galeria zdjęć

     

        „Wielu wysokogórskich szaleńców wdrapuje się na wierzchołki gór z czystej potrzeby serca, chęci zdobywania, pragnienia, które dla innych jest niezrozumiałe……”

 

            Niedzielny ranek  31 stycznia 2016r i godz. 6.00.Wookoło ciemno, jest środek  zimy i pada deszcz. Na jordanowskim rynku czeka grupa turystów z MOK Jordanów,  by skoczyć tym razem na Babki w Słowackich Tatrach Zachodnich. Jest to już trzeci wypad w historii MOK, a mój czwarty. Granicę mijamy w Suchej Górze, dalej przez Oravice, Przełęcz Huciańską, Zuberec, zdążamy do Bobrowca. Z upływem drogi zmienia się aura. Na Przełęczy Huciańskiej zimowo i ślisko. Dalej wzdłuż Liptowskiej Mary i w Kotlinie Liptowskiej wiosennie. Mimo ciężkich, ciemnych chmur przeganianych przez wiatr, widać pięknie ośnieżony nasz cel  i sąsiadującą grań.

          Marsz rozpoczynamy z wysokości 700 mnpm od Wapiennika Bobrowieckiego za niebieskimi znakami. Tradycyjnie zachodzimy do kaplicy  Matki Bożej Siedmiu Boleści Syjońskiej Góry. Kończy się kiepski asfalt i podchodzimy stromo lasem, co traktujemy jako rozgrzewkę aż do wiaty na wysokości 1220mnpm.Tu dochodzą zielone znaki i będziemy za nimi podążać. Głodomory domagają się śniadania, więc zatrzymujemy się na krótki posiłek. Częściowo ośnieżoną nartostradą a częściowo lasem idziemy dalej za podwójnymi znakami. Momentami prószy drobny śnieżek  a  i prześwieca słońce. Kończy się las i zaczyna zabawa  w kosówce, bo jest więcej śniegu. A ścieżka wznosi się stromo w górę .W chwilach oddechu podziwiamy ośnieżone drzewa i kontrastujące niebo z nisko zawieszonymi, ciemnymi chmurami. Przewalające się chmury i opierające się o nie promienie słoneczne tworzą niepowtarzalne widoki zapierające dech w piersiach. I szczytujemy na Babkach 1655mnpm. To jeden z ostatnich szczytów słowackich Tatr Zachodnich, leżący w zakończeniu południowej grani biegnącej od Siwego Wierchu w stronę Liptowa. Nazwa tego szczytu pochodzi prawdopodobnie od grupy kilku skałek w grani przypominających trzy kobiety w strojach ludowych  Masyw rozlega się pomiędzy Dolinami: Jałowiecką i Suchą Silelnicką oraz  Guniową. Jak zwykle przyjmujemy gratulacje od przewodnika i delektujemy Rysiowymi ciasteczkami, który ma dzisiaj okrągły jubileusz. Piękne panoramy ośnieżonych, szczytów, tuż nad nimi lub na nich ciężkie ciemne chmury, przesuwające się i odsłaniające dalsze szczyty. Blisko nas, Kopa, Ostra, zasnute same wierzchołki Tatr Zachodnich . Z drugiej strony tylko część Niżnych Tatr, Mała  Fatra, Wielka Fatra i Kubińska Hola.W dole częściowo zamarznięta Liptowska Mara i podświetlona Kotlina Liptowska. W dole też pobielone lasy Doliny Jałowieckiej, a nad nią Rozsocha i Trnac. Z drugiej strony widać cześć Jeziora Orawskieg i Dolinę Suchą Sielnicką. Otaczają nas takie widoki, że długo je można było podziwiać. Kontrastu dodają ołowiane chmury podświetlone słońcem. Mimo, że wieje postanawiamy zgodnie iść dalej i wyżej. Schodzimy na Babkową Przehybę 1491 mnpm, aby znowu piąć się  w górę na Małą Kopę. Trawersujemy Wielką Kopę  by dojść na Przełęcz zwaną Przedwrocie 1585 mnpm. I pozostaje nam przetrawersować początkowo zbocze Ostrej, by stromo wyjść na szczyt. A to dopiero jest wyzwanie i zaczyna się zabawa. Nasi dzielni i mocni "przodowi" tj. Andrzej i Piotr torują ścieżkę wpadając po pośladki w śnieg. Krok po kroku wpadając  w dziury, mozolnie ale za to wytrwale pniemy się w górę. Nawet niektóre najmocniejsze kijki ulegają skrzywieniu.

        Przed godz 13-ą Ostra 1764mnpm jest nasza. Znowu przepiękne widoki, wynagradzają trudy podejścia. Panoramę wzbogaca  pobliski Siwy Wierch, odkryły się całe Niżne Tatry z Chopokiem, Wielka Fatra, Pogórze Choczańskie z Choczem i Kubińska Hola, a   z tyłu za nami Rasoha i Łysiec. Jakiś czas zabawiamy na szczycie delektując się otaczającą nas naturą. Musimy jeszcze raz pokonać pozostawione dziury w śniegu i dojść do  Przełęczy Przewrocie. Potem to już „bułka z masłem”, bo za niebieskimi znakami  przez polanę Czerwieniec zbiegamy do Chaty pod Narożym. Tam musimy się zadowolić biwakowaniem na tarasie dopijając resztki gorącej herbaty, bo chata zamknięta. W drodze powrotnej zachodzimy nad Mnichowy Żleb, by podziwiać urwiska Mnicha i Sokoła. Po krótkim czasie zamyka się nam kółko przy do wiacie, gdzie rano jedliśmy śniadanie.                                                                       

      Zmęczeni po przejściu ok. 14km ok. 1150 metrów podejścia, ale szczęśliwi wracamy do domu. Chmury dodają górom wiele uroku, owiewają tajemniczością, ale też zasłaniają przecudne, górskie szczyty….. A było bajecznie, wesoło i pachniało wiatrem i przestrzenią.... I nawet aura nie zawiodła.                                                                                                                               

                                                                                                         Zapraszam do galerii.               uczestnik -  Janina Filipek