galeria zdjęć

 

 

                                   „Stań na Krywaniu, a całe to piękno ukaże się Twoim oczom”

 

 

     W niedzielę 24 lipca 2016r, /godz.5.00/ na jordanowskim rynku pojawiła się liczna grupa, bo 47 turystów MOK Jordanów gotowych do wędrówki. Oj… „rośnie Nam grupa w siłę”… Dziś, jeśli pogoda pozwoli , to już czwarta eskapada /a moja piąta/ na najwyższy szczyt Tatr Liptowskich - Krywań. Owa narodowa góra jest godłem Słowaków. Corocznie oblegana przez tłumy małych i dużych. W czasie ostatniej wyprawy w 2014r, nie dane Nam było dotrzeć na szczyt, gdyż rozszalała się burza i zabrakło tylko 100m podejścia.

      I ruszamy  przez Jurgów, Ździar, do Szczyrbskiego  Jeziora. Podziwiamy nie tylko budzący się dzień ale i okazałe, znane Nam Tatry Bielskie i Wysokie. Wzdłuż  Drogi „Wolności”, mimo upływu czasu jeszcze niestety do dziś widać skutki Wielkiej Kalamity. Wędrówkę  rozpoczynamy nad jeziorem Szczyrbskie Jezioro -1346mnpm. Z punktu widokowego podziwiamy Grań Soliska z kolejką krzesełkową, przez którą przebiega główny wododział europejski, Szatana w Grani Baszt i Dolinę Młynicką z nitką wodospadu Skok. Jest na razie słoneczna pogoda. Ruszamy za czerwonymi znakami magistralą  podchodząc lekko, prawie niezauważalnie w górę lasem, by przez Furkotny Potok i Biały Wag /tu ma początek Wag/ dojść nad  Jamski Staw/1447mnpm /. Czas na wsparcie energetyczne  w towarzystwie pływających kaczek. Dalej podążamy za niebieskimi znakami powoli wznosząc się, by zakosami wśród traw, kęp smreków i dużej ilości limb, wyjść ponad górną granicę lasu. Limby posadzone były przez TANAP na pamiątkę Słowackiego Powstania Narodowego - 1944r. Przewodnik Zenon opowiada o limbach, a Marek eksponuje szyszki z wysokości. Słońce grzeje, jest parno. Dalej kolorowy wąż wije się wśród zieleni lasów, a wyżej już wśród kosówki i tak osiągamy trawiasty grzbiet  zwanym Nad Pawłową. Widzimy Mały Krywań z ludzikami na szczycie, a za nim wystaje czubek Wielkiego Krywania. Z tyłu za plecami widoki aż po Niżne  Tatry a  po lewej Tatry Zachodnie. Od Małego Krywania Przełęcz Szpara oddziela Krótką. Kwiecie pachnie dookoła. Jest bardzo duszno , chyba prognozy się sprawdzą.Musimy tu chwilę odpocząć i uzupełnić płyny. I znowu w górę. Trawersujemy grzbiet i dochodzimy do bocznego ramienia Krywania .  Przed oczyma  mamy potężny  Żleb Krywański. Zmienia się krajobraz, skalisto - żwirowe podejście jest trudniejsze. To iście wysokogórski teren , naszpikowany wgłębieniami po dawnych kopalniach złota. Zenon nawiązuje to pozostałości po kopalniach złota. Przy  rozstaju pod Krywaniem, 2140 mnpm, dochodzą znaki zielone z Trzech Studniczek. Na szlaku jest bardzo tłoczno. W żlebie widać kolorowych ludzików schodzących bądź jeszcze wychodzących  pod górę. Spotykamy na szlaku wielu rodaków, słychać też język węgierski, słowacki i czeski. Nad oba Krywanie raz po raz nadciągają mgły i zasłaniają, to znów odsłaniają te szczyty. Od północy widać ciemne, burzowe chmury. Czyżby miała być powtórka z przed dwóch lat? Nie bacząc na to dzielnie i z uporem pniemy się ku górze, by osiągnąć szczyt Małego Krywania - 2334 mnpm. Znowu mamy przez chwilę słońce i widoki zwłaszcza na Tatry Zachodnie i wioski na Liptowie. Łapiemy oddech, ocieramy pot z czoła, zerkamy na Zielony Staw Ważecki w Dolinie Ważeckiej, którego kolory to odcienie zieleni .Położony jest na wysokości 2017mnpm i ma powierzchnię ok 5 ha i głębokość 23 m. A ponadto grozy dodaje ponad 300 metrowa  przepaść. Widzimy też Tatry Niżne, Kralovą Holę, kawałek Szyrbskiego Jeziora i Jamski Staw. Krywań znowu osnuty jest  mgłą. Zwijamy kijki i nie bacząc na trudności pod nogami tj. stromiznę, piargi, rumowiska i wielkie gołoborza rwiemy się w górę.

    Przed godz. 12 zdobywamy Krywań – 2494mnpm. Tym razem się udało, ale nie do końca…. Otuliła Nas mleczna mgła  i  nawet zaczął padać deszcz. Więc szybka grupowa fotka, przewodnicy maja ulgę, bo nic nie widać. Więc tą samą trasą schodzimy szczęśliwie do rozstaju i zagrzmiało….. Dalej za zielonymi znakami kontynuujemy wędrówkę do Trzech Studniczek. Trochę się burzy i rozlało się na dobre. Po jakimś czasie burza ucichła. W strugach płynącej ścieżką wody schodzimy w dół. Już nie zatrzymujemy się Niżnej Przehybie, by spojrzeć na Krywań z innej strony. Przemoczeni ale zadowoleni docieramy do Trzech Studniczek. Zrealizowaliśmy założony plan i mimo tak potężnej grupy nie było żadnych trudności. Wprawdzie przeszliśmy tylko 16 km i 1150 metrów deniwelacji, ale wrażeń dostarczyła nam aura i przyroda. Nie na darmo Krywań uznawany jest za najpiękniejszy szczyt Tatr, a jego logo umieszczone jest na eurocentach. Każdego roku w dniu 16 sierpnia Słowacy odwiedzają całymi rodzinami swoją górę. Dziewczyny i chłopaki w strojach regionalnych prześpiewują się nawzajem ze szczytów. Odbywają się różne imprezy kulturalne, tak, że warto w tym tam być. Kazimierz Przerwa Tetmajer napisał wiersz, który jest zamieszczony „Na Skalnym Podhalu” i jego słowami śpiewanymi na rzewną nutę żegnano ludzi związanych z Tatrami. W latach siedemdziesiątych pieśń „Krywań, Krywań” weszła do repertuaru Skaldów.

 

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!

 

Płyną, lecą spod ciebie potoki!

 

Tak się leją moje łzy, jak one,

 

hej łzy moje, łzy niezapłacone...

 

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!

 

Płyną, lecą nad tobą obłoki!

 

Tak się toczy moja myśl, jak one,

 

hej te myśli, te myśli stracone...

 

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!

 

Idzie od cię szum lasów głęboki,

 

a mojemu idzie żal kochaniu,

 

hej Krywaniu, Krywaniu, Krywaniu!...

 

Mało jest widoków równych co do straszności przyrody”napisał kiedyś turysta, a My dziś doznaliśmy wszelakich wrażeń.

 

Odsyłam do galerii zdjęć i do zobaczenia na szlaku.

 

                                                                                          Janina Filipek