galeria zdjęć

 

              

                              „W górach nie ma granic, tam się szuka wolności”  - Krzysztof  Wielicki     

                

         Turyści MOK Jordanów w dniu 17 kwietnia 2016r znowu wyrusza ją w Tatry. W planie jest  Starorobociański  Wierch, ale specyficzne podejście od Siwych Skał i warunki w Tatrach mogą nam pomieszać dziś szyki. Na razie zapowiada się piękny dzień , ale prognozy są nawet deszczowo-burzowe. W drodze podziwiamy ośnieżone, podświetlone słońcem szczyty Tatr. Przemierzamy  „suchym butem”  Dolinę Chochołowską od Siwej Polany , spoglądamy na  Siwiańskie Turnie, jest i Polana Huciska, Niżna Brama Chochołowską, jaskinie: Zbójecka Dziura, Rybia i Mała i Wyżnia  Brama Chochołowska. Przed nami majaczy ciemny, Wielki Kopieniec. Szumi nieco wezbrany Potok Chochołowski. Już tu na dole odczuwamy mocne powiewy wiatru, wiec co będzie na grani? W czasie krótkiego odpoczynku Andrzej przedstawia nam aspekty za i przeciw odnośnie naszego celu wyprawy. Proponuje też wariant zastępczy tj: Grześ, Rakoń  a może Wołowiec? Wiemy też, że w dniu poprzednim zeszła samoistnie lawina z Kościelca. Następuje demokratyczne głosowanie i decyduje rozsadek, bo bezpieczeństwo w górach jest najważniejsze. Idziemy  na Grzesia i dalej. Na Polanie Chochołowskiej kwitną jeszcze krokusy. Podziwiamy stoki Bobrowca z Mnichami. Mamy też przed sobą jak na dłoni grań: Grześ, Rakoń i Wołowiec, Jarząbczy  i masyw Kominiarskiego. W schronisku Chochołowskim /1146mnpm/ zatrzymujemy się na krótkie śniadanie. Za żółtymi znakami podchodzimy na Grzesia. Ścieżka jest sucha , tylko wyżej momentami w lesie pojawia się lód. Od Przełęczy Bobrowieckiej  dochodzą niebieskie znaki. Po wyjściu z lasu trawersujemy stok w pięknym słońcu i nad nami rozpościera się lazurowe niebo. Im jesteśmy wyżej ,tym wyłaniają się piękniejsze widoki. Jest niewiele śniegu, więc  z łatwością  zdobywamy szczyt  już przed godz11-ą . Tu już naprawdę wieje. 

        Grześ - 1653mnpm, więc są tradycyjnie gratulacje i grupowa fotka. Chowamy się pod kosówka, aby ugasić pragnienie. Mamy powalającą  na kolana panoramę. Przewodnik przybliża nam historię stojącego na szczycie krzyża. Dalej za niebieskimi znakami na ruszamy na Rakoń  przez  Łuczniańską  Przełęcz -1602mnpm, Długi Upłaz - czyli dwa niewiele wyróżniające się wzniesienia o wysokości 1785mnpm i 1632 mnpm wzdłuż granicy państwa. Po drodze mijamy sporo turystów. Rakoń -1879mnpm to kolejny zdobyty cel. Pod nami Dolina Rohacka z odtopionym jednym stawem o lazurowym brzegu i  Tatliakową Chatą. Dalej napawamy oczy pięknymi poszerzonymi panoramami. Teraz już idąc granią musimy mocno zapierać się kijami, aby podołać  podmuchom wiatru. Jeszcze wiszą śniegowe  nawisy na grani.

        Wołowiec -2064 mnpm osiągamy przed 13-ą.  Jesteśmy szczęśliwi, bo jest to drugie wejście zimowe. Rysio jak zwykle dba   o nasze kalorie i ciastka idą  w ruch. Chłoniemy jak zaczarowani to co natura stworzyła, zaś my stoimy pośrodku. Andrzej precyzyjnie podaje nam panoramy. Od Babiej Góry zaczynając, dalej Osobista, Grześ, Długi Upłaz, Rakoń,z lewej Salatyny, Spalona, Pachola, Banikovski, Hruba Kopa, Trzy Kopy, Rohacz Płaczliwy i Ostry, Smerek, Baraniec, z boku Niżne Tatry, Otargańce, Raczkowa Czuba, Jarząbczy, Bystra z Błyszczem, Czerwony Wierch, Łopata Kończysty, Czubik, Trzydniowiański, Starorobociański, daleko Krywań, Lodowy, Gerlach, Rysy a bliżej Giewont, Czerwone Wierchy , Kasprowy, Granaty, Świnica, Koszysta   i Kominiarski. Zapewniam, że warto było poświecić trochę wysiłku aby to zobaczyć. Z drugiej strony dostrzegamy Jamnickie  Stawy. Zaczynają  się niespodziewanie pojawiać jakieś dodatkowe chmurki, więc  czyżby prognozy miały się sprawdzić. Schodzimy w dół, walcząc z wiatrem. Z przełęczy , by nie stanowić zagrożenia , zakosami ,częściowo po trawach przemieszczamy się do Wyżniej  Doliny Chochołowskiej. Aby nieco odsapnąć  zatrzymujemy się w schronisku. Tu ruch jak na Krupówkach w Zakopanem. Turyści, bryczki  i krokusy. W drodze powrotnej, będąc  gdzieś w połowie doliny zachmurzyło się i zaczął padać deszczyk. Mimo wysiłku, zmęczenia i kropli deszczu – atmosfera była fantastyczna. Pokonaliśmy dziś ok. 29 km przy przewyższeniu 1300m.Ale  największą satysfakcję sprawili nam nowi uczestnicy, przekazując słowa zadowolenia. Był to kolejny bardzo udany wypad w góry w miłym i jakże sympatycznym towarzystwie. Więc warto stawać z MOK Jordanów przed nowymi wyzwaniami.

Niech galeria zdjęć odda piękno dzisiejszego dnia.

                                                                                                          Janina Filipek