galeria zdjęć

 

       Wczesnym rankiem, jak zwykle, wyruszyliśmy z Jordanowa, niektórzy musieli wstać nawet ok. 4.00 aby zdążyć na 6.00. w całkowitej ciemności przebyliśmy połowę drogi a o świcie ukazały się naszym oczom bajecznie oszronione słowackie miejscowości - Liptovsky Mikulas i Bobrovec . Okoliczne jeziorko wyglądało bajecznie, szkoda że zdjęcia z jadącego busa nie wychodzą.
       Po dotarciu do celu tj. Bobrovecka Wapenica na753(m nm.) ruszyliśmy czarnym szlakiem na Babky. Pierwsze podejście to łagodna droga miedzy domkami campingowymi , kaplicą i kapliczkami drogi krzyżowej . No a potem to było tylko co raz to stromiej, przerwa śniadaniowa po przebyciu ok. dwóch kilometrów i niespodzianka :-) wreszcie po długim czasie chodzenia po górach otrzymałam plakietkę z logo naszej grupy turystycznej Mok Jordanów, za co niezmiernie dziękuję. po śniadaniu grupa ruszyła wolnym krokiem ale im było stromiej tym bardziej wszyscy przyspieszali, chyba spodziewali się pięknych widoków. Ostatnie podejście na Babky było jak dla mnie dość ekstremalne, kruchy. ok 30 cm. i przesypujący się śnieg osłabiał nasze ruchy, ale daliśmy rade, oglądaliśmy się za siebie, zatrzymywaliśmy co parę metrów i podziwialiśmy widoki. I właśnie wtedy chłonęliśmy energię jaką dają ośnieżone góry. Po dotarciu na szczyt Babky 1566 m.nm. otrzymaliśmy gratulacje od przewodnika i podzieliliśmy się opłatkiem, była to bowiem ostatnia tegoroczna wyprawa. Po dość długim odpoczynku ruszyliśmy na nastepny szczyt Sedlo Preduvratie 1585 m.nm. a tam zdecydowaliśmy że nie bedziemy zdobywać następnego szczytu tylko udamy się do schroniska, a raczej do Chaty pod Naruzim Cerwenec 1425 m.nm. na dłuższy odpoczynek. Tam Grupa słowackich turystów przywitała nas śpiewem i grą na gitarze, no i jak przystało na naszą grupę rozpoczęły się tańce. Nie mieliśmy tam zbyt dużo czasu na zabawę, ponieważ dyżurni chaty po godzinie oznajmili że już zamykają.

       Tak więc zrobiliśmy ostatnie zdjęcie grupowe i ruszyliśmy w dół, gdzie czekał na nas bus. Po drodze jeszcze zatrzymaliśmy się nad bardzo wysoką skarpą, częściowo widoki były pochłonięte przez mgłę ale mimo to można było zobaczyć przerażającą wysokość urwiska. w tym miejscu chciała bym podziękować przewodnikowi p. Andrzejowi za Dokładne opisywanie terenu, którego właściwie nie było widać ale wyobraźnia działała dzięki przekazowi. od siebie muszę jeszcze dodać że grupa chodzi dość szybko,że każda przerwa techniczna, to jest siąkanie nosa, ściąganie kurtek, poprawianie stuptupów groziła dużym oddaleniem, nie wspomnę już o robieniu zdjęć :-) Nie wiem jakim cudem udało mi się utworzyć dwa albumy z ponad 150 zdjęciami. Przepraszam za moje narzekanie, ale zawsze chodząc z tą grupą będę się zmagać z dwoma moimi pasjami , góry , fotografia i brak czasu na artystyczne ujęcia. Jednak w każdej tej wyprawie najważniejsze jest dla mnie to że spotykam tylu wspaniałych ludzi, że ta pozytywna energia ładuje nasze akumulatory na długie dwa następne tygodnie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. 
                                                                                                                                       Małgosia.K.M.