galeria zdjęć

     

„ Każde góry mają swój wyjątkowy urok i jest pięknie, ale Tatry są inne, wysokogórskie, jedyne takie…..”


       Bardzo wczesny ranek w dniu 03 kwietnia 2016r, tydzień po zmianie czasu. Ludzie pełni pasji, pokory i szacunku do potęgi tatrzańskiego piękna, czyli turyści z MOK Jordanów, zamierzają dziś przejść Czerwone Wierchy w warunkach jeszcze zimowych. Zagrożenia lawinowe i ogólne warunki w Tatrach nie pozwoliły w tym roku zdobyć tej grani. Zapowiada się piękny słoneczny dzień, co już dostrzegamy w drodze do Zakopanego. Dojeżdżamy na Gronik /940mnpm/ i rozpoczynamy marsz od wlotu do Doliny Małej Łąki, by podążać za żółtymi znakami, które przez pewien czas idą z niebieskimi na Przysłop Miętusi. Najpierw lasem, wygodną ścieżką, troszkę miejscami pokrytą lodem, wzdłuż Małołąckiego Potoku. Ale dajemy radę bez ostrych zębów. Delikatnie wznosimy się w górę, ale bez odczuwalnego zmęczenia. Jest i rozdroże i niebieskie znaki oddzielają się. Wędrując przez las reglowy pniemy się coraz wyżej i osiągamy skraj Wielkiej Polany Małołąckiej /1170mnpm/, która wita nas rozświetlonym słońcem. Tu przecinamy ścieżkę nad reglami i czarne znaki. Wokoło wytopiony śnieg i tylko czekać jak pojawią się krokusy. Piękna dolina, a na wprost urwiste ściany Wielkiej Turni w masywie Małołączniaka. Bardziej na lewo widać również Giewont. Ponieważ przed nami nie lada wyzwanie, więc siadamy do śniadania. Dalej przemierzamy dno doliny, by odbić w lewo i znowu wspinać się najpierw przez las a wyżej Głazistym Żlebem. Podziwiamy Mnicha Małołąckiego w masywie Kopy Kondrackiej czyli Dziadka i Babkę. Jest bardzo stromo, więc w grupkach po 5 osób w odpowiednich odstępach ostrożnie i powoli robimy wysokość po zmrożonym śniegu. Na razie raki są zbędne. Pięknie paraduje krzyż na Giewoncie na niebieskim tle. Nad nami pasie się stado kozic. Pod przełęczą kluczymy trochę po trawie, trochę po śniegu i wychodzimy na Wyżnią Przełęcz Kondracką /1765mnpm/.

     No cóż, Giewont na wyciągniecie dłoni – więc jak tam nie wejść? Mamy dobry czas i zapas sił…. Więc ochotnicy łącznie ze mną zabieramy tylko raki i w górę za niebieskimi znakami. Po kilkunastu minutach czyli w rekordowym czasie jak to określił kolega i bez przeszkód stajemy na Giewoncie /1909mnpm/. Widoki zapierają dech w piersiach, więc chłoniemy je wraz z górskim powietrzem.”Człek aż siadł i w zadumę wpadł”…..Ale panoramki zapodam nieco później. Przy zejściu na przełęcz dla bezpieczeństwa zakładamy zębate buty. Już całą grupą / 26 osób/ opuszczamy się na Przełęcz Kondracką/1723mnpm/. I za żółtymi znakami znowu powoli i mozolnie pniemy się w górę na Kopę Kondracką. Zaczyna dokuczać nam wiatr, ale generalnie jest ciepło i pięknie. Słońce mocno przygrzewa, oślepiając promieniami odbijającymi się od śniegu. Kopa Kondracka /2005mnpm/ jest nasza około godz. 11-ej. Fotograficy bez opamiętania pstrykają, bo jest i co fotografować. Przewodnik z precyzją przedstawia panoramy: jak na dłoni mamy Kopy Liptowskie, Kasprowy, Beskid, Skrajna i Pośrednia Turnia, Świnica, w lewo bliżej Kościelce, z tyłu Granaty, Koszysta a w oddali Lodowy, Mięguszowieckie z Rysami, na prawo od Świnicy za Kopami Krywań, przed nim Mur Hrubego, Koprowy, w prawo Niżne Tatry z Kralovą Holą, a blisko Małołączniak i Krzesanica. Jeszcze Tatry Zachodnie od Brestovej po Banikovski, Tomanowa, Smreczyński, dalej Kamienista, Szeroka Przełęcz Pyszniańska, Bystra z Błyszczem, za nimi w prawo Starorobociański, Rohacze, Wołowiec, bliżej Jarząbczy, Ornaki, Trzydniowiański z boku Rakoń i Grześ, Kominiarski, Osobita. Widać pasmo Pilska, Babiej Góry, Policy, Jezioro Orawskie i w dole Zakopane z Gubałówką. Jeszcze pozostał Giewont i Tatry Bielskie. Odpoczęliśmy, wiec ruszamy graniowymi, czerwonymi znakami przez Małołącką Przełęcz /1924mnpm/ na Małołączniak /2096mnpm/. Słońce operuje i pod nogami przesypuje się kasza. Widzimy też z perspektywy różowo- brązowo-żółte plamy na śniegu. To ponoć kolorowy piasek nadmuchany z nad Sahary. Znowu zbiegamy na Litworową Przełęcz /2037mnpm/, by piąć się na Krzesanicę /2123mnpm/.Co rusz, to rozbieramy się z cebulek, to znowu zakładamy ubrania. A jest i tak, że idziemy w krótkim rękawku. Wreszcie Rysio wyciąga arsenał ciasteczek okolicznościowych i uzupełniamy kalorie. Schodząc ponad skrzesaną ścianą , podziwiamy kocioł Doliny Mułowej i wiszące nawisy śnieżne. Korzystamy z bezwietrznej ciszy na Przełęczy Mułowej /2067mnpm/ i rozsiadamy się na dłuższy odpoczynek. Pozostał nam ostatni szczyt Ciemniak /2096mnpm/, na który wychodzimy bez wysiłku. Panorama poszerza się o Małą Fatrę i Rozsutce, pod nami Twardy Upłaz, Chuda Przełączka i Chuda Turnia. Tam właśnie schodzimy, by zimowym wariantem szlaku przez zasypaną kosówkę zejść do Pieca, oczywiście zapadając się po kolana w śniegu. Praktycznie kończy się śnieg, więc suchą nogą przemierzamy Adamicę ,Polaną Zahradziska, Kirę Miętusią w Dolinie Kościeliskiej aż do Kir. 
         I tak tym oto sposobem przewędrowaliśmy całe pasmo Czerwonych Wierchów, a dodatkowo wstąpiliśmy na Giewont. Z natury łagodne, a jakże niebezpieczne z powodu urywających się nagle ścian. Tu należy wspomnieć Aldonę. Obserwowaliśmy też kilka świeżych lawinek i skiturowców. Oczywiście już na dole była „krokusomania”. A tej pięknej niedzieli przeszliśmy 18.5 km przy deniwelacji 1600m. Czyli wykonaliśmy plan maxi plus. A raki były użyteczne jedynie na Giewoncie. Zatem gratuluję wszystkim i samej sobie hartu ducha oraz wspaniałej atmosfery. Widoki były nieziemskie, wiec jak tu nie kochać Tatr? 
Zakładam, że galeria zdjęć odda uroki tego dnia. 

                                                                                                                          Janina Filipek