galeria zdjęć

                                                               

 

Wszyscy wstaliśmy tak z rana,

 

By nad Pany uczcić Pana.

 

Który stworzył niebo, chmury

 

I nad nami włada z góry.

 

Grupę naszą co świt zrywa,

 

I znów w Góry nas porywa.

 

A tym razem to: Trzy Kopy,

 

Banikowski Szczyt jako koniec złoty.

 

I nie straszna wczesna pora,

 

Dla drużyny z Hartu Kora.

 

Co wysoko hen pod chmury,

 

Na gór szczyty włazi mury.

 

Dzień rozpoczął się dość piękny,

 

W pół do szóstej rozpoczęty

 

Zbiórką zwartą i gotwą

 

Na wycieczkę rozrywkową.

 

Przywitania i całusy,

 

Tu dzież także słodkie musy

 

W cieście słodkim jak to bywa

 

Gdy nasz busik już przybywa.

 

Gdy zajęte są już miejsca

 

Nasz przewodnik daje hasło

 

Trasy szlak nam przypomina

 

Przy tym jego słodka mina.

 

Na parkingu ze Słowacji

 

Wyruszamy marszem zwarci

 

A po marszu odpoczynek-

 

Na śniadanko czas już synek.

 

Po śniadanku lekcja krótka,

 

Cel wyprawy przypomina.

 

Andrzej, Zenon –przewodnicy

 

To są nasi Przodownicy.

 

Trasa wiedzie nas pod górę,

 

Tu dzież Pan Bóg zsyła chmurę,

 

Lecz trzon grupy nie ugięty

 

Banikowski Szczyt – cel podjęty.

 

Mimo wiatru wywijania

 

Nie ma miejsca odwołania!

 

Cel wyprawy już podjęty

 

O mój Boże niepojęty!

 

W grani głównej Tatr Zachodnich

 

Szczyt Banówka się wyłoni,

 

Lecz po drodze minąć trzeba

 

Smutną Przełęcz i Trzy Kopy:

 

Przednią, Drobną i Szeroką

 

Z nich widoki nas zaskoczą.

 

W dalszej części Hruba Kopa

 

To wyprawa jest dla chłopa!

 

Lecz dziewczyny radę dają

 

Bo hart ducha posiadają

 

Wiater pieści nasze twarze

 

I idziemy sobie w gwarze.

 

Czasem też próby śpiewania-

 

Bo to czas jest miłowania.

 

Miłość do gór co stworzyła

 

Dobra wola niech zachowa”

 

Bracie, siostro- to pamiętaj

 

Że to wielkie, piękne słowa!

 

Ale w górach hart, rozwaga

 

To zalety- wielka waga!

 

Czujność stale też napięta

 

Bo to rzecz jest niepojęta!

 

Śmiechów , pisków nie brak było

 

Jak to u Nas- było miło.

 

Nawet moczu wstecz cofanie,

 

Oraz nagłe zatrzymanie

 

Na igraszki tuż halnego

 

Tudzież bardzo frywolnego.

 

Pan nie szczędził nam podniety,

 

A i siły niespożyte

 

Wynagrodził znakomicie!

 

W Glorii chwałę Swą okazał!

 

Widmo Brocken wnet pokazał.

 

Pokazywał kilkakrotnie

 

By wychwalać Go stokrotnie!

 

Teraz w dół wnet spadamy -

 

Lecz ostrożnie z gracją damy!

 

               Nie jak Zenon co chwilę małą-

 

Czujność stracił niebywałą!

 

Wszystko dobrze się skończyło,

 

Chociaż trochę groźnie było.

 

Także w górach Moi Mili,

 

Żałujcie Ci, coście nie byli!

 

Wszyscy uczestnicy nasi

 

Co ich smutek nie zakwasi

 

Cel nasz już jest osiągnięty.

 

I Rozdroże Adamcula

 

Pętlę naszą ciasno stula.

 

Lecz nasz Janek-

 

To jest Panek!

 

Zadbał już o kolejny poranek !

 

Na wycieczkę znów zaprasza,

 

A na stronie cel ogłasza!

 

                                                                             Uczestnik wycieczki    Anna Murzyn