galeria zdjęć

 

     Ledwo blady świt 12 listopada rozproszył nocy mrok, a na ROZSUTEC WIELKI ruszył Jordanowski MOK. Tym razem do Małej Fatry na Słowacji wykonać spacer pełen gracij :) ..

Zaczynamy we wsi Stefanova razem z nieśmiało wschodzącym słońcem. Idziemy do wąwozu skalnego Horne Diery, i od razu mamy nadprogramowe towarzystwo...to przyjazny piesek idzie z nami, który wyczół dobrych ludzi z Jordanowa i okolic :). Po drodze wita nas szemrzący potok. Jest ślisko więc drabinki, łańcuchy i klamry pomagają w pokonywaniu przeszkód. Nad przepaścią trzeba się trochę powyginać, a piesek z małymi trudnościami też dał radę i dzielnie kroczył z nami. Jest coraz piękniej i z każdym metrem mamy coraz większe doznania . Docieramy na przełęcz Medzirazsutce, skąd ruszamy w górę przez las, który dotąd skrywał przed nami piękne widoki, ale im bliżej celu tym prześwity słońca między drzewami są coraz większe. Wiatru tym razem nie mamy prawie wcale, deszcz też ustał, a przecież prognozy były odpychające, a tu co?...tylko lekka mgiełka i piękne promienie tworzące bajeczne spektakle.

       Jednym z nich było bardzo rzadko spotykane widmo brockenu, które wita nas wychodzących z lasu. Upajamy sie tym niecodziennym widokiem, a następnie chwytamy łańcuchy bo szczyt tuż tuż. Po mozolnej wspinaczce docieramy wreszcie na wielki ROZSUTEC (1610 m npm) , a tam czekają na nas Rysiowe ciasteczka i tradycyjna pamiątkowa foteczka no i oczywiście gratulacje od przewodnika Andrzejka :) . Lekko się posilamy, pieska nie zapominamy i raki zakładamy. Przyszedł czas by na dół się zbierać. Ruszamy ostro w dół z pomocą łańcuchów rozciągniętych między skałami.Jest ślisko dlatego schodzimy bardzo powoli kontrolując każdy krok. Piesek ma małe problemy ale nasz "święty Piotruś " bierze go w swojej ramiona i schodzi z nim przypłacając to poświęcenie, groźnie wyglądającym upadkiem. Na szczęście nic się nie stało naszemu koledze ani pieskowi. Gdy już jesteśmy na przełęczy Medziholie odwracamy sie dając ostatnie spojrzenie na zdobyty szczyt. Zatrzymujemy się jeszcze na ostatni poczęstunek słodkościami, a następnie podążamy do kresu naszej wycieczki. Wielki ROZSUTEC żegna nas w całej swojej dostojności i pięknie.

       Piszę to wszystko ale oddać uroku tego czego byliśmy częścią nie potrafię, bo to trzeba przeżyć, zobaczyć własnymi oczyma. Pozdrawiam i dziękuję, że mogłam być częścią tej wspaniałej wyprawy z ekipą MOK Jordanów. Edytka :)