galeria zdjęć

 

Im szybciej się ruszam, tym mój organizm lepiej funkcjonuje”…. Andrzej Bargiel

       Szybko minęły dwa tygodnie, więc znów MOK Jordanów rusza w góry.  Dziś tj.06 listopada 2016r warunki nie sprzyjają żadnej wyprawie.  Leje i ma lać, ale…. ? Plan to Mała Fatra - Boboty i Sokolie. Jedziemy więc przez Chyżne i dalej w kierunku Dolnego Kubina ,mijając po drodze wieś Orawskie Podzamcze. Potem Zazriva, by na skraju wsi Parnica kierować się się do wsi Terhova. Stąd też pochodził legendarny Juraj Janosik, zbójnik z XVII wieku, którego powieszono za poślednie ziobro. Jego błyszczący pomnik, posadowiony jest na wzniesieniu. Czas by rozpocząć wędrówkę, ale jak tu wyjść z samochodu jak tak mocno leje? I oto jest właśnie fenomen tej grupy ludzi, że nakładają peleryny, naciągają kaptury i idą….
      Wędrówkę rozpoczynamy od Hotelu Diery za niebieskimi znakami u wylotu wąwozu Dolne Diery. Startujemy z wysokości 540mnpm. Trasa wiedzie przez jedne z najpiękniejszych miejsc w Małej Fatrze, gdzie rządzą woda i skały. Najpierw idziemy Wąwozem Dolne Diery. Płynący wąwozem potok z licznymi kaskadami i wypiętrzonymi pionowymi skałami wapiennymi pokonujemy przy pomocy różnego rodzaju kładek, drabinek, łańcuchów  i umocnień metalowych. Wokoło dominują  szarości, kolory późnej jesieni, a nad nami górują pionowe skały. Miejscami występują zwężenia  tworząc niewielkie przeszkody. Wszystko utopione jest w mrocznej mgle. Nie doś

, że pada deszcz to jeszcze leje się woda ze skał. Dalej kontynuujemy wędrówkę przez Nowe Diery.Wychodzimy na polanę Podziar - 740mnpm /niestety nieczynny bufet o tej porze roku/ i czas na krótkie śniadanie oraz regenerację kaloryczną. Nie widzimy szczytów, tylko majaczą we mgle Boboty.Za to, przygląda się Nam stado owieczek. Z rozstajów na Podziarze, skręcamy na żółte znaki na szerokie siodło o nazwie Vrchpodziar - 745mnpm , które jest wyraźną przełęczą należącą do Krywańskiej Małej Fatry. Leży w bocznym grzbiecie pasma. Oddziela masyw Wielkiego Rozsutca od masywu Bobotów . Na przełęczy wchodzimy w lewo na znaki zielone. Początkowo idziemy łagodnie przez łąkę, by dalej bardzo stromo wspinać się zakosami leśnymi wśród wystających korzeni i dywanów liści. Towarzyszy nam mroczna aura: mgła, spadające krople z drzew . Szeroki grzbiet zwęża się teraz w zalesioną grań, z której tylko raz przez moment udało się zobaczyć zaśnieżone zbocze Stocha i Chleba w grani głównej. Tu spotykamy ciekawe zjawisko tzw. „czarcią miotłę”. Jest to patologiczna narośl na świerku w postaci kępy splatanych gałęzi w formie kulistej. I osiągamyszczyt Bobotów -1086 mnpm. Wyobrażałam sobie,że to jakaś forma skalna - a tu trafiamy na płaski teren i tablicę informacyjną. Dalej idziemy granią i ścieżka albo się wspina albo opada. Dalej pada deszcz i zejście jest śliskie, więc zaczyna być troszkę trudne. Zwłaszcza dla tych co nie posiadają kijków. Co jakiś czas dzikie ścieżki prowadzą na punkty widokowe, ale niestety niewiele z nich widać. Słyszymy już w dole szum wody i ostrymi zakosami schodzimy w dół. No i się zaczyna… Skały, piargi, łańcuchy… Klucząc między skałami schodzimy do Cieśniaw - są głębokim wąwozem, szerokim na około 10 metrów i długim na około kilometra. Dzieli on masywy Bobotów i Sokoliego. Wąwozem przepływa rzeka Vratnanka (nazywana tak jest aż do ujścia potoku Struharen, w centrum Terhowej/, gdzie przyjmuje nazwę Varinki. To ona wyrzeźbiła tak pięknie ten wąwóz, pośród wapiennych i dolomitowych masywów Bobotów i Sokoliego. Widzimy liczne formy skalne. Utworzono tu rezerwat przyrody,  który obejmuje kanion, grań i przyległe stoki Sokolia i Bobot. Przekraczamy rzekę i szosę do Vratnej. Przestało padać…. więc demokratyczna decyzja: idziemy dalej…. Wchodzimy się „szlak zbójnicki”, który prowadzi pomiędzy formami skalnymi na wschodnich stokach Sokolia i w Dolinę Obsivanka. Idziemy stromo po wyprofilowanych, umocnionych schodkach. Jest to droga do „nieba”, bo w górę, zakos i dalej w górę. W zamglonej i mokrej aurze, tylko aluminiowe umocnienia schodków błyszczą. Tu i ówdzie wspomagający łańcuszek… Dochodzimy do małej rynny w skale, w którym „krótkie nogi” są przeszkodą. Skała mokra, a nie ma się czego przyczepić. Przy pomocy szarmanckich kolegów nie mamy żadnych problemów z przejściem. Tu otwiera się widok na Dolinę Vratną i baśniowe stworki skalne o różnorodnych formach przypominające postaci ludzkie lub zwierząt. I tak Andrzej wskazuje nam wielbłądzicę i mnicha. Jest to piękne miejsce i nawet sosna , wisząca na skale – niczym pienińska. Dalej i wyżej rozdroże - Male Noclahy. Z tego miejsca prowadzi niebieski szlak do Obsivanki. Należy też być bardzo czujnym, kierować się za znakami, bo istnieje ryzyko zejścia w nieodpowiednie i niebezpieczne miejsce. W kilku punktach jest dość duża ekspozycja. Wiele pięknych i dzikich zakątków kryje ten „chodnik”. My podążamy teraz za żółtymi znakami po grani Sokolie przez Sokoli Hrebień. Następnie za zielonymi znakami schodzimy w dół. Ścieżka prowadzi zakosami przez las bukowy wśród coraz to innych skalnych formacji. Docieramy do punktu widokowego, na który należy się wspiąć po łańcuszku. Tylko widać zamglone Boboty i trochę Doliny Vratnej. Zejście byłoby przyjemne ale, nie po deszczu. Fatrzańska ziemia jest gliniasta, mokre ukryte w liściach kamienie, wystające korzenie – to przyczyny wielu „ślizg…ów”. Dopiero na łące w dole ogarniamy buty i schodzimy do Starego Dworu. Poniżej chaty w Starym Dworze widać się wyciągi narciarskie. No cóż, znowu pada deszcz. Zasiadamy więc w ciepłej i przytulnej restauracji, by dzielić się wrażeniami dzisiejszego dnia., a było ich wiele….

        Wprawdzie trasa dzisiejsza była stosunkowo krótka, bo przeszliśmy tylko 13.5 km – ale różnica wysokości wyniosła 1250m.

Zarwany sen, deszcz ,mgła i kto chodzi w góry w taką pogodę ???? Na pewno tylko Ci co je kochają……..

Zapraszam do trochę zamglonej i mrocznej galerii zdjęć.

                                                                                                                                                   Janina Filipek