galeria zdjęć

 

„Nasze czarowne Tatry….. Miło wędrować, pogadać w takim gronie wspaniałych ludzi- pasjonatów gór, gdzie każdy mówi zrozumiałym dla siebie językiem, o tym co kochamy najbardziej.”
Niedziela, dnia 05 luty 2017r, ciemny i mokry poranek. Aż nie chce się wyjść z domowego ciepełka, bo za oknem ściana marznącego deszczu. Ale mimo tego, grupa górska MOK Jordanów planowo rusza w Tatry. Dziś jak dobrze pójdzie , zamierzamy zdobyć grań Ornaków. Jedziemy bardzo śliską zakopianką do Kir. Już wyżej po drodze deszcz zamienia się w piękne płatki śniegu. A zatem jest dobrze. Dolina Kościeliska jest dziś szczególnie urokliwa. Spadające płatki śniegu, lekka mgła, czysta biel i cisza wokoło. Wędrówkę rozpoczynamy w Kirach – 940mnpm gwarząc o radościach i smutkach życia codziennego, jednocześnie przesypując biały śnieżny puch.To już, któryś raz z kolei wędrujemy przez tę najpiękniejszą dolinę w Tatrach Zachodnich do schroniska na Małej Polance Ornaczańskiej. Jak pisał Stefan Żeromski „Ładniejsze miejsce, jeśli jest na kuli ziemskiej, to niech sobie będzie. Dla mnie Dolina Kościeliska jest majstersztykiem przyrody”. Mijamy Skalną Bramę Kantaka, dalej Wyżnią Kirę Miętusią. Tu po prawej stronie odkryły się po huraganie trzy Kościeliskie  Kopki: Przednia, Pośrednia i Świńska, które powoli zarastają. Dalej Kapliczka Zbójnicka, popularna i licznie odwiedzana Jaskinia Mroźna, niesamowite krasowe wywierzysko Lodowe Źródło, Wąwóz Kraków z niewidocznymi dziś turniami Saturn i Ratusz. Mijamy też Bramę Kraszewskiego i Raptawicką  pod Raptawickimi Turniami. Przewodnik Zenon nawiązuje do znajdujących się tu jaskiń Raptawickiej i Mylnej oraz jej eksplolerów. Nieodłącznie towarzyszy nam Potok Kościeliski, szemrząc cichutko. Wyłaniają się też częściowo stoki Kominiarskiego Wierchu. W schronisku czas na odpoczynek i jak to mawia Zenon: „ macie 23 minuty”. Później ruszamy żółtymi znakami, przez Pyszniański Potok i wgłębiamy się w ośnieżony las. Ścieżka pnie się początkowo łagodnie pod górę. Przed Czarnym Żlebem ostrzega nas ”niebieska łapka. Dalej i wyżej niektórzy uzbrajają się w raki. Rzucamy też okiem na Żleb Piszczałki, którym to niegdyś zjeżdżały bogate lawiny. Niestety dziś jest typowo przewodnicka pogoda, bo widoków nie ma żadnych. Docieramy do Iwaniackiej Przełęczy- 1459 mnpm. Niewidoczny Kominiarski Wierch, oddzielony jest od Ornaków właśnie tą przełęczą. Znajduje się  tu węzeł  szlaków: do Doliny Chochołowskiej znaki żółte, a na Ornak znaki zielone. Wychodzimy nad granicę lasu i rozpoczynamy wyzwanie mające prawie 400 m w pionie. Zaczyna mocno wiać, ale to nic nowego w warunkach zimowych. Niektórzy docieplają się , zakładając dodatkowe ubranie i grubsze rękawice. Oswojeni z tym sukcesywnie przemy w górę po kopnym, puszystym śniegu. Dzielni „torowacze” zmieniają się co jakiś czas. Dziś nie podziwiamy otoczenia Doliny Tomanowej ani dalszych panoram, z uwagi na niski pułap chmur. Jedna z początkujących koleżanek ma chwilę zwątpienia „ może by tak zawrócić ?” – ale mobilizacja grupy jest tak silna, że idzie dalej. Po mozolnej wspinaczce targani wiatrem we mgle stajemy na  Suchym Wierchu Ornaczańskim 1832 mnpm . Już na samym Ornaku 1853mnpm  przyjmujemy gratulacje od przewodnika i Rysio uwija się z ciasteczkami. Wieje niemiłosiernie, jesteśmy szczelnie otuleni mgłą. Więc taka aura skutecznie wybiła Nam z głowy pomysł pójścia dalej, zmuszając do powrotu. Niestety nie znaliśmy sposobu zaklinania mgły przez spiskich pasterzy: Mglica, mglica, przeklotnica, nieś się górom, nieś się wodom, kany się łowce nie wiodą (Janicka-Krzywda, Ceklarz 2014. Więc parę szybkich fotek i zarządzamy odwrót. Pchani wiatrem schodzimy granią po zawianych starych śladach. Najbardziej emocjonujące okazało się strome zejście do Iwaniackiej Przełęczy w czasie którego, niektórzy z Nas lądowali bez ostrzeżenia w puszystym śniegu, a nawet zjeżdżali powodując burzę gromkiego śmiechu. I niżej pewnie dopiero teraz zaklęcia mgły pomogły, bo pojawiło się słońce. Odsłoniło się otoczenie Doliny Tomanowej tj. Tomanowy, Smreczyński i Kamienista, spowite w bieli i oświetlone słońcem. Zejście do Polanki Ornaczańskiej to już spacer w dół z rakami na butach. Jeszcze dzielimy się wrażeniami ogrzewając się w promieniach słońca przed schroniskiem. Na koniec przemierzamy jeszcze całą długość Doliny Kościeliskiej ale już wśród tłumu spacerowiczów.
W dniu dzisiejszym pośród zimowych wrażeń pokonaliśmy ok. 20km i zmierzyliśmy się wysokością w pionie ok. 900metrów. Serdeczna i przyjacielska atmosfera sprawiła, że nikt nie odczuł trudów tej wędrówki. I za to Wam drodzy przyjaciele bardzo dziękuję.
Galeria zdjęć będzie zapewne dzisiaj nie za bogata z uwagi na poranną aurę, ale mimo to zapraszam.
                                                                                                                                                               Janina Filipek