galeria zdjęć

 

                                „Choć mają wygląd złowrogi ,ciągną nas tam nasze nogi…”


           W dniu 05 marca 2017r nadszedł czas kolejnej wyprawy z MOK Jordanów. Ciemno, wieje, ale co tam - nieustraszeni ruszają na kolejny podbój Tatr Zachodnich. Prognozy mówią o mocnym halnym powyżej 100 km/godz, ale zapowiada się ładny dzień. Spróbujemy dziś, jeśli warunki pozwolą osiągnąć Grzesia i Rakoń, a może Wołowiec? Humory jak zwykle dopisują, wiec ruszamy. Startujemy od Siwej Polany w Dolinie Chochołowskiej, by wędrować tu już nie zliczę który raz. Ta długa, bo 7.5 km droga do schroniska jest jedynie środkiem do celu, a celem są wspaniałe przygody na graniach. Przewodnik przybliża z urzędu znane Nam już miejsca, które mijamy dodając ciekawostki. A są to: Siwiańskie Turnie, Polana Huciska, Niżna Brama Chochołowską /tablica poświęcona  ks. Józefowi Kmietowiczowi- przywódcy Powstania Chochołowskiego/, Wywierzysko Chochołowskie /wydajność wody wynosi 300-600 l/s/, Wyżnia Brama Chochołowska. Już tu odczuwamy mocne powiewy wiatru, wiec co będzie na grani? Dalej podziwiamy stoki Bobrowca z Mnichami. Z Polany Chochołowskiej jak na dłoni mamy już Grzesia, Rakoń i Wołowiec, Trzydniowiański, Jarząbczy i masyw Kominiarskiego. W sezonie prowadzony jest tu kulturowy wypas owiec   a szałasy pasterskie rzeczywiście oddają klimat tamtych  czasów. Niektóre z nich są odnowione i są tu ślady pobytu tu Jana Pawła II. Jest dużo śniegu, więc jeszcze poczekamy na krokusy. Swieci słońce i nad granią formuje sie wał chmur. W schronisku Chochołowskim /1146mnpm/ zatrzymujemy się na krótkie śniadanie. Na tablicy TOPR-u wyświetla się 135 km/godz wiatr na grani. Spróbujemy…….. Za żółtymi znakami podchodzimy na Grzesia. Ścieżka jest wydeptana , więc bez przeszkód wąż turystów wije się w górę. Od Przełęczy Bobrowieckiej  dochodzą niebieskie znaki. Po wyjściu z lasu trawersujemy stok w pięknym słońcu i przy lazurze nieba. Im jesteśmy wyżej, tym wyłaniają się piękniejsze widoki. Tu już doświadczamy siły wiatru. Podmuchy wiatru są tak mocne, że trudno utrzymać się na nogach. Zapieramy się kijkami i przemy w górę. Jest duża pokrywa śnieżna, miejscami zapadamy się po kolana. Grześ - 1653mnpm i tu panowie zgotowali nam miłą niespodziankę. Są życzenia i ciekawy upominek z okazji nadchodzącego Dnia Kobiet. Dziękujemy…. Dodatkiem jest panorama powalająca na kolana i szalejący wiatr. Wokoło ośnieżone i błyszczące szczyty. Bezpośrednio Trzydniowiański, Czubik, Kończysty, Jarząbczy, Starorobociański, grań Ornaków z boku Czerwone Wierchy i czubek Giewontu, rozłożony Kominiarski, Bobrowiec, Osobita, Babia Góra i Orawska Mara. A przed nami grań, którą zamierzamy iść tj. Długi Upłaz, Rakoń i Wołowiec. W dole rozsypane są miejscowości niczym puzzle. Przewodnik na szybko przybliża historię stojącego na szczycie krzyża, przekrzykując wiatr. Uzupełniamy ubranie i cieplejsze rękawice. Dalej za niebieskimi znakami na ruszamy na Rakoń  przez  Łuczniańską  Przełęcz. Tu uzbrajamy się w zębate buty i kominiarki, by przez Długi Upłaz - czyli dwa niewiele wyróżniające się wzniesienia o wysokości -1785mnpm i 1632 mnpm wzdłuż granicy państwa zdobyć z pewnym wysiłkiem Rakoń- 1879mnpm. Pod nami Dolina Rohacka z zasypanymi stawami Tatliakową Chatą. Napawamy oczy pięknymi poszerzonymi panoramami Tatr Zachodnich Słowackich z Rohaczami. Nad Tatrami cały czas wisi wał halnego, więc musimy się spieszyć. Pchani wiatrem zbiegamy na przełęcz i teraz już idąc granią zachowujemy wszelkie środki ostrożności. Przez jakiś czas poruszamy się w niszy i wyraźnie mniej wieje. I o dziwo na szczycie wiatr już nie ma takiej siły. Wołowiec - 2064 mnpm – na zimowo drugi raz jest Nasz. Jesteśmy szczęśliwi i zmęczeni. Chłoniemy jak zaczarowani to co natura stworzyła. Widoki rozpościerają się na cztery strony świata: Babia Góra, Osobista, Grześ, z lewej Salatyny, Spalona, Pachola, Banikovski, Hruba Kopa, Trzy Kopy, Rohacze, Smerek, Baraniec, Niżne Tatry, Otargańce, Raczkowa Czuba, Jarząbczy, Czerwony Wierch, Kończysty, Czubik, Trzydniowiański, Starorobociański, Bystra, Wysokie Tatry z Lodowym, a bliżej Giewont, Czerwone Wierchy , Kasprowy, Orla Perć i Świnica, Kominiarski. Zapewniam, że warto było poświecić dużo sił aby to zobaczyć. Dodam, że Wołowiec jest trójstykiem krain geograficznych: Orawy, Liptowa i Podhala. Z uwagi na zagrożenie lawinowe schodzimy ta samą trasą kierunku Grzesia. Ponownie zatrzymujemy się w schronisku, aby solidnie się posilić i odpocząć. Przed nami jeszcze długa dolina, którą niestety przemierzamy kropieni już deszczem. W dniu dzisiejszym skorzystali także fotograficy, bo pod względem fotograficznym zima jest niezwykłą porą roku. A co tam, że ręce marzły i aparaty też. Jednak dopisało Nam szczęście. Mimo walki z wiatrem i własnymi słabościami udało nam sie zdobyć wszystkie trzy szczyty. Przeszliśmy ok. 30 km przy deniwelacji ok.1400m.Był to kolejny bardzo udany wypad w góry w miłymi i sympatycznymi ludźmi. Super nastrój towarzyszył Nam do końca wyprawy. Na odpoczynek przyjdzie czas…..
                                                                                    Zapraszam do galerii zdjęć. Janina Filipek