galeria zdjęć

 

„Góry rozpaliły w sercach naszych przepotężny ogień namiętności, największego skarbu, danego człowiekowi. Bo tylko wielka namiętność potrafi oderwać życie człowieka od szarzyzny bytowania i podnieść je ku wyżynom, skąd widać już jasne zorze nieśmiertelności"... Roman Kordys

              Skoro pełnia wiosny i 1 maja 2018r, to turyści z MOK Jordanów zaplanowali Małą Fatrę na Słowacji. Rejony tej pięknej krainy mocno Nas urzekły swoją prostotą, a zarazem bajkowością i postanowiliśmy ponownie ruszyć na podbój najwyższego szczytu w tym paśmie Wielkiego Fatrzańskiego Krywania. Przez Chyżne, Dolny Kubin, Tarnicę, Zazrivę, Terhovą podążaliśmy do Stefanowej. Już nastał długi dzień, więc po drodze podziwialiśmy wielkie słońce nad górami, zieleń i zieleń bez końca, kwitnące drzewa owocowe i „moje” na Orawie. Dostojnie górował nad rzeką Orawą, wkomponowany w skały Orawski Zamek i jakby zapraszał do odwiedzin. Ponadto Wielki Chocz i Góry Choczańskie dominowały nad szosą a w większości drogi towarzyszyła Nam rzeka Orawa. W Terhovej powitał Nas błyszczący posąg Juraja Janosika. My zaś wąskim wąwozem między Sokoliem a Bobotami dojechaliśmy do Doliny Vratnej i Stefanowej /625mnpm/. Zapowiadał się piękny dzień. Błękit nieba, zieleń i góry dookoła to atut, by wędrować dziś po tej krainie. Z parkingu ruszyliśmy za niebieskimi znakami przez bukowo- świerkowe lasy, pnąc się ostro w górę. Było parno, więc co rusz zrzucaliśmy z siebie nakrycia. I tak kolorowa grupa turystów gwarząc wesoło pokonywała prawie 350 metrów przewyższenia aby dotrzeć na Gruń, do Chaty na Gruni w Krywańskiej części Małej Fatry.

    Schronisko znajduje się na wysokości 973 mnpm. Jest to najwyżej położona chata w całej Dolinie Vratnej, czynna przez cały rok z uwagi na dużą ilość wyciągów narciarskich. Od schroniska rozpościerał się piękny widok na Velky Rozsutec, najbardziej osobliwy szczyt Małej Fatry. Czas na sute śniadanie i kop kofoli, bo przed nami kolejny etap parcia w górę. Podejście natomiast nie wydaje się być trudne, a jedynie suma przewyższeń może dać się we znaki . Za żółtymi znakami po stoku narciarskim drapaliśmy się na Południowy Gruń. Dobrze, że pod nogami było sucho i wiał lekki zefirek. Wznosząc się wyżej i wyżej, otwierały się widoki na otoczenie Doliny Vratnej. Bieliły się wystające skałki Bobotów i Sokolii, wyłaniały się już odległe panoramy Beskidu Żywieckiego i Śląskiego oraz grań Baraniarek, Kraviarskiego i Żitnego. Z drugiej strony dwa Rozsutce a między nimi daleko Babia Góra. Wreszcie nadszedł koniec męczącego, monotonnego podchodzenia i dotarliśmy na Południowy Gruń - 1459-mnpm. Jak na dłoni mieliśmy skaliste masywy obu Rozsutców i Stocha, ale nie Kamila. Widoczna była grań, którą mieliśmy do przejścia aż po Wielki Fatrzański Krywań. Odtąd szliśmy graniowym szlakiem czerwonym przez dwuwierzchołkowe Stieny 1535mnpm – 1572mnpm. Podziwialiśmy i fotografowaliśmy nie tylko panoramy ale też goryczkę wiosenną, kępy dorodnych pierwiosnków i jeszcze pojedyncze krokusy. No i wiało na grani, więc ubieraliśmy a podchodząc w górę znów rozbieraliśmy się. Kolejno osiągnęliśmy Hromove -1636mnpm. Grań była skalisto - trawiasta, ale jeszcze w zapadlinach leżały płaty śniegu. Na Przełęczy za Hromovym doszły znaki żółte od Źródeł Mojżesza i do Chaty Pod Chlebem. Niby wiosenny upał, ale silny wiatr robił swoje. Po krótkim czasie byliśmy na Chlebie -1646mnpm i zaserwowaliśmy sobie solidny odpoczynek, chroniąc się od wiatru za zboczem. Wydawało się, że jak nie ma Rysia- to nie będzie ciasteczek….Więc była to myśl złudna. Pełną tradycję podtrzymał Leszek, częstując wszystkich pysznymi pierniczkami z Wadowic i nie tylko….. Obserwowaliśmy też loty 6-iu szybowców krążących   nad Wielkim Fatrzańskim Krywaniem. W zasięgu wzroku mieliśmy wszystkie szczyty Małej Fatry z tym najwyższym. W dole Dolinę Vratną, ze skalną bramą oddzielającą ją od Terhowej, miasta Janosika. Beskid Żywiecki z Babia Górą i Pilskiem, Śląski ze Skrzycznem, z drugiej strony skaliste Rozsutce, kopiasty Stoch, w oddali całe Tatry, Góry Choczańskie z Choczem, Pogórze Kysuckie, Tatry Niżne. Następnie schodziliśmy do Snilovskiego Siedla -1524mnpm. Kolejkę wybudowano w 2005 r. w miejsce starszej kolei krzesełkowej. Przed Nami wyzwanie o nazwie Velky Fatransky Krivań -1709mnpm – będący najwyższym tego pasma. Więc omijając górną część kolejki Snilovskie Sedlo podążaliśmy znowu w górę. Co rusz szybowce przecinały niebo nad Nami. Słychać tylko szum i cięcie powietrza. A silny wiatr im bardzo sprzyjał. Na szczycie stanęliśmy ok. godz. 14-ej. Gratulacje od przewodnika, fotki i jeszcze raz panoramki przy wyjącym wietrze. Osłoniła się Wielka Fatra, dalsza część Małej Fatry z Martińską Holą, Velką Lucą a daleko z Klakiem. W dole zaś Dolina Wagu ze zbiornikiem, miasto Żylina i Martin. A przed Nami Mały Fatrzański Krywań i Stratenec.

       Czas podążać w dół. Tym razem zmieniliśmy trasę od planowanej i postanowiliśmy zejść dłuższą trasą lecz bardziej atrakcyjną niż trasa pod wyciągiem z przełęczy. Jakby było mało szczytów, to weszliśmy jeszcze na Pekelnik – 1609mnpm. W dole widzieliśmy Doline Branicy.Opuściliśmy grań główną i zaczęliśmy już schodzić w dół do Przełęczy Bublen – 1510mnpm za żółtymi znakami. Przechodziliśmy przez Hrapaky do Przełęczy za Kraviarskim za niebieskimi znakami. Grzejące słońce, olejki eteryczne rozgrzanej kosówki i zapachy kwitnących kwiatów i krzewów przyprawiały o zawrót głowy. Szliśmy już kawałkiem tej trasy, lecz w odwrotnym kierunku. Na przełęczy zalegliśmy na trawie w pełnym słońcu i dzieliliśmy się wrażeniami, wspominając ciekawostki z poprzednich wyjść w góry. Chciałoby się tak poleżeć dłużej, lecz przed Nami długie, strome i piarżyste zejście do głębokiej Doliny. Zielone znaki kluczyły po stromym, zarośniętym zboczu z licznymi przeszkodami z postaci powalonych drzew. Dolna część trasy wiodła głębokim potokiem wśród olbrzymich głazów. Więc była wielka koncentracja aby nie skręcić nogi. Myślę, że cała, długa trasa nie dała nam tak w kość jak ten odcinek. Bezpiecznie zeszliśmy do parkingu i oczekującego busika. A jeszcze na dole mieliśmy okazje podziwiać piękne kwiaty miesięcznicy trwałej zwanej potocznie srebrnikami Judasza, którą można spotkać właśnie w górskiej jaworzynie bukowej.Panoramy, jakie ujrzeliśmy wynagrodziły nam wszystkie trudy wędrówki. Doznaliśmy szczęśliwego zmęczenia, które ogarnęło Nas po drapaniu się na kolejne szczyty. Fantastyczna atmosfera, wspaniała pogoda i dobra wędrówka sprawiły, że byliśmy spełnieni. Mogliśmy wracać do domów z nowym zapasem energii do następnego wypadu. Przeszliśmy około 17 km przy dużym przewyższeniu ponad 1400 metrów. Zatem do zobaczenia i odsyłam do galerii zdjęć.

                                                                                                                                                    Jasia Filipek