galeria zdjeć           

WYCIECZKA NA ORNAK

  

A gdy nagle zjawi się Ktoś  (Если друг оказался вдруг)

Ani przyjaciel on, ani wróg (…) (И не друг, и не враг, а - так,)(…)

Weź go w góry na stok Парня в горы тяни - рискни

nie odstępuj na krok Не бросай одного его,

jedna lina niech łączy Was - Пусть он в связке в одной с тобой –

tam poznasz Kim On jest(Там поймешь, кто такой.) (…)

"Pieśń o przyjacielu"  W. Wysocki

https://www.youtube.com/watch?v=4VHujocVGMQ

 

Dzisiaj będzie o ludziach których połączyła przyjaźń…          

O pasji wędrowania po górach bez względu na pogodę

O magii gór wysokich, która przyciąga, czaruje i odmienia

O uśmiechu i pomocnej dłoni na którą zawsze możesz liczyć idąc w góry.

           

Urokliwa Dolina Kościeliska spowita poranną mgłą i ciszą budziła się wczesnym rankiem, słysząc roześmianych wędrowców – mokowców, przemierzających kolejny raz jej szlak.

Tajemnicza ścieżka wabiła  w kierunku Doliny Pysznej, z nieistniejącym już legendarnym, drewnianym schroniskiem. Zachęcając do zanurzenia się w głąb jej historii… która mimo upływu lat, ciągle intryguje, ciekawi i tkwi w ludzkiej pamięci. A zatem nadal żyje!

Podobnie jak postaci Oppenhaima (kierującego przez 25 lat TOPR-em i Rudej (artystki plastyczki prezentującej swe rysunki na wystawach europejskich). Pary z lat 20 ubiegłego wieku wędrującej po Tatrach, jeżdżącej na nartach,  zachwycającej się górami ich mistyką i pięknem.

Tym którzy z nami nie byli, zdradzę że, rzecz dotyczy odwiecznego dylematu dręczącego postronnych obserwatorów Opcia i Rudej - czy to była przyjaźń? czy może już kochanie?

Nasza ciekawość została rozbudzona…

A zatem wędrujemy dalej przesypując biały śnieżny puch, rozmawiając o radościach i smutkach dnia codziennego, opowiadając o zmianach jakie zaszły w naszym życiu przez te ostatnie dwa tygodnie od poprzedniej wycieczki.

Niespiesznie docieramy do schroniska Ornak w Dolinie Kościeliskiej a tu niespodzianka… na drzwiach plakat informujący o cyklicznej imprezie która odbędzie się już za kilka dni. Właśnie tu w schronisku, pośród gór i lasów, przy współudziale aktorów Teatru Witkacego z Zakopanego, Wojtka Szatkowskiego z Muzeum Tatrzańskiego odbędzie się impreza: „W stronę Pysznej i tatrzańskiej poezji” Rarytas!

Beatka czym prędzej podążyła do schroniskowego bufetu aby zapisać się na listę gości tego wyjątkowego wieczoru. Niestety lista okazała się już być pełna. Zdradzę Wam jednak, że wytrwałym i śmiałkom szczęście sprzyja, tak że i jej się poszczęściło, awansowała z listy rezerwowej i znalazła się wśród zaproszonych  gości na Pyszną Ucztę i Niezwykły Spektakl Teatralny. Co ona tam widziała, z czego się zaśmiewała i czym objadała zapytajcie sami… Zapewniam że warto J

Pozostali zaś, pod opiekuńczym skrzydłem Janka(organizatora naszych wypraw) rozsiedli się na drewnianych ławach i grzejąc się w schroniskowym ciepełku posilając i wzmacniając się przed wejściem na Ornak. Henio rozśmieszał wszystkich do rozpuku kawałami, Rysio przytaczał historie z życia wzięte, wyraźnie określając różnice międzypłciowe, podkreślając swoją niechęć do gender (izmu) wywołując kaskady śmiechu u słuchaczy a Agnieszka z Radkiem (nowożeńcy) prezentowali przepiękne zdjęcia ślubne.

I pewnie nie spieszylibyśmy się z dalszą wędrówką w zimowej szadzi, gdyby nie nasz czujny przewodnik Andrzej który zarządził wymarsz. Pokonaliśmy więc nieco zalodzone stromizny przysypane dużą ilością śniegu, zdobywając Iwaniacką Przełęcz 1459 m, po czym mozolnie wspinając się zdobyliśmy Ornak 1883m. a tam czekała na nas niespodzianka… Mgła ustąpiła po kolei odsłaniając szczyty już w zimowej szacie: Trzydniowiański Wierch, Wołowiec, Rohacz, Starorobociański Wierch, Bystrą, Błyszcz, Kamienistą i Smreczyński Wierch. I jak tu wierzyć prognozom zapowiadającym obfite opady deszczu w najlepszym razie śniegu a Tatry Zachodnie zgotowały nam iście królewską ucztę widokową.

Jak się okazało później, to nie była ostatnia niespodzianka jaka nas miała spotkać, otóż z nasuwającej się powoli aczkolwiek nieustępliwej mgły wyłoniła się nagle samotna niewiasta,  a że była dość młoda, wśród męskiej części ekipy nastąpiło wyraźne ożywienie… Panowie prześcigali się w pomysłach, jak zachęcić dziewczę do przyłączenia się do gościnnej i radosnej grupy MOK Jordanów. Na szczęście dziewczę umiało odróżniać ziarno od plew i mimo początkowej nieufności, wybrało nasze towarzystwo zamiast błąkać się dalej samotnie.

Ruszyliśmy zatem, już w poszerzonym składzie na Siwe Skały i Zadni Ornak chcąc dotrzeć przez Dolinę Starorobociańską do Chochołowskiej… lecz tym razem mgła coraz szczelniej otulająca góry i nas… skutecznie wybiła nam ten pomysł z głowy, zmuszając nas do powrotu. Niestety nie znaliśmy sposobu zaklinania mgły przez spiskich pasterzy: Mglica, mglica, przeklotnica, nieś się górom, nieś się wodom, kany się łowce nie wiodą (Janicka-Krzywda, Ceklarz 2014) 

 Mozolnie po własnych śladach wracaliśmy, pokonując wymienione szczyty, tyle że w odwrotnej kolejności. Najbardziej emocjonujące okazało się strome zejście do Iwaniackiej Przełęczy w czasie którego, niektórzy z nas lądowali w puszystym śniegu, lub na twardym lodzie bez żadnego ostrzeżenia. Najdotkliwiej ucierpiał Henio którego po upadku złapał skurcz, na tyle bolesny, że konieczny był masaż. Wykonał go nasz profesjonalista do zadań specjalnych z fantastycznym zresztą skutkiem, umożliwiając Heniowi dalszą wędrówkę. Jednakże  wąska górska ścieżka, zalegająca mgła, ograniczona widoczność zrodziła wątpliwość u Rysia, czy aby pewne granice kontaktu nie zostały przekroczone?

I tak turlając się ze śmiechu, wędrowaliśmy przed siebie, żałując że nasza wycieczka dobiega końca. Dziękuję Wam wszystkim Przyjaciele i do zobaczenia znów na szlaku. Iga