galeria zdjęć

 

"Góry sprzyjają pokorze, czyli prawdzie o sobie samym. Uczą jej miedzy innymi przez to, że człowiek zmęczony wspinaniem nie ma ani sił, ani chęci, by udawać, by ukrywać swoją prawdziwą twarz."

      Kolejna niedziela, wczesny poranek w dniu 28 czerwca 2015r. i na jordanowskim rynku zbiera się grupa turystów z MOK Jordanów. Dziś obieramy kierunek słowackie Tatry Zachodnie i ich ostatni szczyt w grani  Siwy Wierch a może dalej? Aura chyba nam dziś nie będzie sprzyjać, prognozy są deszczowe. Przemieszczamy się do granicy w Chyżnem i dalej przez Podbiel, Oravski Biały Potok, Zuberec w kierunku  Przełęczy Huciańskiej. Dodam, że  w Białym Potoku produkowano słynne posągi Jana Nepomucena, który m.i. znajduje się też    w Jordanowie. Mijamy jedyny działający kamieniołom w Tatrach. Jest pochmurno, więc widoków zero. Na Siwy Wierch chcemy wejść  już trzeci raz w historii wycieczek z MOK. Ruszamy za czerwonymi znakami zalesionym zboczem w górę z  wysokości ok.920 mnpm. Droga w początkowej fazie wędrówki jest rozjeżdżona przez traktory usuwające jeszcze wiatrołomy. Otacza nas las i mgła. W powietrzu wilgoć, kapie z drzew ale jest ciepło. Dziarsko maszerujemy klucząc wśród korzeni drzew i gęstwiny krzewów. Dochodzimy do Białej Skały-1316mnpm. Niestety zamiast widoków Orawę i Liptów oraz otaczające nas pasma  widzimy tylko mgłę jak mleko. Czas na regenerację kalorii i przewodnik Andrzej przedstawia nam historyjkę o kuszącej sile złota, które właśnie w tej okolicy miało się znajdować. Otóż pewien Słowak Juliusz Banary  poświęcił 30 lat swojego życia i cały majątek, a więc i dolary zarobione w Ameryce na poszukiwanie skarbów. Ale i  tak ich nie znalazł. Po wyjściu z lasu uwagę skupiamy na kwitnących całych połaciach różnorodnego i kolorowego kwiecia. Są goryczki krótkołodygowe, pierwiosnki łyszczaki, jest podkolan biały, zerwa kulista, zarzyczka górska, lilia złoto głów, goździk lśniacy i wiele innych. Sypiące się, zwietrzałe wapienne piargi podtrzymują całe łany polodowcowego dębika ośmiopłatowego. Musimy chwilkę  przystanąć aby utrwalić te cuda natury. Im wyżej, tym większa dominacja wapienno-dolomitowych skał i turniczek. Zamglone, majaczące popielate skały zapraszają do wejścia. No i za moment mamy jakby labirynt skałek, turni, baszt, szczelin, igieł poprzedzielanych rozpadlinami, a są to  Rzędowe Skały. A wszystko to otoczone tajemniczą mgłą. W spiętrzeniu szczytu szlak staje się bardziej wymagający. Przez moment pojawia się słońce, bo wiatr przewiał chmury i widać Ostrą. Mijamy kominki pomiędzy skałami, klucząc wśród  wspaniałego i majestatycznego dzieła zbudowanego ze skał. Dwa ostatnie kominy podszczytowe ubezpieczone są łańcuszkami, które pokonujemy bez najmniejszego problemu. Niemal już pod samym szczytem w pobliżu ścieżki znajduje się wylot największej jaskini w tym rejonie - Studni w Siwym Wierchu.

    I oto szczyt Siwy Wierch -1805mnpm. Gratulacje od przewodnika i znowu zamiast panoram mamy mgłę. Jest to już ostatni szczyt w grani słowackich Tatr Zachodnich. To  skalne miasto, zbudowane jest z dolomitów i wapieni. Stwierdzono tu obecność ponad 30 jaskiń. Wznosi się nad czterema dolinami: Suchą Sielnicką, Bobrowiecką- Liptowską, Jałowiecką i Siwą. Zaczyna padać deszcz, wiec nic tu po nas. Schodzimy po śliskich, mokrych skałach nader ostrożnie za zielonymi znakami na Siwą Prehybę - 1651mnpm i celujemy na Ostrą. Trawersujemy  zbocze Małej Ostrej , zanurzając się w kwitnącej kosówce. Opuszczamy się w dół, wśród gęstej nie przyciętej kosówki i bogatej roślinności. Potem  znowu w górę. Szczyt Ostra -1764mnpm osiągamy w samo południe. To piramida z trzema graniami spotykającymi się na wierzchołku, zaś sam wierzchołek jest wypłaszczony. Deszcz pada  i pada, a wokoło mleczna mgła. Więc nie idziemy na Babki, choć chciałoby się. Pozostaje nam zejście  na przełęcz zwaną Przedwrocie -1585 mnpm. Na przełęczy znowu odsłania się mgielna zasłona i widzimy kawałek Liptowskiej Mary  i Liptowskiej Kotliny. Za niebieskimi znakami schodzimy w dół przez Polanę Czerwieniec do Chaty pod Naruzim. Siadamy spragnieni gorącej herbaty i zjadamy to, co pozostało jeszcze w plecakach. Tym bardziej, że menu w chacie jest bardzo ubogie. Na szczęście  Rysiowe ciasteczka też są. Przestało padać, więc ruszamy w dalszą drogę do Bobrowieckiego Wapiennika -750mnpm. Teraz mamy słońce, ale pułap chmur znajduje się na wysokości ok. 1300m i nie widzimy szczytów. Podchodzimy nad Mnichowy Żleb, by podziwiać pionową ścianę skalną. Pod nami zasobna w piękny drzewostan Dolina Jałowiecka. Zatrzymujemy się jeszcze przy kaplicy Matki Boskiej Siedmiu Boleści Syjońskiej Góry, którą ufundował miejscowy proboszcz w podzięce za kapłaństwo w 1994r.Kawałek niżej czekał na nas bus i ruszyliśmy w drogą powrotną przez Bobrowiec i przedmieścia Liptowskiego Mikulasza. Nasze kółko zamknęło się za Przełęczą Huciańską.

       „Góry to miejsce odpoczynku psychicznego połączonego ze zmęczeniem fizycznym i tym, co najpiękniejsze... refleksją nad życiem...”   i tak odbierają to ludzie  z tej grupy. Mimo deszczu, braku widoków, przebytych kilometrów i różnicy wzniesień, szczęśliwi i zadowoleni wracają do domów, pozostawiając troski  na szlakach. Na dzisiaj wystarczyły nam piękne łany różnorodnych kwiatów.

                                                                                               Zapraszam do galerii zdjęć.                                            Janina Filipek  -  uczestnik