galeria zdjęć

 " Góry to magia w kamieniu zaklęta.
Nieświadoma, bezwolna, zajmująca.
      Każąca marzyć i tęsknić bez końca."….

      Ostatnią majówkę, 31 maja 2015r grupa górska MOK Jordanów ma zamiar spędzić wiosennie i zdobyć kolejną słowacką na górę - Sip. Więc jedziemy znaną nam utartą już trasą przez Chyżne, Twardoszyn, Dolny Kubin do Kralovan. Mijamy Orawskie Zamki,podziwiamy Chocz. Trzymamy się rzeki Oravy i linii kolejowej.

Według starego słowackiego podziału przed 1978r Szip zaliczany był do Gór Choczańskich Obecnie geomorfologowie zaliczają go do Wielkiej Fatry, do jej części położonej na północnym brzegu Wagu, zwanej Szypską Fatrą. A też niektórzy przypisują ją do Małej Fatry. Więc jakby nie patrzeć ta góra ma w sobie coś. A to Szip jest właśnie niczym jeż przyozdobiony kamiennymi igłami. W języku słowackim znaczy cierń, kolec, strzała - więc nazwa całkiem trafna.

    Startujemy od zastawki kolei Kralovany /438mnpm/, przeprawiając się na drugi brzeg rzeki Orava i za żółtymi znakami rozpoczynamy wędrówkę. Początkowo idziemy polami obok podupadłych domków letniskowych z czasów głębokiej komuny w kierunku góry. Pogoda mam nadzieję będzie nam sprzyjać. Świeci słońce, jest parno, a mgły powoli unoszą się i odkrywają góry. W nocy musiało padać bo jest błotnisto, woda ma kolor brązowy a nurt wartki i nawet podniesiony. Po wejściu do lasu ścieżka powoli pnie się w górę. Otacza nas świeża zieleń przeważnie liściastych drzew. Oglądając się za siebie dostrzegamy pięknie prezentującego się Rozsypańca i spowitego częściowo w porannej mgle Stocha a także dalszą grań. Podziwiamy naturalność niezmąconej przyrody, mnóstwo pachnących ziół i kwiatów. Są goryczki i całe polany ziemowitów. Ścieżka doprowadza nas do klimatycznych, starych bacówek wkomponowanych w zieleń na zboczu. Tu postanawiamy odpocząć i rozkładamy się do śniadania. Upajamy się pięknem tego miejsca, bo i kameralne szałasy, kwitnące bzy z połową ukwieconego kasztana na ogromnej, pachnącej łące. Dalej zagłębiamy się w lesie, aby już ostro w górę przedzierać się ścieżką usłaną brązowymi liśćmi. Przez korony liści wpadają promienie słońca. Im wyżej, tym częściej spotykamy właśnie charakterystyczne pionowe, sterczące skały niczym posągi i posrebrzone krzewy o nazwie jarząb mączny. Osiągamy Zadni Sip /1170mnpm/ i sadowimy się niczym kury na grzędzie na sipach. Dla tych widoków warto było tu przyjść. Otwarła się szeroka panorama na otoczenie Doliny Wagu i Lubochniańskiej. Widzimy przed nami Kopę, po prawej: Klak, Borisov, Ploskę, Cerny Kamień, Ostredok, Fatrzanski Krywań na końcu a dalej Niżne Tatry. Z drugiej strony Wielki i Mały Chocz, grań słowackich Tatr Zachodnich. A w dole wstęga Wagu, miejscowość Stankovany, Rojkov, Lubochnia i Kralovany. Daleko w oddali Martin, Wrutky, Rożemberok i Liptowska Mara, a po lewej Zaskov i Komjatna. Wygrzewamy się w słońcu, choć jeszcze nie ma południa. Kontynuując marsz kluczymy wśród wapiennych igieł, pnąc się w górę, to znowu lekko się obniżając. I tak zdobywany nasz cel Sip /1170mnpm/. No cóż, góra niewysoka i trasa niewymagająca. Tu znowu nie możemy oderwać oczu od otaczającego nas piękna. Odkryła się dodatkowo cała grań Zachodnich Tatr od Brestovej przez Salatyny, Spaloną, Pacholą i Baraniec. Odpoczywamy do woli, bo czas mamy doskonały. Schodząc przedzieramy się przez przesmyki w skałach i podziwiamy sosnę na skale, odpowiednik słynnej pienińskiej. Po zejściu na Przełęcz Zaskovską /790mnpm/ odwiedzamy bacówkę, zaopatrując się w serki i żyntycę. Do Stankovan /440mnpm/ już tylko rzut beretem Skutovą Doliną. Przechodzimy po wiszącym i bujającym się moście na Wagu do miejscowości Rojkov. Tu nowa atrakcja. Odwiedzamy niewielki gejzer z bąbelkami w charakterystycznej czerwonej skale. Moczymy nogi, a jeden śmiałek zażył nawet kąpieli. Podziwiamy jeszcze grań, którą przeszliśmy i tu dopiero widać jeża czyli skalne igły wkomponowane w szczyt. W drodze powrotnej w miejscu, gdzie Orava wpada do Wagu zamknęło się koło naszej wędrówki. Trasa krótka, bo 12km i łatwa z przewyższeniem tylko 800metrów.

    Grupa turystów jak zwykle pełna humoru, spontaniczna, otwarta na przyjaźń do drugiego człowieka i to jest najcenniejsze. A uroki tych miejsc utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie tylko znane pasma i szczyty pozwalają nacieszyć się widokami, ale wystarczy zejść z utartych szlaków, aby mieć równie ciekawe przeżycia z wypadu. W przypadku słowackich gór, już kilkakrotnie mogłam się o tym przekonać i wiem, że te mniej znane zakątki, a tak bliskich nam gór są również piękne.

Zapraszam do galerii zdjęć.

Janina Filipek - uczestnik