galeria zdjęć

                                 

„ Z kopyta kulig rwie”
 
Ciągną, ciągną sanie, góralskie koniki

    Hej, jadą w saniach panny, przy nich janosiki - tak śpiewali Skaldowie…

 

Kończy się karnawał i czas zabaw, więc zgodnie z tradycją MOK Jordanów 7 lutego nadeszła pora na kulig. Kochający kulturę i rozwijający swoje pasje przy jordanowskim ośrodku,w niedzielne południe wyjechali na imprezę do Zawoi. Wprawdzie jest środek zimy, ale ze śniegiem kiepsko. Z parkingu "Zawoja Wilczna" wozami zaprzężonymi w dziarskie konie jedziemy przez jedną z najdłuższych miejscowości w Polsce. Nad Babią Górą wisi czarna czapa ciężkich chmur, wieje bardzo silny wiatr zrywając nam kaptury z głów, a drzewa uginają się w pokłonach. Drogi są czarne, ale wokoło leży trochę śniegu, a stoki Królowej Beskidów są pobielone. Zapada wieczór,.. wiatr daje się we znaki. Mijamy oświetlony wyciąg „Wojtek” po którym szusują narciarze. Od startu kuligowego orszaku przez całą drogę towarzyszą nam głośnie i wesołe śpiewy dochodzące z wozów. Nawet fiakier Józek trzymając mocno lejce nam wtóruje. Śmiech i radość dominuje nad zasnutą Babią Górą. Ze względu na silny wiatr nie możemy zapalić pochodni. „Jademy, jademy – drózecki nie wiymy, ale ludzie wiedzo – to nam uopowiedzo”….tak głosiła jedna z naszych góralskich przyśpiewek :).
Kto jeszcze nie wybrał się do Korony Ziemi w Zawoi, to szczerze zachęcam. Znajdują się tu makiety najwyższych 9 szczytów z różnych kontynentów, zaliczonych do Korony Ziemi. Warto je zobaczyć i poczuć smak himalaizmu.
I tak oto dotarliśmy pod oświetlony wyciąg w Czatoży i nadszedł czas na palenie ogniska, ale tym razem pod wiatą, bo na wolnym powietrzu jest to nie możliwe. Gromadzimy się więc w drewnianym szałasie i tu smaży się kiełbasa i grzeje wino w kociołku. Rozlega się śpiew i oczywiście nasz dyrektor Janek przygrywa na akordeonie. Wszyscy uczestnicy grzejąc się przy ogniu bawią się wesoło śpiewając znane biesiadne piosenki.
Po poczęstunku ponownie wsiedliśmy na wozy, by już w ciemnościach dojechać do karczmy „Tabakowy Chodnik”. Tu dopiero rozpoczęła się integracja i prawdziwa zabawa w stylowej, regionalnej atmosferze :). Śpiewom i tańcom nie było końca. Czas jednak nieubłaganie uciekał i o 23.00 musiał zostać okrzyknięty koniec zabawy. Zdyscyplinowani zapakowaliśmy się do autokaru i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zabawa była przednia i wieczór bardzo udany. Kolejna, piękna impreza MOK- u dobiegła końca. Dziękujemy organizatorom za kultywowanie tradycji i mile spędzony czas w dobrym towarzystwie.

 

A było wietrznie, ciemno i bajecznie :)……

 

Może galeria zdjęć odda choć trochę tej fantastycznej atmosfery - zapraszam.