galeria zdjęć

              24 września 2017 roku w drugi dzień jesieni grupa wysokogórska MOK Jordanów jak zwykle wczesnym rankiem wyrusza na kolejną wyprawę. Tym razem naszym celem ma być wejście na Szpiglasowy Wierch w Tatrach Polskich na wysokość 2172m npm. Pomimo niekorzystnych prognoz pogody na ten dzień i po obfitych deszczach w dniach poprzednich, już na parkingu w Palenicy Białczańskiej mamy pierwsze miłe zaskoczenie… jak to określił nasz przewodnik Andrzej „anomalia pogodowa „ bo… nie pada deszcz:) . Pełni optymizmu, że tak będzie dalej stąd Doliną Rybiego Potoku kierujemy się do Morskiego Oka. Na trasie dowiadujemy się od przewodników wielu ciekawostek z historii tej drogi, która na cześć Profesora Oswalda Balzera nazwana jest jego imieniem (profesor brał udział w procesie w sporze pomiędzy Galicją a Węgrami o ustanowienie granicy w Tatrach, w którym zdecydowano, że Morskie Oko jest nasze, polskie). Przewodnik Zenon informuje nas, że wzdłuż drogi wybudowanych było szereg budynków dla tzw. dróżników utrzymujących nawierzchnię drogi w należytym stanie, niektóre zachowane do dzisiaj, ale spełniają już inną funkcję, np. punktów informacyjnych. Przy jednym z tych budynków zwraca uwagę na kamienny słup z czasów Galicji z wykutymi cyframi 432, 25, 6 oznaczającymi odległości. I tutaj zagadka dla nas (jedna z wielu ) … 432 to odległość z ? Lwowa, gdzie była siedziba gubernatora Galicji, kiedy to droga ta była budowana. Dalej drogą krętą, prowadzącą przez las mijamy Wodogrzmoty Mickiewicza, Włosienicę i docieramy do schroniska przy Morskim Oku. I tutaj kolejne miłe zaskoczenie, nad brzegiem jeziora, gdzie zazwyczaj są tłumy turystów, dzisiaj można w spokoju podziwiać piękno tego miejsca, o którym pisał w swym wierszu K. Przerwa-Tetmajer: „… lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie, jak błyszczący dyjament w stalowym pierścieniu...” Kilka pamiątkowych zdjęć, pobyt w schronisku, gdzie posililiśmy się i wyruszamy w dalszą drogę w kierunku Przełęczy Szpiglasowej żółto znakowanym szlakiem przecinającym zbocza Miedzianego. Początkowo trudności umiarkowane, droga wije się pomiędzy kosodrzewinami, gdzieniegdzie śliskie kamienie. Towarzyszą nam kolory jesienne, dużo czerwieni, pomarańczu i odcieni brązu. Od Przewodników dowiadujemy się, że kiedyś przy tej trasie stał zburzony w 1968 roku szałas pasterski , jeden z ciekawszych zabytków budownictwa tego typu w Tatrach. Docieramy do Dolinki za Mnichem, w dole widać Stawek Staszica. Rozstępują się mgły, które do tej pory nam towarzyszyły i ukazuje się tak oczekiwany błękit nieba i piękny widok na ośnieżone szczyty górujące nad nami m.in. stoki Mnicha, na wprost malownicze jak na dawnej fotografii w kolorach bieli i czerni Wrota Chałubińskiego. Kilka chwil na odpoczynek, zrobienie pięknych zdjęć i ruszamy dalej. Wraz z nabieraniem wysokości promienie słońca grzeją coraz bardziej, krajobraz jesienny ustępuje zimowemu. Szlak pokrywa warstwa śniegu, a im wyżej tym jest go więcej. Niestety promienie słońca spowodowały, że śnieg się topił i byliśmy świadkami jak po zboczu schodziły lawiny (!). Dla wielu było to coś, czego do tej pory nie spotkali w górach i było to dla nich kolejnym doświadczeniem. Kilkakrotnie przechodziliśmy pojedynczo, w skupieniu i bardzo ostrożnie przez osuwiska śniegu, by bezpiecznie dotrzeć wreszcie na Szpiglasową Przełęcz 2110 mnpm. Przewodnik Andrzej informuje nas, że do szczytu zostało jakieś 150 metrów i ok. 60m w pionie. Mgły otuliły nas znowu, warunki nadal trudne, ryzyko lawin . Po „naradzie” Przewodników jest decyzja, że nie wchodzimy na szczyt i wracamy tą samą drogą w dół. Wiadomo- potęga gór wymaga pokory i szacunku. 
Czego słowa nie oddały niech dopełni galeria zdjęć z wycieczki :)

                                                                                                                                                                                    Małgosia