków i nic tylko tu pozostać. „Zieleń, zieleń bez końca ,zieleń, jak jakiś cud, a w tej zieleni blask słońca”
      Ruszamy dalej już twardą drogą, by osiagnąć Klasztorisko -744mnpm, najpierw za żółtymi znakami, a potem za czerwonymi. Dochodzimy do schroniska, jedynego zresztą w tym rejonie. Ale z uwagi na to, że czas mamy bardzo dobry i jak dla takiej grupy zbyt mało zmęczenia, przewodnicy proponują dalsze przejście wąwozem Kysela. Idziemy wiec najpierw za żółtymi znakami na płaskowyż, potem zbiegamy w dół wzdłuż wąwozu do ujścia za kolorem zielonym, tupiąc po stupaczkach i posiłkując się łańcuszkami. Woda spada z różnych kaskad tworząc ciekawe wodospady. Bujna roślinność sprawia, że te miejsca mają szczególne walory krajobrazu. Dochodzimy do mostku, gdzie potok pionowo spada w dół na przestrzeniu kilkunastu metrów. Widzimy pozostałości starego szlaku tj. pojedyncze stupaczki pozostałe w skałach. Andrzej opowiedział nam o pożarze, który spustoszył ten wąwóz i ta dolna część nie została odbudowana. A szkoda… Trasę w tym wąwozie kończymy na rozdrożu znaków i od tego miejsca Kysel rozdziela się na dwa ramiona Mały i Wielki Kysel. Wracamy do Klasztoriska za niebieskimi znakami. No nareszcie czas, żeby zdegustować tutejsze potrawy i zregenerować kalorie. Na tej rozległej polanie z ruinami klasztoru kartuzów z przełomu XIII i XIV wieku znajduje się główny węzeł szlaków. Wcześniej znajdowała się tu osada zakonna i mały gród, w którym schroniła się ludność z okolicznych wiosek w czasie najazdu Tatarów. Właśnie ten gród przejęli kartuzi i wybudowali klasztor. Ale następne koleje dziejowe nie były łaskawe, bo zniszczyli go husyci. Zakonnicy natomiast przenieśli się znanego nam Czerwonego Klasztoru. W latach 90 –tych badania prowadzili tu polscy archeolodzy i odkopali kilkanaście malutkich czaszek dziecięcych. Siedząc na tarasie schroniska podziwiamy nieziemski widok panoramy Tatr Wysokich z Gerlachem, Łomnicą, Lodowym, Sławkowskim a nawet Krywaniem. Tuż obok piękne, biało- popielate ruiny klasztoru otoczone łąka obsianą żółtym i białym kwieciem . Odpoczywamy chłonąc to wszystko z zachwytem. Czas spotkanie z historią. W czasie zwiedzania ruin przewodnik Andrzej pogłębia naszą wiedzę. No i czas powrotu. W dół ruszamy równolegle do Klasztoriskiej Rokliny za zielonymi znakami najpierw zboczem, klucząc wśród roślinności. Dalej już za niebieskimi znakami rozpoczynamy wizytą na wiszącym moście nad korytem Hornadu. Ile uciechy sprawili mężczyźni płci słabej balansując mostem. Każdy chciał mieć fotkę z tego miejsca. No i chodnikiem Horskiej Służby od tegoż mostu podążamy przełomem Hornadu. Dodam, że to również jeden z najpopularniejszych i najciekawszych szlaków środkowo -wschodniej Słowacji. Rzeczywiście adrenalinę podnoszą wiszące mostki, drewniane kładki oraz metalowe stopnie, zamocowane na skałach, ubezpieczone łańcuchami. Bezpośrednie przejścia kilkanaście metrów nad lustrem wody po stupaczkach u niektórych powodowały drżenie nóg. Też w pamięci każdego turysty na pewno zostaną niesamowite widoki skał, które odbijają się wodzie, lub odwrotnie wody, która odbiciami strzela piękne efekty na skałach. Widzieliśmy także nawet skaczące ryby nad lustem wody. Prawie cały odcinek Przełomu Hornadu stanowi rezerwat przyrody.

       Nawet nie wiadomo kiedy minęło kilkanaście godzin pobytu w tych pięknych miejscach. I to właśnie jest cała magia Słowackiego Raju. Tutejsze ścieżki pozwalają zapomnieć o uciekającym czasie i oddać się urokowi przyrody. To szum wody, śpiew ptaków, lasy oraz dzikość, którą tu czuć. Krajobraz jest różnorodny. otaczająca przyroda, nie zmącona tłumami turystów, pozwala zregenerować siły. Trasa trochę ekstremalna, wyłącznie dla turystów, którzy nie mają leku wysokości Na dobrą sprawę tego nie da się opisać, to po prostu trzeba przeżyć. Zgrzani upalnym dniem, po pokonaniu 18 km ale napojeni pięknem krajobrazu, nasyceni soczystą zielenią wiosny i zroszeni bryzą jedziemy do domu. Ten rejon nie pozwala przesadzić z wysokością, przewyższenie to tylko 800metrów. Spędziliśmy miło dzień jak w prawdziwym raju. Była również z nami Ewa. Żal było wracać do szarej codzienności. Gratulują uczestnikom, bo grupa była tak sprawna i zwinna - jak wielka.


                                „ Przyroda jest lekarzem dla wszelkich chorób” - Hipokrates.


Tymczasem odbicie piękna tej wyprawy stanowi galeria zdjęć. 
                                                                                                               Janina Filipek