galeria zdjęć

 

Pobyt w górach to odskocznia od codzienności, ucieczka od problemów tego świata i dlatego człowiek wyjeżdża z domu mimo niepewnej pogody.”

 

 

     Jest ciemno, zimno i bardzo wcześnie. To 23 październik 2016r i godz.5.00 a grupa turystów MOK Jordanów wyrusza kolejny raz przecierać szlaki Wielkiej Fatry . Sporo, bo 36 piechurów nie bacząc na nic rusza w góry. Przez Chyżne, Dolny Kubin, Ruzemberok zdążamy do Revucy  Wyżnej - małej liptowskiej wioski. Dosypiamy dwie godziny, bo wokoło jeszcze noc. Na szczęście w Rewucy wita nas już dzień, wprawdzie trochę zachmurzony, ale jest dobrze. Ostro startujemy z 700 mnpm - podążając Suchą Doliną za zielonymi znakami. Wokoło piękna jeszcze jesień z czerwieniami, żółciami i brązami. Stąpamy po usłanej liśćmi drodze. Szumi potok Rewuca. Gdzieś z tyłu nieśmiało pojawia się słońce i oświetla stoki. Wznosimy się wyżej i wyżej. Najpierw mieszanym lasem, potem poprzez trawiaste hale. I cóż, widoczne już częściowo szczyty Wielkiej Fatry są białe i utopione we mgle. Ale my jesteśmy przygotowani na wszelakie warunki, więc nie ma strachu. Odczuwamy już silny wiatr, wiec cebulki idą w ruch. Osiągamy Rybowskie Sedlo -1317mnpm. Pierwsze skojarzenie to podobieństwo szczytów Wielkiej Fatry do Bieszczadów. Okrągłe, rozdzielone płaskimi przełęczami szczyty, olbrzymie kolorowe hale. Powstały na skutek karczowania lasów pod pastwiska w czasie kolonizacji wołoskiej. Większość z nich została zalesiona w okresie międzywojennym, lub tuż po wojnie. Najcenniejsze jednak zachowały się w najwyższych partiach, gdzie nadal są wykorzystywane przez pasterzy. Ale są to góry faktycznie inne, choć klimat wędrowania ma tutaj w sobie coś z uroku przemierzania naszych połonin. Zbudowane są głównie z granitów i wapieni, pokryte lasami i halami z porozrzucanymi dolomitowymi skałkami. Przed nami niestety nie widoczny szczyt z masztami Krizna. Jesteśmy już na czerwonym, graniowym szlaku. Monotonnie pniemy się stromo w górę, po zmarzniętym po śniegu i w chwili oddechu podziwiamy odległą Ploskę, dostrzegamy pasmo Zwolenia, w prawo masyw Chochuli, Niżne Tatry z Salatynem i dalej Starochorskie Wierchy.

     Zdobywamy Kriznom -1574mnpm. Znajduje się tu ogrodzony obiekt wojskowy z przekaźnikiem telekomunikacyjnym, wyglądający w dzisiejszej mgle naprawdę tajemniczo, jakby wyjęty z planu „Archiwum X”. Świadomie jesteśmy w sercu pięknych gór, a faktycznie w morzu mgieł. Monotonnie wędrujemy granią przy przenikającym zimnie i wietrze, po zmarzniętym śniegu. Momentami i jakby w nagrodę próbuje przebić się słońce i dostrzegamy Rozsutce. Zdobywamy Frickov -1585mnpm i blisko niego położone dwa szczyty Ostredoków- 1596mnpm i 1592mnpm. Tradycyjnie Rysio dosładza Nas kalorycznie. Kończy się kraina mgieł i otwierają nieśmiało panoramy. W oddali miasto Martin ze wstęgą Wagu, w lewo Martińskie Hole Małej Fatry i w prawo krywańska jej część ze Stochem i Krywaniami. Schodzimy w dół trawersując Suchy Wierch. Szałas pod Suchym jest zasięgu, lecz my idziemy dalej. Nastąpiło bowiem demokratyczne głosowanie co do przedłużenia trasy po Chatę pod Borisowem, którego czerwony dach widać z daleka. Jest to tym samym realizacja drugiego wariantu trasy. I tak kluczymy wśród buków i skałek , trochę w górę i potem w dół i oto mamy Koniarki 1399mnpm. Pięknie prezentuje się Ploska, Borisow i Niżne Tatry.

     Schodzimy na Chyżki 1340mnpm idalej trawersujemy Ploskę, by za niebieskimi znakami i zejść na Mocidła. Tu łączą się znaki czerwone, żółte i zielone. Ubłoceni docieramy do Chaty pod Borisowem. Niestety czas nie pozwala Nam wdrapać się na górujący szczyt. Tu wreszcie zasłużony odpoczynek w miłej i cieplarnianej atmosferze. Świętujemy zaległe uroczystości, gasimy pragnienie i gawędzimy wesoło. Ponieważ dzień jest krótki, a przed Nami kawał drogi ruszamy, by wspiąć się prawie pod  szczyt Ploski i odbić za zieloni znakami, by trawersować zbocze aż do Przełęczy pod Ploską. Przy zachodzącym słońcu jeszcze ciekawiej prezentują się kolory jesieni na zboczach. Zerkamy na odstający Czarny Kamień, Rakytov i Smrekovicę.  Dalej już w dół za żółtymi znakami przez Magurę -1082mnpm ostrożnie, po kamieniach i kobiercach liści schodzimy do Revucy. Podziwiamy otaczające nas pasma i te które już przeszliśmy zatopione są dalej we mgle. Pokonaliśmy dzisiaj ok. 28 km i 1350m przewyższenia, a trasa oddawała bieszczadzkie jesienne i zimowe klimaty. Jest zmęczenie, dużo błota, ale to nic w porównaniu do pięknych chwil spędzonych wśród miłych i sympatycznych ludzi. Szczególne uznanie zaskarbiła sobie dzisiaj Jolka - „jesteś wielka!”

                                             Zapraszam do galerii zdjęć.                                   Janina Filipek