galeria zdjęć

 

 „Góry to takie baterie, które się nie wyczerpują, to takie urządzenie co działa na stan ducha  i umysłu, to oderwanie i skupienie, to widoki, które zawsze wywołują radość i łezkę w oku      z kolejnego spotkania....”

       Tradycyjnie  niedziela, 26 lipca 2015r i wczesny, letni  ranek. Ci  co nie mogą spać - jadą w Tatry Wysokie na Słowacji, aby próbować  zdobyć Lodową  Przełęcz/2372mnpm/. Aura zapowiada się różnie: trochę deszczu, trochę  słońca. Mimo to komplet  nieustraszonych czeka na  jordanowskim rynku.  Jedziemy zatem pod przewodnictwem Andrzeja  busem   w kierunku granicy w Jurgowie, by  rozpocząć wędrówkę w Jaworzynie Tatrzańskiej  /1002mnpm/. Trasa wiedzie malowniczą, ale długą Doliną Jaworową. Idziemy początkowo twardą drogą. Nad nami wznosi się ogromna pionowa ściana Murania, a w niej dostrzegamy  otwór Jaskini Murańskiej.  Kierujemy się za zielonymi znakami, zaś towarzyszące nam znaki niebieskie wiodą na  Zadnie Koperszady  i na Przełęcz pod Kopą. W okolicach Polany Pod Muraniem znaki rozdzielają się. Zaczyna padać deszcz, wiec ochraniamy się pelerynami  i czym kto może…  Po jakimś czasie z lewej  strony  z tyłu wyłaniają się całe Tatry Bielskie -białe skały wapienne, odcinające się od zielonych muraw. Idąc dalej mamy widoki na pasmo szczytów od Kołowego przez Jagnięcy, Durny, Baranie Rogi do Lodowego. Towarzyszy nam  Jaworowy Potok. Zerkamy na  masyw Szerokiej Jaworzyńskiej, który jest ścisłym rezerwatem. Potem mokry las, wielkie paprocie i śniadanie pod drzewami. Po krótkim czasie wychodzimy z lasu i otwiera się piękna, szeroka dolina.

            Zaczyna się przejaśniać - czyli  zgodnie z prognozami ma już przestać padać. Przekraczamy bystry potok  i wkraczamy w tarasy zadniej części doliny. Rośnie tu niezliczona ilość różnych gatunków górskich kwiatów. Dookoła wznoszą się ściany, zwieńczone poszarpanymi skalnymi turniami, u dołu porośnięte kosówką.  Niesamowity jest ów kontrast świata żywego, trawiasto -kwiecistego, zakłóconego szumem potoku. Wokoło dzikie, poszarpane i nieprzystępne turnie, gdzie tylko wiatry wieją, a nad nimi niebo. Na wprost drogę zagradza nam Jaworowy Mur i dolina wyraźnie skręca otaczając masyw Lodowego Szczytu. Tu Andrzej nawiązuje do historii „króla przewodników tatrzańskich" - Klimka Bachledy i Stanisława Szulakiewicza. My pniemy się wzdłuż potężnych ścian Jaworowego Muru pokonując kolejne progi doliny, szybko zdobywając wysokość. Zatrzymujemy się na progu nad Żabim Stawem Jaworowym /1878mnpm/ leżącym  u stóp Jaworowego Szczytu, bo nie sposób jest bez wyrazów podziwu iść dalej, tym bardziej że leży on porównywalnie  na wysokości Giewontu. Nad nami lazurowe niebo, za  i pod nami morze mgieł. Wokoło pasą się kozice, nie zwracając na nas uwagi. Śledzi nas drom. W tym miejscu ,03 sierpnia 1925r rozegrała się najbardziej tajemnicza tragedia Tatr, do której też nawiązał Andrzej, a dotycząca rodziny Karszniców  i taternika Wasserbergera. A my  mijamy Ostry Szczyt i pokonujemy ostatnie skalne spiętrzenie Zadniej Doliny Jaworowej. Więc, mimo iż technicznie dolina zupełnie łatwa, wymaga sporego nakładu sił. Natomiast widoki  i spokój, którego można zaznać  w tym mało uczęszczanym miejscu, są warte tego. Przechodzimy jeszcze przez kilka  cieków wodnych spływających po kamieniach i osiągamy Lodową Przełęcz /2372mnpm/.Właśnie  minęło południe. Jest  to najwyżej położona  przełęcz  w Tatrach, do której wyznaczony jest szlak. Widoki są oszałamiające. W dole morze mgieł , z których wystają całe pasma górskie. Niezwykła jest Jaworowa Grań, a nad nią górują Gerlach  i  Staroleśna, na wprost Wysoka, Rysy, pomiędzy nimi skrawek Krywania, dalej Mięguszowieckie Szczyty, Cubryna, Żabi Szczyt, Świnica, Kozi Wierch i Granaty. Po drugiej stronie przełęczy możemy podziwiać Łomnicę, Durny Szczyt, Lodową Kopę, Pośrednią Grań, Mały Lodowy oraz w dole Modry Stawek. Chowamy się za skałami, osłonięci od wiatru posilamy się i odpoczywamy. Chłoniemy szeroko otwartymi oczami piękno tego świata - dla takich chwil warto żyć.  W dole mgły zaczynają się kotłować i podnosić wyżej. Więc powoli opuszczamy się po łańcuszkach do mrocznej otchłani, by  potem zakosami schodzić  piarżyskiem i sypiącymi się kamieniami do dzikiej Dolinki  Lodowej. Tu z dołu dochodzą znaki żółte na Czerwoną  Ławkę. Im niżej schodzimy , to mgła cofa się  jakby przed nami. Przez kamienne gołoborza  podążamy  przez Pięciostawiańską  Kopę do Doliny Pięciu Stawów Spiskich i Chaty Teryego. Słyszymy świstaki, ale trudno ich dostrzec. Jest to najwyżej położone schronisko   w Tatrach /2015mnpm/, czynne przez cały rok. Czas na chwilę odpoczynku , ale znów otacza nas niestety mgła. Stawy  wypełniają zagłębienia wyrzeźbione w skale przez lodowiec. Niezwykle zaokrąglone i wygładzone, a spływająca po owych płaszczyznach woda tworzy ciekawe klimaty. Przez moment wiatr przewiał mgłę i ukazały się Baranie Rogi, Spiska Grań, Durne Szczyty i Łomnica.

      Mgła znowu tworzy mroczny klimat. Więc nie zabawiamy długo, tylko kierujemy się ku dołowi poprzez Złote Spady, obok olbrzymiej teraz Złotej Sikawki  i dalej Doliną Małej Zimnej Wody. Dolina ta wciśnięta  jest między dwa masywy: z jednej  strony Pośrednia Grań, szpiczaste turnie Rywocin oraz Małego  i  Wielkiego Kościoła , zaś z drugiej urwista Łomnicka Grań.  Towarzyszą nam właśnie naszpikowane ostre turniczki. Im niżej tym więcej kosówki a potem już las, paprocie i kwiaty. Ale rzucamy jeszcze okiem po drodze na „łomnicka kolebę”, gdzie nocowali pierwsi  zdobywcy  Łomnicy, m. in. Stanisław Staszic. Mijamy schronisko  Zamkovskiego na wys. 1475mnpm. Na magistrali tłumy ludzi. Z mostku podziwiamy 20 metrowy wodospad zwany Wodospadem Olbrzymim. Strumień jego wód spada przez wąską szczelinę i tworzy malowniczą kaskadę. Pozostało już tylko przekroczyć po mostku Staroleśny Potok  i  zejść  obok  stacji   kolejki  Hrebieniok do Smokovca . Pułap chmur jest niski, wiec nie widzimy szczytu Sławkowskiego, Pośredniej Grani  ani Łomnicy. Przeszliśmy dziś  tylko 24 km i pokonaliśmy ok. 1450m przewyższenia. I tak kolejna, piękna wyprawa dobiegła końca. Mimo porannego deszczu, uczestnicy zostali wynagrodzeni przepięknymi widokami, zapierającymi  dech w piersiach. Nie piszę już o wspaniałej atmosferze, jaka towarzyszyła nam przez cały dzień.

Niech galeria zdjęć będzie odbiciem dzisiejszych wrażeń.                   

                                                                                                                                                             Janina Filipek