galeria zdjęć

 

"Nie znam chyba milszego zajęcia , jak w pogodny , słoneczny dzień letni balansować   między niebem a ziemią na urwistej tatrzańskiej grani "

             Koniec wakacji , bo już 28 sierpnia 2016r. To piękny, rześki ranek i zapowiada się słoneczny dzień. Turyści wysokogórscy MOK Jordanów planują przejść kawałek grani Zachodnich Tatr Słowackich od Brestowej  po Pacholą. A jest to spora grupa, bo  zliczyłam 38  traperów. Więc ruszamy przez Chyżne, Habovkę do Zwierówki i  startujemy z  parkingu „Pod Spaloną /1030mnpm/. Jest piękny słoneczny dzień z błękitnym niebem. Rozpoczynamy strome podejście za niebieskimi znakami, najpierw wzdłuż wyciągu narciarskiego, potem lasem i ścieżka wchodzi w Spaleński Żleb. Przechodzimy przez miejsce tragedii, w której lawina porwała biwakujących Czechów. Potem kosówka wyprowadza Nas na Przedni Salatyn – 1624mnpm.  Najbardziej mozolne jest właśnie to strome podejście na ten grzbiet. Krótki odpoczynek i śniadanie. Podziwiamy rozpościerający  się widok na całą panoramę tatrzańską  Dalej teren jest mniej stromy, ale i tak na Brestowej -1934mnpm wietrzymy  podkoszulki. Przed Nami z każdej strony piękne widoki. Wielkie wrażenie robi podcięta ściana Brestovej i piękna Dolina Rohacka. Widać Chocz, Małą  Fatrę, Orawę ,Pilsko i Babią Górę oraz całą , szeroka panoramę Tatr. Grupowa fotka, uzupełniamy płyny i  za czerwonymi znakami podążamy na Salatyn. Obniżamy zejście  na przełęcz, aby znowu podejść ok  200 m w pionie na  Salatyński  Wierch - 2048mnpm. Jest to najbardziej na zachód wysunięty dwutysięcznik w Tatrach posiadający bardzo rozległy szczyt. Szlak wiedzie granią i przechodzimy przez Mały Salatyn- 2046mnpm.  Dalej poruszamy się w terenie skalnym, omijając różne spiętrzenia to  z jednej to   z drugiej strony. Tu żarty się kończą, a zaczynają Skrzyniarki. Ponownie należy stracić trochę wysokości i opuścić się do Przełęczy pod Dzwonem , by drapieżną postrzępioną granią wspinać się na szczyt Spalonej. Szlak dostarcza miejscami sporych emocji wijąc się między skałami i wąskimi przesmykami blisko przepaści. Pojawiają się kolejne pięknie rzeźbione przez naturę skalne formacje. Wyobraźnia podsuwa skojarzenia z baśniowymi stworami. Mijamy  „godzillę”  i słynnego  „skalnego orzełka”. Miejscami mocno pracują ręce, tu pojawia się ułatwienie  w postaci łańcuszka. Szczyt Spalonej -2084mnpm bardziej przypomina trawistą łąkę niż tatrzański szczyt. Wrażenie robi kocioł . Odpoczywając podziwiamy Tatry Zachodnie  z Wołowcem, Jarząbczym, Raczkową  Czubą , Starorobociańskim, Rohaczami, Trzema Kopami i Hrubą  Kopą oraz Banikowa. Dalej  w głębi począwszy od czubka Giewontu, przez Czerwone Wierchy, Świnicę , całą Orlą Perć  i Tatry Wysokie Słowackie  z Gerlachem, Lodowym i Krywaniem. W tym miejscu muszę dodać, iż mimo nieobecności ciasteczkowego Rysia tradycja nie została zaniechana. Zostaliśmy poczęstowani podwójnie przez  Leszka i Janeczkę. Przed Nami widoczny poszarpany i kamienisty ostatni w dniu dzisiejszym Nasz cel - Pachoł. Ale to sama przyjemność wędrować granią , gdy świeci słońce i wieje łagodny zefirek. Znowu poruszamy się w skalistym terenie. Końcowy odcinek znowu daje troszkę adrenalinki  i pojawia się łańcuszek. Pachoł - 2166mnpm z krzyżem na szczycie jest Nasz po godz. 14-ej. Pozostaje  zejście po piarżystym stoku do Banikovskiej Przełęczy -2040mnpm a następnie zakosami do Spalonej Doliny za żółto- zielonymi znakami. Dalej stromymi kamiennymi schodami do Rohackiej Doliny i tu zielone znaki odchodzą do Rohackich Stawów. Niżej dołączają  niebieskie znaki , które powiodą  Nas w dół. Po drodze ożywia Nas oczywiście bryza urokliwego Rohackiego Wodospadu, którego wody spadają  z 23metrów i przelewają od 500 do 1200 l wody na sek. Pozostało zejście Zieloną Doliną oraz kawałek asfaltem do Adamculi, a potem skrótem przez las do parkingu.  

      W dniu dzisiejszym przeżyliśmy nie tylko kupę wrażeń ale i osiągnęliśmy 6 szczytów. Doświadczyliśmy elementów górskiej wspinaczki pokonując około 17 km, przy przewyższeniu  ok. 1500m. Ale i dzięki słonecznej pogodzie nabieraliśmy trochę koloru.   Zadowoleni mimo zmęczenia rozsiadamy się na ławeczkach przy bufecie, by prawdziwą satysfakcją raz jeszcze przeżywać emocjonujące chwile.

Dodam, iż  niezmiernie cieszy fakt, że nasze wycieczki wzbudzają tak ogromne zainteresowanie. Jest  to niewątpliwie znakomita promocja naszego miasta, które pod względem organizacji górskich wyjazdów jest ewenementem w skali Kraju. Przez cały sezon letni każdorazowo w wycieczkach bierze udział blisko 50 osób, w pozostałym okresie około 30 osób.  Tak więc widać, że  wypoczynek na świeżym powietrzu przeżywa renesans……….

Niech galeria zdjęć odda piękno tego dnia.                                                                                                                

                                                                                           Janina Filipek