galeria zdjeć

 

 

„...Góry tylko wtedy mają sens, gdy jest w nich człowiek ze swoimi uczuciami, przeżywający klęski i zwycięstwa. I wtedy, gdy coś z tych przeżyć zabiera ze sobą w doliny...” - Andrzej Zawada 

           Niedziela 13-12-2015 jak w zegarku wszyscy stawiliśmy się na zaplanowanej na 6:00 zbiórce przy busie który ma zabrać dzielnych Mokowców na kolejną wyprawę po przygodę. Po krótkim i sympatycznym powitaniu wszyscy zajmują miejsca. Nasze kierownictwo wycieczki w osobie Janka po konsultacji z Andrzejem, który stanowi trzon przewodnicki, ustalają cel dzisiejszej eskapady. I nie są to bynajmniej  Wrota Chałbińskiego, no cóż może za rok...Dziś idziemy do Zbójnickiej Chaty w Dolinie Starolesnej  (Velka Studena Dolina).

        Nasz bus rusza jedziemy,przed nami ponad godzina drogi która o tej porze roku dostarcza raczej mrocznych wrażeń ku uciesze tych którzy by to jeszcze pospali.. Pogoda no cóż, też raczej nie napawa optymizmem, no ale jechać trzeba jakoś to będzie.. i tak mijamy Jurgów, a więc wkraczamy w Słowacki kraj gdzie pomału noc zaczyna ustępować dniu, a pogoda dalej swoje..

Jedziemy drogą Wolności przez Kieżmarskie Żłoby po naszej prawej Dolina Białej Kieżmarskiej Wody troszkę wyżej Niżna Rakuska Przełęcz 1522,Mała Rakuska Czuba 1558,Rakuska Czuba 2038 Łomnica ze swoją imponującą Zimową infrastrukturą dalej Tatrzańska Leśna, gdzie swój początek bierze (Studena Dolina) dolina Zimnej Wody. Wciąż drogą wolności przez górny Smokowiec dojeżdżamy na parking dobrze nam znany w Starym Smokowcu. Z stąd początek bierze nasza górska wycieczka. Najpierw walczymy z oblodzeniem, które zapewne wywołał padający deszcz na spółkę z niską temperaturą. Przemierzając tą urokliwą miejscowość docieramy do startu kolejki linowo terenowej na (Smokowieckie Siodelko) czyli  Hrebienok. Po naszemu (Smokowiecka Gubałówka), który znajduje się w masywie Sławkowskiego Szczytu. Tutaj zaczynamy piąć się łagodnym zboczem by po paru chwilach znaleźć się na wspomnianym siodełku, w miarę pokonywania wysokości pogoda jakby zaczęła się poprawiać co też jest sporym plusem. Docieramy do górnej stacji kolejki, gdzie Andrzej  po krótkiej sesji zdjęciowej z miejscową maskotką niedźwiedzia zarządza przerwę śniadaniowa, to tu ładujemy akumulatory, czyli zaliczamy pierwszy posiłek by po kilkunastu minutach ruszyć dalej przed siebie tam gdzie nasz cel. Obchodząc z lewej strony nieco ponad Bilikovą Chatę idziemy szerokim wygodnym chodnikiem by po kilku set metrach dotrzeć do rozdroża. Kierując się nieco na lewo wchodzimy niebieskim szlakiem w lesisty teren, obchodząc wielkie głazy, które wyglądają jak by wrota. Przecinając co rusz Staroleśny Potok pniemy się stopniowo ku górze pokonując tarasowate ukształtowanie terenu. Warto tu wspomnieć, iż mimo wzmagającego się wiatru pogoda pozwalała na podziwianie piękna wysokogórskiego krajobrazu. Po prawej stronie Zimnowodzka grań z jej trzema głównymi częściami: Ciemniastą Turnia 2258, Kościoły (Wielki 2151,i Mały 2095) oraz Rywociny (Wielka Rywocińska Turnia 1888). Po lewej stronie wspomniany wcześniej masyw Sławkowskiego Szczytu 2452,  a tu na uwagę zasługują liczne cieki w żlebach, które w zimie zamieniają się w raj dla Drytoolowców czyli zimowych Łojantów.  Lodospady bo o nich tu mowa, oprócz areny kozaków z dziabami są również pięknem dla nas górskich piechurów. Można by się tak rozpisywać, ale dalej też jest pięknie i ciekawie. W górnej części doliny  po prawej stronie Pośrednia Grań 2441, a dalej Zółty Szczyt 2385. Idąc stromym nieco eksponowanym lecz dobrze ubezpieczonym (łańcuchy) odcinkiem docieramy do kolejnego mostka.  Przekraczając ów mostek obchodzimy stromą ścieżką Warzęchowy Stawek 1835, który znajduje się w Warzęchowej Kotlinie. Wiatr się zmaga tu i ówdzie wieje z prędkością ponad 100 km/h. Krajobraz piękny wysokogórski.  Kosówka i limby przykryte śniegiem, a my dalej pniemy się w górę. Zatrzymani przez naszego przewodnika odwracamy się by znów dowiedzieć się czegoś ciekawego o otaczającej nas scenerii. I tak przed nami odsłania się Strzelecka Turnia 2130, a pod nią taras Niespodziewany Ogródek z Niespodziewanymi Stawkami a za nimi plejada gwiazd czyli : Czerwona ławka wraz z odcinkiem trasy, Mały Lodowy Jaworowy Szczyt 2418, Sokola Turnia 2340. Przed nami jeszcze trochę podejścia zmagania się z wiatrem i już obchodząc Długi Staw dochodzimy do celu naszej wycieczki czyli Zbójnickiej Chaty 1960 m n.p.m. Tutaj po pamiątkowym zdjęciu grupowym i nieopisanej euforii jaka towarzyszy zawsze gdy docieramy do celu udajemy się na zasłużony posiłek do schroniska. Atmosfera cudowna, rozmowy, rozważania i kolejne plany na następna wycieczkę…. chwilo trwaj!!!. Trzeba tu jednak dodać, że galeria tatrzańskiego krajobrazu zapierająca dech w piersi  urzeka swym majestatem. Oczy skierowane są we wszystkie możliwe kierunki, a zmysły łakną tego piękna, pragną zapamiętać tę chwile i zabrać te góry ze sobą w doliny. Dają ukojenie dla zmysłów zmęczonych codzienną tułaczką po byt. Po chwilach relaksu musimy wracać bo przed nami jeszcze droga w dół.. Teraz idziemy z wiatrem, lecz chyba silniejszym od tego gdy wychodziliśmy do góry. Pogoda też już słońcem nas nie raczy, no ale dzielni MOKOWCY zaopatrzeni w raki i licznie zdobyte doświadczenia wysokogórskie, wiedzą jak poruszać się w tym trudnym terenie, i jak skutecznie pomóc tym którzy doświadczenia dopiero nabierają (Dziękuje wam!!!).Schodząc w dół doliny raczej podziwiamy swoje nogi niż otaczający nas krajobraz tak że, droga szybko nam mija. Jednak co jakiś czas  stajemy by niektórzy mogli poskromić te uparte i krnąbrne raki Rysia. Tu też można, a nawet trzeba zauważyć wspaniałą postawę kolegów z grupy którzy to chętnie śpieszą koledze z pomocą. Docieramy wreszcie do Polany Staroleśnej  1300 m n.p.m, gdzie niegdyś znajdowało się prężnie działające schronisko górskie Pod Kozicą (Kamzik) rozebrane w latach 1979-1980. Tuż obok niego stoi niewielka chatka którą zbudował Johan Georg Rainer od którego ów miejsce bierze swoją nazwę. Dziś Peter Petras górski tragarz (Noszic), który w 1997 r. wydzierżawił budynek od TANAP-u prowadzi tu skromny bufet oraz informacje turystyczną jak również muzeum Tragarzy Tatrzańskich. Po krótkim postoju w Rajnerowej Chacie i pamiątkowym wpisie do księgi gości ruszamy dalej by po paru chwilach dotrzeć do Hrebienioka. I tu kolejna atrakcja na naszej dzisiejszej drodze. Krótki koncert harfistki wśród lodowych figur  które zostały wykute oraz otoczone lodowym murem, a wszystko to zamknięte w klimatyzowanej kopule. Po krótkiej chwili ruszyliśmy dalej by  wraz z goniącym nas zmrokiem dotrzeć do naszego busa, który czekał na nas na umówionym parkingu. Wsiadamy, a nasze myśli mieszają się w głowach… radość, że dotarliśmy do celu i smutek , gdyż to już jest koniec dzisiejszej wyprawy, nadzieja że czas szybko minie i znów razem gdzieś ruszymy...Jeszcze droga do domu, jeszcze chwile opadających emocji i dojeżdżamy na parking w Jordanowie. Tu po paru ciepłych słowach oraz krótkich życzeniach świątecznych, żegnamy się by po Nowym Roku znów  spotkać się na kolejnej wyprawie. Zapraszam wszystkich do foto galerii z wycieczki oraz dziękuje serdecznie za wspaniałą atmosferę.      

                           

                                                                                      uczestnik wycieczki Tomek.