galeria zdjęć

 

 

        To my, którzy poruszamy się po górach i górkach bez względu na porę roku i dnia, w słońcu, deszczu, śniegu, błocie, kurzu, wietrze i mgle. Czyli jednym słowem „zawsze”…

 

 

         Jest  jeszcze ciemno , ale jak to bywa z turystami z MOK-u oni  już nie śpią. W dniu 18 października 2015r obieramy azymut - Słowacja  i kolejny etap grani Tatr Niżnych. Tak więc grupa wita kolejnych nowych uczestników. Ruszamy przez Orawę i granicę w Chyżnem, Dolny Kubin .Przełęcz Brestova sprowadza nas na  Liptów aby dalej minąć Rużemberok, Liptovską Osadę i Liptovską  Luźną. Jest już jasno, więc  po prawej stronie towarzyszą  nam szczyty Wielkiej Fatry. Wyjeżdżamy na przełęcz oddzielającą  Niżne Tatry od  Salatyna , by przedostać się na drugą stronę i obok miejscowości  Żelezne  dotrzeć do Kapustiska i Magurki - 1050mnpm.To osada, gdzie obecnie mieszka kilku stałych mieszkańców. Niegdyś wydobywano tu różne minerały i osada liczyła ok 300 osób. Z tamtych czasów pozostał tylko niewielki kościółek. Ale też posadowionych jest tu sporo domków letniskowych. Najpierw idziemy za żółto-niebieskimi znakami , potem już tylko niebieskimi wygodnym duktem leśnym. Po nocnych opadach deszczu jest mokro, brniemy w błocie, więc  stuptupy są  przydatne. Wokoło się przejaśnia, ale grań zasnuta jest mgłami. Może je wiatry rozwieją? Dalej  pniemy się w górę przez las i ścieżka wypłukana jest przez deszcze i zarośnięta dziką roślinnością. Podziwiamy wokoło barwy jesieni, depczemy kolorowe liście  i trawy.

      Czas na śniadanie, upominają się niektórzy….. i  przewodnik stwierdza „wolno  jeść” ….Dochodząc do  Latiborskiej Holi 1643 mnpm obserwujemy dziurę w niebie i przez moment oślepia nas słońce – ale niestety na krótko. Strome stoki Latiborskiej Holi były intensywnie eksploatowane. Wydobywano tu złoto, srebro, a później też antymon i rudę żelaza. Niestety dalej cała grań jest zasnuta mgłami, ale wieje silny, bardzo zimny wiatr. Tu wkraczamy na czerwone znaki  grani głównej, by iść po czerwono- rudych i brązowych  trawach, dywanach brusznic i borówek. Krajobraz jest iście bieszczadzki. Potem  trawersujemy- Velką Holę - 1640 mnpm i schodzimy na Przełęcz pod Skałką  -1476 mnpm .Tu zaczyna pojawiać się kosówka i niewielkie świerki. Wiatr przewiewa częściowo mgły i otwierają się nam piękne widoki na odległe Rudawy. Ponadto barwy jesieni podświetlone słońcem są  jeszcze bardziej niesamowite. Fotograficy mają ręce pełne roboty, a smaczku dodają rozsuwające się zasłony mgieł, mniej lub więcej mroczne. I oto  Skałki - 1549 mnpm, otoczone kępami kosówki. Podążając na szczyt Kosarisko -1695 mnpm w dole widzimy wioskę Liptovska Luźną, Donovale i grupę Zwolenia. No i najwyższa kulminacja w dniu dzisiejszym  Vielka Chochula -1753 mnpm, ale tu już nie ma widoków. Jest przenikliwie zimno , więc ciepłe rękawiczki  i czapki są w ruchu. Aby odpocząć i uzupełnić kalorie, musimy schować się poniżej szczytu.

        Następna na naszej trasie to niższa Mała Chochula - 1720 mnpm . Opadające na północ i zachód stoki Chochuli są bardzo strome, w zimie lawiniaste, zarysowane wyrazistymi żlebami i żebrami. Wyniosłość góry i jej obszerne trawiaste hale są ostatnim miejscem na naszej trasie, gdzie  znowu dane nam jest zobaczyć trochę panoram.  W dole widzimy Donowały i Liptovską Luźną , a za Liptovską Luźną  piętrzy się masyw Salatyna , z lewej pasmo Wielkiej Fatry. Widzimy też Góry Choczańskie . I ostatni szczyt Prasiva  -1652 mnpm , gdzie  niknie rozległa wysokogórska łąka, zarośnięta w znacznym stopniu kosodrzewiną. Ścieżka ostro się obniża , najpierw przez łany kosodrzewiny, a później przez las. Docieramy na położoną ponad 500 metrów niżej Przełęcz Hladelską  - 1102 mnpm, która stanowi przejście z Doliny Hladelskiej na południu do Doliny Korytnickiej i rozdziela Tatry Niżne od Gór Starohorskich. Charakterystyczną dla tego miejsca jest linia wysokiego napięcia. Jest też wiata  z poddaszem, dla turystów wędrujących granią  z możliwością noclegu. Co niestety w naszych parkach narodowych jest nie do pomyślenia. Zobaczyliśmy też ujęcie wody, z którego  kiedyś prowadzony był wodociąg w czasie prac górniczych  w XV i XVI wieku do Doliny Spania. Pozostało nam zejście wygodną ścieżką  rowerową do Korytnicy Kupele. To zniszczone  a niegdyś świetne uzdrowisko, co można sądzić po pięknych , starych budynkach  i posiadające naturalne źródła wód leczniczych. Nawet pokusiliśmy się o skosztowanie wody ze źródeł o nazwie „Józef,” „Zofia” i „Antoni”. Natomiast były jeszcze dwa „Wojtki I i II”. Okoliczne tereny wokół źródeł są wprawdzie rewitalizowane, ale do świetności jeszcze daleko. Potem już tylko spacer przez Korytnicę do busa. W drodze powrotnej całkowicie się rozpogodziło i mogliśmy jeszcze cieszyć oczy wspaniałymi barwami jesieni .

Pokonaliśmy  dzisiaj 24km przy 1200m przewyższenia i mimo chłodu atmosfera wśród uczestników była gorąca.

Jesień w górach to chyba najpiękniejsza pora roku. I niech tak pozostanie……..

                                  Zapraszam do galerii zdjęć.                         Janina Filipek