galeria zdjęć

 

    

        To, że grupa turystyki wysokogórskiej MOK Jordanów chodzi w góry w każdych warunkach nikogo już nie dziwi, bo trwa to od 10 lat. I tak się też stało w niedzielę 29 października. Co prawda nasze pierwotne plany były inne, bo zamierzaliśmy wyjść na Lodową Przełęcz w Słowackich Tatrach Wysokich, ale ze względu na bardzo złe prognozy mając na uwadze bezpieczeństwo uczestników zmieniliśmy plany i wykorzystaliśmy plan awaryjny. Wczesnym rankiem ruszyliśmy w Słowackie Tatry Zachodnie, aby wejść na Grzesia trasą którą jeszcze nigdy nie wchodziliśmy. Podejście rozpoczęliśmy z Polany Zwierówka w strugach padającego deszczu. W miarę nabierania wysokości deszcz zamienił się w sypiący mokry śnieg do którego dołączył bardzo mocny wiatr, który łamał w lesie wierzchołki drzew jak zapałki. W tych dosyć ekstremalnych warunkach dotarliśmy na Przełęcz pod Osobitą. Tutaj wiatr rozpędził się jeszcze bardziej i momentami musieliśmy się zatrzymywać, gdyż nie sposób było zrobić krok do przodu, a wyrywane gródki lodu kuły nas niemiłosiernie po twarzach. W pewnym momencie wiatr ustał, a przed nami ukazało się błękitne niebo i piękne widoki. Niestety trwało to tylko kilka minut, ale dobre i to :). Człapiąc z wolna po półmetrowym śniegu doszliśmy do naszego punktu docelowego czyli Grzesia :).

        Po zrobieniu pamiątkowej fotki na szczycie szybkim krokiem ruszyliśmy w dół, bo wietrzysko wzmagało swoją siłę podmuchu i ciężko było ustać na nogach. Po półtorej godzinie dotarliśmy do schroniska w Dolinie Chochołowskiej zahaczając o Bobrowiecką Przełecz.. W schronisku uzupełniliśmy spalone kalorie i ruszyliśmy do czekającego na nas busa. Łącznie przeszliśmy 19 km przy różnicy poziomów 900 m npm. Dla niektórych z naszej 26 osobowej grupy było to pierwsze spotkanie z górami w swojej zimowej odsłonie. Dzielnie sobie poradzili z trudami tej wyprawy i już deklarują swój udział w następnych zimowych wyzwaniach. Gratuluje wszystkim odwagi i samozaparcia w walce z własnymi słabościami i zapraszam na kolejne wycieczki z MOK Jordanów :)

                                                                                                                                                                                                   i ja też tam byłem ...Janek :)