galeria zdjeć 

 

       Każde góry mają swój wyjątkowy urok i jest pięknie, ale Tatry są inne, wysokogórskie,  jedyne takie…….

 

        Dziś  28 luty 2016 r  i  turyści z MOK Jordanów mając na względzie  warunki  w górach  zamierzają zdobyć  kolejny raz  tylko Trzydniowiański Wierch. Jest godz.6.00, gdy  na jordanowskim rynku zwarci, przygotowani do zimowej wędrówki oczekujemy na wyjazd. No, ale dziś jedna turystka spała za długo i solidarnie grupa oczekiwała na jej pospieszne przybycie. Do Doliny Chochołowskiej docieramy szybko, po drodze  obserwując  budzący się dzień. Nieśmiało próbuje wzejść słońce ale reszta świata jest zachmurzona. Dolina Chochołowska i Siwa Polana to znane nam miejsca. Nawet  jest pogodnie  i trochę ślisko. Mamy  w grupie nowych turystów, wiec przewodnik Andrzej  przypomina nam  miejsca, które mijamy  w monotonnym marszu. Dodam, że nie ma tu zbyt wielu atrakcji krajobrazowych, ale trasa jest środkiem do celu. Mijamy Siwiańskie Turnie, Polanę Huciska, Wywierzysko Chochołowskie, Niżną Bramę Chochołowską /tablica poświęcona  ks. Józefowi  Kmietowiczowi - przywódcy Powstania Chochołowskiego/  i Wyżną Bramę Chochołowską. Już tu zawiewa zimny wiatr. Przed nami majaczy ciemny, Wielki Kopieniec. Cichutko szemrze potok. Odbijamy za znakami czerwonymi z doliny na Polanę Trzydniówka. Jesteśmy już głodni, więc czas na posiłek. Rzucamy okiem na Bobrowiec i  i Grzesia. Początkowo jest niewiele śniegu i przecieramy ścieżkę.  W Tatrach od wczoraj obowiązuje dwójka , a o zagrożeniu ostrzega nas „łapka”. Rozpoczyna się właściwa mozolna wędrówka. Podejście  Krowim Żlebem jest męczące i wyczerpujące, więc krok po kroku podążam w górę. W miarę podchodzenia na Kulawiec coraz bardziej zawiewa i jest więcej śniegu. Wyżej otwiera  się nam część widoków. Jest  rozłożysty Kominiarski Wierch, Iwaniacka Przełęcz, grań Ornaków  i kawałek Gładkiego Upłazu. Z drugiej strony paraduje Bobrowiec z przełęczą, Mnichy Chochołowskie  i Osobita. Już dostrzegamy  cel naszej wyprawy. Na grani wieje  niemiłosiernie i bije w oczy śniegiem i lodem. Otulamy się więc maskując oczy i nosy, by mozolnie dwa kroki do przodu   i krok do tyłu zdobywać wysokość. Trzeba się  jeszcze mocno zapierać kijkami, aby nie odfrunąć. Choć częściowo możemy wyobrazić sobie, co przeżywają zdobywcy wysokich gór.

        No i wreszcie jest cel wyprawy - Trzydniowiański Wierch /1758 mnpm/. Nawet paparazzi  ma problem, by  strzelić fotkę i oczekuje na oddech wiatru. Więc grupówki  mamy zrobione jakoś „bokiem”. Zbijamy się  w gromadkę, aby maksymalnie osłonić jeden drugiego. Przed nami góruje Czubik i  z boku  Jarząbczy Wierch. Widać też część Rakonia, Długi Upłaz i kawałek Polany Chochołowskiej. Niestety nic nowego nie jest  dane nam podziwiać.  W rejonie Starorobociańskiego  zalega ciemność i szleje zadymka. W dole z jednej strony Dolina Starorobociańska, z drugiej Jarząbcza a pod nami Dolina Ptasiniec. Szybkie  gratulacje i ciasteczka od Rysia, mimo, że jest dzisiaj nieobecny. I cóż , trzeba zmiatać w dół, bo zimno i  panoszy się wiatr do 100 km/godz. Schodzimy w dół  Doliną Jarząbczą  w smagającym nas po twarzach wietrze. Już niżej jest cicho i spokojnie. Wchodzimy na szlak papieski  i odwiedzamy  miejsce upamiętniające pobyt Jana Pawła II w dniu 23 czerwca 1983r.Znajduje się tu góralska kapliczka i głaz ze słowami papieża: ,, Mogłem w dniu dzisiejszym spojrzeć z bliska  na Tatry i odetchnąć powietrzem mojej młodości”. Po dojściu do schroniska delektujemy się tamtejszymi specjałami  i gasimy  wielkie pragnienie. Czas ucieka na miłej dyskusji i  rozważaniach o  sytuacji na grani. Potem spacerkiem znowu przemierzamy całą dolinę ale już po roztopionym śniegu  i  w błocie. W dniu dzisiejszym przeszliśmy  21km  i 900 metrów w ciągłym pionie. Ten Krowi Żleb zawsze kojarzy mi się z trudem i mozołem. A wiejący na grani wiatr i zadymka to standard podczas naszych zimowych wyjść. Doświadczyliśmy trudu mierząc się z wymagającą , zimową aurą  i  radząc sobie doskonale. No cóż, tradycyjnie było fantastycznie. Uczestnicząc w wyprawach górskich MOK stwierdzam niebywałą, serdeczną  atmosferę ,  profesjonalizm organizacji imprez i jak na razie dopisujące zdrowie. Są  rozmowy, rozważania  i kolejne plany na następną wycieczkę…. chwilo trwaj!!!. Oby tak dalej…. !!!

                                                Zapraszam do galerii.                                                 Janina Filipek