galeria zdjęć

  

                                                                              Zima ma swój urok, a lepszego narkotyku jak góry nie ma!!!!!

           Środek zimy, wczesna godzina, bo 6.00 w dniu 04 luty 2018r. MOK Jordanów zaplanował w dniu dzisiejszym Trzydniowiański Wierch , ale aura w Tatrach pomieszała Nam szyki. Ogłoszona lawinowa trójka, duży opad śniegu - więc wybieramy wariant zastępczy Gęsią Szyję. Bezpieczeństwo i rozwaga są najważniejsze. Mimo białych dróg w rejonie już Bukowiny Tatrzańskiej, zaprzyjaźniony busik radzi sobie doskonale. I także w krajobrazie przedstawia się Nam piękny zimowy pejzaż. Niestety jest zachmurzone i zaczyna już prószyć. Grupa składająca się z 30-u śmiałków przygotowanych na „wszystko” rusza z Wierch Porońca -1105mnpm za zielonymi znakami. Dodam, że wędruje dziś z nami Michał z Warszawy, którego przygarnęliśmy serdecznie. Sypie gęściutki śnieg, otacza Nas pierzynka białego puchu. Wędrując przez las podziwiamy majestatyczne, puchate drzewa. W punktach widokowych ledwo majaczą Tatry Bielskie. Przewodnik Zenon zwraca uwagę na szczególne, stare „jodły z bocianim gniazdem”. Mijamy Goły Wierch, który wcale nie jest goły lecz zarośnięty drzewami i krzewami. Stąd widzimy Koszystą, Dolinę Waksmundzką i Wołoszyny. Spacer do Rusinowej Polany -1200mnpm traktujemy jako rozgrzewkę. Podchodzimy na jej górną część, aby wypatrywać słabo widoczny Murań i Nowy Wierch w Tatrach Bielskich. Dalej widać też Szeroką Jaworzyńską, Młynarza, Dolinę Żabich Stawów Białczańskich, Grań siedmiu Granatów i kawałek Mięgusza w Tatrach Wysokich. Bardziej w prawo Koszysta i Wołoszyny, natomiast przed Nami cel Gęsia Szyja. Mamy dobry czas, więc zatrzymujemy się przy szałasie i przewodnik Andrzej opowiada nam o babce Anieli Kobylarczykowej. Była to gaździna ,która jako jedyna nie przyjęła pieniędzy od państwa za grunt , kiedy wywłaszczano górali. W sezonie wypasano tam owce i pomieszkiwała w szałasie a turyści mogli przenocować na sianie czy napić się herbaty. Zajrzał tu również Karol Wojtyła. A, że wiadra były puste, to babka wysłała go po wodę do potoku. Co potem skwitowała jak Wojtyła został papieżem, że „ gdyby wiedziała, miałaby dwa wiadra święconej wody”. Udajemy się do kaplicy na Wiktorówkach. Zbudowano ją w stylu zakopiańskim w 1936 r. w miejscu, gdzie wg legendy pojawiła się Matka Boża Marysi Murzańskiej-14 letniej pasterce. To miejsce należy do najczęściej odwiedzanych kaplic kultu maryjnego na Podhalu. Pokłoniliśmy się Matce Bożej Jaworzyńskiej, Królowej Tatr i skorzystaliśmy z poczęstunku herbatą u gospodarzy ojców Dominikanów. Andrzej przypomniał nam także postacie zmarłych "Ludzi Gór". Mogliśmy zobaczyć pamiątkowe tablice im poświęcone, umieszczone wokół kaplicy. Wracamy na Rusinową Polanę , by rozpocząć trawers stromego podejścia na Gęsią Szyję. Brniemy w głębokim śniegu, a padający, gęsty śnieg wzbogaca atmosferę. Podziwiając uroki zimy mozolnie, lecz skutecznie pniemy się w górę, by Gęsią Szyję - 1489mnpm zdobyć południem. Nazwana jest tak przez górali jako długa i wysoka. Jest bardzo ładnym szczytem, ponadto niewysokim jak na tatrzańskie warunki i znajdują się tam ciekawe skałki. Czas na degustację ciasteczek od Rysia i kilka fotek. 
           Zabieramy się do zejścia w dół przez Przysłop Waksmundzki. Na Równi Waksmundzkiej -1407mnpm krzyżują się szlaki do Murowańca, Roztoki i Psiej Trawki. Za czerwonymi znakami, brnąc w śniegu najpierw przez las, potem na przemian „góra”, „dół” robiąc przewyższenie, przekraczamy Potok Waksmundzki. Potężne głazy pokryte są śnieżnymi czapami. Docieramy na zarośniętą Polanę pod Wołoszynem. Połamany las przypomina zasypane leśne cmentarzysko, a kiedyś kwitło tu pasterstwo. Znowu odpoczywając słuchamy o Orlej Perci, która dawnej miała początek na Wołoszynie W tym miejscu czarne znaki odchodzą na Rusinową Polanę. Dalej lasem docieramy do drogi z Palenicy do Morskiego Oka. Postanawiamy odpocząć w schronisku w Roztoce, więc musimy podejść do Wodogrzmotów Mickiewicza. Po drodze, przy budynku informacji turystycznej a dawnej budce dróżnika tym razem Zenon poleca Nam rozgryźć zagadkę. Dotyczy ona okrytego podczas budowy Drogi Balcera słupka, pochodzącego z czasów Galicji a znajdującego się obecnie przy drodze z wyrytymi cyframi na czterech jego stronach. Cyfra 432 to odległość do Lwowa, 25 do Zakopanego, 25 do Nowego Targu i 6 do Morskiego Oka. Co oczywiście odgadliśmy w mig. Również od Wodogrzmotów odchodzą znaki do Pięciu Stawów. Szybko zbiegamy do Roztoki, znowu przez połamany las. Schronisko zbudowano w1874r, obecny budynek powstał w 1913r i nosi imię Wincentego Pola. Jest to uroczy, drewniany budynek z gankiem posadowiony na wysokości 1031 mnpm. W ciepełku, delektując się przyniesionymi i miejscowymi frykasami oraz w miłej atmosferze odpoczywamy po trudach wędrówki Chętnie byśmy pogwarzyli, ale śnieg sypie coraz bardziej i czas szybko ucieka. Ruszamy i zasypani jak bałwany dochodzimy Palenicy. Pokonaliśmy w dniu dzisiejszym 17 km wprawdzie przy niewielkiej, bo 650 metrowej deniwelacji. Mimo opadu śniegu i uciążliwej trasy, humor w grupie dopisywał.
Były urokliwe, zimowe pejzaże i sympatyczna atmosfera współuczestników tej wyprawy. Tak dalej trzymamy. 
Zapraszam do galerii zdjęć w wykonaniu Konrada Kacorzyka. 
                                                                                                                                           Janina Filipek