galeria zdjęć

 

Wspinaczka jest czymś więcej niż wzlotem w przestrzeni.
W istocie jest trudną próbą wzlotu ponad siebie samego. Jest sięganiem ku wolności” Wojtek Kurtyka

 

      Grupa turystyczna przy MOK w Jordanowie cierpi na bezsenność, bo o 4.30 i to jeszcze w niedzielę, dnia 06.09.2015r jest na jordanowskim rynku. Ciemna jeszcze noc a my ruszamy w stronę Tatr. Prognozy są niezadowalające. Jakże znany nam jest parking na Palenicy Białczańskiej i 9 km asfaltu do Morskiego Oka. No cóż asfaltu nie musimy kochać, ale nasz założony cel dzisiejszy to Rysy i to podstawowa droga. A co z tego wyjdzie - zobaczymy. Rozpoczęliśmy wędrówkę od Palenicy za czerwonymi znakami, które mają nam towarzyszyć praktycznie przez cały dzień .Droga z Zakopanego do Morskiego Oka, o imieniu Oswalda Balzera, wybudowana w 1902r jest niedostępna dla ruchu samochodowego od Palenicy. Długa i w większości nieciekawa. Ale jednak ma jeden, godny uwagi punkt. Są to Wodogrzmoty Mickiewicza/nazwa od sprowadzenia prochów Wieszcza na Wawel w 1891r/. Spiętrzony na kilku kaskadach potok Roztoka, robi wrażenie, ale dla nas to widok częsty, gdyż już za zielonymi znakami wędrowaliśmy stąd do Doliny „Piątki”. Nad nami niedostępna obecnie, stara część Orlej Perci pasmo Wołoszyna a konkretnie z Turnia nad Szczotami, z której często schodzą w zimie lawiny aż do drogi. Wokoło szaro i buro, więc widoków niewiele. Mijamy Włosienicę i postój docelowy wozów konnych. Przecinamy asfalt ,by skrótami znowu do niego powrócić. Stosunkowo szybko docieramy do największego jeziora w Tatrach, położonego w Dolinie Rybiego Potoku u stóp Mięguszowieckich, na wysokości - 1395 mnpm. Ma ono pochodzenie polodowcowe i charakter karowo - morenowy. Wypełnia wydrążoną przez lodowce misę skalną, zamkniętą od północy ryglem, na którym leży wał moreny czołowej. Morskie Oko ma powierzchnię ok. 35 ha, długość 862 m, szerokość 568 m, a w najgłębszym miejscu osiąga prawie 51m.Nad nim usytuowane na wys.1405m jest schronisko PTTK im Staszica. Należy do najstarszych i najpiękniejszych schronisk tatrzańskich. Obok, znajduje się stare schronisko, które pierwotnie było wozownią /1890/. Morskie Oko to ogromne lustro, w którym ładnie, przy dobrej pogodzie - choć do góry nogami prezentują się szczyty Mięguszowieckie Szczyty. Na ten moment otoczenie Morskiego Oka widzimy częściowo, szczyty toną we mgle. Zatrzymujemy się na poranną kawę i zdecydujemy co robić dalej. Pogoda się troszkę poprawia, wiatr przewiewa mgły. Teraz widzimy Miegusze, Mnicha i Cubrynę, a z lewej Żabie Szczyty i Rysy. Zapada decyzja – ruszamy na Rysy. Okrążamy lewy bok jeziora, podziwiając jego przyciemnioną toń. Dalej podążamy nad Czarny Staw. Ścieżka jest stroma i dość monotonna, ale za to z wygodnych głazów i kamieni. Do pokonania mamy prawie 200-metrowy próg skalny. Towarzyszy nam potok wypływający z Czarnego Stawu i tworzący mały wodospad zwany Czarnostawiańską Siklawą. Z tyłu świetnie prezentuje się tafla Morskiego Oka i las świerkowo-limbowy. I oto Czarny Staw - faktycznie z prawie czarnymi wodami, położony na wys. 1580mnpm. Jego powierzchnia wynosi ok. 20 ha, głębokość maksymalna prawie 77m . Nad nim posadowiony jest żelazny krzyż na pamiątkę bytności tamże Grzegorz Zieglera, biskupa tynieckiego i tarnowskiego. Krzyż ten, odlany z tatrzańskiego żelaza w zakopiańskich Kuźnicach, ustawiono w 1836 r. staraniem ówczesnego proboszcza z Poronina. Pogoda zmienną jest, bo raz mamy słońce a za chwilę przewalają się mgły. Nad nami bezpośrednio wznoszą się ściany Kazalnicy, wyżej Przełęcz pod Chłopkiem, z drugiej strony grań Mięguszów , Wołowy Grzbiet, Niżnie Rysy i Żabia Grań. Należy tu wspomnieć tragedię licealistów tyskich i ich opiekunów, których porwała lawina 28.01.2003r z Buli pod Rysami. Ciała Czarny Staw oddawał aż do czerwca w roku tragedii. Znaki rozdzielają się ,zielony w prawo odchodzi na Przełęcz pod Chłopkiem, a my obchodzimy staw z lewej strony. Ścieżka zaczyna piąć się ostro w górę. Na odcinku 1,5 km musimy nabrać wysokości około 900 metrów. Idziemy po kamiennych stopniach prowadzonych zakosami po trawiasto-kamiennym zboczu. I znowu pojawia się słońce. pojawia się nawet słońce. Odwracamy się aby podziwiać Czarny Staw pod Rysami i Morskie Oko z miniaturką schroniska. Dalej zaczynamy mozolnie wznosić się wśród blokowisk i rumowisk skalnych Przed nami Bula pod Rysami i pogoda zaczyna się psuć. Nadciągają czarne, chyba śniegowe chmury. Bula to prawie płaski, trawiasto-kamienny taras ale nie mamy czasy odpoczywać. Widzimy zamglone Mięgusze, Kazalnicę, Żabiego Konia, Tomkowe Igły i Żabi Mnich. Teraz to już może być tylko trudniej. Zaczyna się biżuteria, czyli łańcuszki. Trudne są mijanki turystów schodzących z góry. Zaczyna prószyć coś lodowatego .Prawie pionową grzędą prowadząca wzdłuż żlebu opadającego z przełączki pod szczytem i w stronę Kotła pod Rysami pchamy się do góry. Coraz więcej sypie i zasnuwa się wszystko. Przekraczamy słynna rysę, która miała rzekomo wpływ na nazwę szczytu. A może wg innych źródeł nazwa góry pochodzi od pooranych „rysami” zboczy Niżnych Rysów. Tak czy owak nazwę wymyślili polscy górale i była ona znana już na początku XIX wieku. Przełączka z której opada „rysa” to ubezpieczona łańcuchami półka przechodząca przez siodełko „nad rysą” na druga stronę grani. To miejsca z 500m przepaścią opadającą do Doliny Ciężkiej. Dalej drobne zakosy przez stromizny i płyty skalne.Trudności wyżej są umiarkowane, ale podejście jest męczące ze względu na duże nachylenie i śliską skałę. W wielu miejscach łańcuchy zdały mi się zbędne, ale dziś przy mokrej skale były przydatne. Wreszcie najwspanialszy moment w każdej wspinaczce. Chwila, kiedy od szczytu dzieli mnie już tylko kilka kroków, kiedy wiem, że już nic nie stanie mi na przeszkodzie, kiedy wiem, że zwyciężyłam... nie górę czy pogodę, lecz przede wszystkim siebie. I jest szczyt –Rysy 2499mnpm w samo południe. Ale to nie jest najwyższy szczyt, bo słowacki wierzchołek ma 2503mnpm , ale jest nie znakowany. Jest zimno, dalej sypie i nic nie widać. Jesteśmy w sercu gór a nas otacza mleczna mgła. Gratulacje, ciasteczka Rysiowe i chwila odpoczynku na szczycie. Co czuję? Fizycznie - zmęczenie. Emocjonalnie - olbrzymią radość i satysfakcję ze zrealizowanego celu. Racjonalnie - świadomość, że przed nami męczące zejście, podczas którego trzeba zachować dużą koncentrację, bo skały pokryte są warstwą śniegu. Mimo takiej aury na szczycie jest tłoczno.

         Schodzimy słowacką częścią trasy w stronę Przełęczy pod Wagą / 2377mnpm/ i Żabich Stawów Mięguszowieckich. Śnieg wali nam w oczy , ścieżka jest stroma, a skała pokryta śniegiem. Zmykamy więc w dół do Chaty pod Rysami. W okolicy schroniska przestaje padać i wychodzi słońce. Pokazuje się nawet lazurowe niebo. To najwyżej położone schronisko w Tatrach - 2250mnpm i najmłodsze, bo zbudowane w 1933r, przebudowane w 2012r. Czynne jest tylko w sezonie i podobne jest do schronu. Zaopatrzenie dostarczane jest przez nosiczy względnie chętnych turystów za herbatkę z sokiem malinowym. Chyba największa atrakcją jest „kibelek” z oknem na szczyty umiejscowiony nad przepaścią. A w tle góruje Kopa Popradzka, Ciężki Szczyt a z tyłu Rysy. Pozwalamy sobie na dłuższy odpoczynek w schronisku. Dalej schodzimy wygodnymi głazami ułożonymi w chodnik. Kilka metrów poniżej schroniska jest symboliczna granica „Wolnego Królestwa Rysów”. Turystów wchodzących od strony słowackiej wita tablica oraz kolorowa brama, dalej, Opuszczamy próg Kotlinki pod Wagą i trawersujemy zbocze, które oddziela wymienioną Kotlinkę od Żabiej Doliny Mięguszowieckiej. Potem tylko trawers skalnego progu, który jest eksponowany i ubezpieczony systemem klamer i łańcuchów. Wkrótce dochodzimy do Żabich Stawów Mięguszowieckich /ponoć na jednym z nich jest podobizna żaby z kamieni/.Pozostała nam Dolina Mięguszowiecka, do której schodzimy zakosami. Zbocze porośnięte kosówką jest strome i mimo wielu zakrętów szlak ma zdecydowane nachylenie. Przecinamy Żabi Potok i docieramy do rozstaju ze znakami niebieskimi /1580 mnpm/ do Popradzkiego Stawu. a czerwone dalej prowadzą na Koprowy. Wstępujemy do schroniska przy Popradzkim Stawie, a potem asfaltówką schodzimy do busa. Jak to w górach bywa - dzisiaj zaliczyliśmy wszystkie pory roku. Mimo to, była to jedna z najwspanialszych wypraw . Chcę dodać, że wśród uczestników aż 11 osób stanęło pierwszy raz na Rysach. A szczególne gratulacje należą się Marysi i Piotrowi, którzy pokonali wszelkie trudności i samych siebie, aby zdoby tę górę. W dniu dzisiejszym przeszliśmy ok. 25 km przy 1500m przewyższeniu. Dziękuję za ostrożność, koncentrację i wspaniałą atmosferę.

Zapraszam do galerii zdjęć.

                                                              Janina Filipek