galeria zdjęć 

  

    „ Góry stoją w swym niezmiennym humorze, a my dumnie, na własnych nogach, wciąż pragniemy doświadczać ich smaku, bez względu na to  jaka jest pogoda  i  ilu polegnie”.

       I pora wybrać się  na Czerwone Wierchy. W dniu 07 maja 2017r mimo wręcz niezadowalających prognoz w Tatrach MOK Jordanów rusza w góry. Twardzi, zwarci i przygotowani na wszystko turyści  jadą do Zakopanego. Już po drodze  leje „jak z cebra” i konsternacja. Na pewno przejdzie … słychać  wśród  uczestników. Rozpoczynamy wędrówkę w Kirach -940 mnpm zakładając ubrania przeciwdeszczowe i peleryny. Wędrujemy kawałek Doliną Kościeliską ,by za polaną Wyżniej Miętusiej Kiry i  pierwszym mostku nad Kościeliskim Potokiem skręcić  w lewo. Idziemy teraz  za podwójnymi znakami, czarne na Przysłop Miętusi  i czerwone na Ciemniak. Jak na razie humory dopisują. Przekraczamy wezbrany potok i mozolnie pniemy się w górę. Jest ślisko, mokro i mgliście. Każdy ze skupieniem patrzy pod nogi. Pelerynowy , kolorowy wąż  wije się wśród świerków i jarzębin Adamicą.  Mimo deszczu i mgieł   z Polany Upłaz dostrzegamy Kominiarski  Wierch i Kopki Kościeliskie. Wokoło pełno kwitnącego pierwiosnka ale pojawiają  się  też  pierwsze kwiaty fioletowego urdzika  i  żywca  gruczołowatego. I dalej w górę, by dotrzeć na odsłonięty teren  i dostrzec  czubek Giewontu z krzyżem. Potem  dalej Upłaziańska  Kopka i  formacja skalna zwana Piecem - 1460mnpm. Na polance Pod Piecem czas na śniadanie  i wzmocnienie kaloryczne. I tu chwilę, bo na czas śniadania  przestaje padać.  Górą nawet trochę widać, więc jest i Małołączniak, urwiska Wielkiej Turni  i wierzchołek Giewontu. W dole kotły Małej i Wielkiej Świstówki , leżące u podnóża urwisk masywu Czerwonych Wierchów. No cóż, znowu leje więc nie czas na rozważania – tylko w górę. Podążamy  przez Gładkie Upłaziańskie. Jeszcze jest sporo brudnego śniegu. Im wyżej, tym więcej śniegu. Kończy się las i wchodzimy w piętro kosówki  i hal. Przechodzą  mocne fale deszczu, a po nich poprawia się widoczność.  Na  Chudej Przełączce - 1850mnpm dochodzą  zielone znaki od  Doliny Tomanowej.  Najbardziej jednak uciążliwym jest podejście na sam Twardy Upłaz. We mgle Mułowa Dolinka. Do Ciemniaka pozostało już niewiele drogi. Deszcz zamienia się w kulki gradu, które z wiatrem biją  w oczy. Pułap chmur jest niski i znowu szczyty są  niewidoczne. Wyżej idziemy już po mokrym  i kaszowatym śniegu. Jest słupek graniczny jest i  Ciemniak - 2096mnpm . Wokoło mleczna mgła, bijący w oczy deszcz ze śniegiem i mocny wiatr. Wprawdzie nie ma jeszcze południa, sił u turystów wiele – ale decydujemy demokratycznie o zakończeniu wędrówki. Jesteśmy zbyt przemoczeni aby kontynuować przejście dalszej trasy. Gdybym tu nie była kilka razy, to pewnie nie poznałabym szczytu w tych mrocznych, mgielnych ciemnościach. Więc gratulacje od przewodnika, szybka zbiorowa fotka , Rysiowe ciasteczka i  wycof. Czerwone Wierchy będą stać nadal  i  wrócimy tu z lepszą aurą. Schodzimy ta samą trasą w dół. Wprawdzie pozostały niespożyte siły i energii wiele, ale tak to czasem bywa. Góry i aura są nieprzewidywalne. Dzisiejszy wariant trasy był  najbardziej monotonnym  spośród dostępnych na Czerwone Wierchy. A zwłaszcza w dolnym odcinku  stromy i męczący. Ale za to przy dobrej pogodzie obfituje w piękne widoki. Jak na dzisiaj to przedeptane w trudnych warunkach 13 km i pokonanie 1200 metrów sukcesywnego przewyższenia. Dziękuję Wam drodzy przyjaciele za ambitne przejście trasy, miłą i sympatyczną atmosferę, która dopisuje grupie MOK niezależnie od pogody.  Sądzę, że mokre aparaty oddadzą autentyczność  wyprawy.                                                     

                                                                                                                                                                                                           Janina Filipek