galeria zdjęć

 

        „ Góry uczą smaku rzeczy prostych, takich, których nie doceniamy”.         Stanisław Biel

 

        Walentynki, 14 luty 2016r tradycyjna godz.6.00 i kolejna wyprawa zakochanych w górach  z MOK Jordanów. Grupa jak  zawsze odpowiednio przygotowana do warunków zimowych. W dniu dzisiejszym planowaliśmy Trzydniowiański Wierch, ale ze względu na ogłoszoną trójkę lawinową  zmieniamy trasę. Bezpieczeństwo i rozwaga są najważniejsze, dlatego ruszamy na Rusinową Polanę i Gęsią Szyję. A co będzie dalej zobaczymy. Początkowo pogoda nie zapowiada się dobrze, niebo zasłonięte jest ciężkimi chmurami aż po rejon Bukowiny Tatrzańskiej. Po wzniesieniu się wyżej zmienia się całkowicie świat. Piękne wschodzące słońce i panorama ośnieżonych Tatr. Ruszamy z Wierch Porońca -1105mnpm za zielonymi znakami. Jest to najłatwiejszy wariant dojścia , zwłaszcza w zimie do Rusinowej Polany. Wygodna ścieżka prowadząca przez las z małymi  widokowymi polanami na Tatry. Nie możemy się oprzeć i fotografujemy przepiękne panoramy . Mijamy Goły Wierch, który wcale nie jest goły a zalesiony i spacerkiem dochodzimy do Rusinowej Polany-12010mnpm. Widoki stawiają nas w osłupienie. Co chwila z naszych ust padają słowa - ale tu pięknie, ale wspaniale, ale cudownie !!! Ale jak ma być inaczej, skoro jak na tacy mamy wyłożone Tatry Bielskie i Wysokie, a pogoda stwarza nam wspaniałe warunki do ich konsumpcji. Podziwiamy kolejne szczyty począwszy od Nowego Wierchu, przez Hawrań, Murań, Płaczliwą Skałę, Szalony Wierch w Tatrach Bielskich, dalej Jagnięcy Szczyt, Kołowy Szczyt , Czarny Szczyt ,Baranie Rogi, Lodowy Szczyt, Czerwona Skała, Szeroka Jaworzyńska, Gerlach, Kończysta, Młynarz, Ganek, Wysoka, Rysy , Mięguszowieckie  Szczyty w Tatrach Wysokich. Śnieg skrzy się ,aż razi w oczy. Na polanie stoi kilka ulepionych bałwanków ,co tej  zimy jest rzadkością. Przewodnik zarządza odpoczynek, by posilić się nieco i delektować pięknem. Następnie schodzimy do kaplicy na Wiktorówkach. To obiekt kultu Maryjnego na Podhalu. Kaplicę zbudowano    w stylu zakopiańskim w 1936 r. Wg legendy tu właśnie pojawiła się Matka Boża Marysi Murzańskiej-14 letniej pasterce. Pokłoniliśmy się Matce Bożej Jaworzyńskiej, Królowej Tatr. Andrzej przypomniał nam postacie zmarłych "Ludzi Gór". Mogliśmy zobaczyć  pamiątkowe tablice umieszczone wokół kaplicy. Uduchowieni  możemy  teraz  spokojnie wyruszyć dalej. Wracamy na Rusinową Polanę, by rozpocząć trawers  stromego podejścia na Gęsią Szyję, po śladach narciarzy. Brniemy po kolana w śniegu, co rusz oglądając się i podziwiając piękno zimy w górach.  

      Jest  i  Gęsia Szyja - 1489mnpm, a dlaczego gęsia? Bo długa i wysoka – jak to mawiali górale. To bardzo ciekawy szczyt, z wypiętrzonymi dolomitowymi skałkami. Gratulacje od przewodnika, zważywszy, że to najwyższy punkt naszej trasy i ciasteczka. Ponownie podziwiamy przepiękne widoki Tatr Bielskich, Wysokich, Wołoszyny, Krzyżne,Koszystą, Kasprowy Wierch, Czerwone Wierchy  i Giewont. Widać też Pilsko,  Babia Górę, Słowacką Magurę, Gorce, Pieniny. Na graniach mocno wieje, bo widzimy unoszące się tumany śnieżnego pyłu. Dodatkowo ostre słońce tworzy piękne efekty świetlne. Zbieramy się do zejścia w dół przez Przysłop Waksmundzki. Na Równi Waksmundzkiej -1407mnpm  krzyżują się szlaki do Murowańca, Roztoki i Psiej Trawki. Pogoda wyśmienita, wiec po krótkiej naradzie  decydujemy o dalszej wędrówce do Doliny Gąsienicowej  i schroniska Murowaniec.    I tak wędrujemy przez polany, lasy, w górę i w dół  klucząc między powalonymi drzewami. Po drodze  z boku  pojawia się Żółta Turnia. W lesie jest znacznie więcej śniegu, wiec wpadamy w dziury po pośladki. Droga dłuży się i pada  nawet pytanie „czy daleko jeszcze”? Z boku dochodzą  żółte znaki od Przełęczy Krzyżne. Po jakimś  czasie, już trochę zmęczeni , oddychamy z ulgą , bo widać zabudowania schroniska. Tu zastajemy walentynkowy , gwarny  tłum turystów. Mocna kawa stawia nas na nogi. Dzielimy się wrażeniami i wymiatamy zawartość  z plecaków.  Za oknami wiatr targa drzewami, czyli  już  z grani zszedł wiatr w dół. Chętnie byśmy jeszcze posiedzieli , ale smagane wiatrem drzewa nie wróżą nic dobrego. Za niebieskimi znakami mijamy” Betlejemkę” , podchodzimy pod Przełęcz między Królowymi Kopami Małą i Dużą, by dalej przez Boczań zbiec do Kuźnic. Na przełęczy dopada nas huraganowa zawieja, bijąc w oczy zlodowaciałym śniegiem. Ale dajemy radę  i  już w lesie jest spokój. A z Kuźnic to już  rzut beretem. Kolejna piękna  i  walentynkowa wyprawa dobiegła końca. Przeszliśmy 18 km przy niewielkim wprawdzie przewyższeniu ok. 700m, ale za to w trudnych warunkach zimowych. W dniu dzisiejszym skorzystali także fotograficy, bo pod względem fotograficznym zima jest niezwykłą porą roku. Absolutny minimalizm barw i surowość krajobrazów urzekają swą prostotą. I warto czasem zatrzymać się, by uchwycić  te niepowtarzalne chwile. Satysfakcja i  niezapomniane wrażenia pozostaną na długo w pamięci. A zmęczenie - to tylko szczegół…..

                                          Zapraszam do obejrzenia fotek w galerii. 

                                                                                                     Janina Filipek