galeria zdjęć

 

Z Doliny Małej Łąki na Giewont

 

            Jest listopadowy poranek - 14 listopada 2010r… właśnie tego dnia ,37 uczestników grupy turystycznej wraz z opiekunami i przewodnikami tatrzańskimi wyruszyło na wycieczkę pieszą w Tatry Polskie. Prognozy pogody na ten dzień były optymistyczne, wiec oprócz zaplanowanego spaceru po dolinkach, organizatorzy mieli dla nas jeszcze górską niespodziankę. Początek pieszej wycieczki nastąpił  o godz.7 15 u wylotu Doliny Małej Łąki

( ok.930 m). Właśnie w tym miejscu przewodnicy /A.Bulanda, Z.Całyniuk/ zapoznali nas z początkową trasą turystyczną na Wielką Polanę Małołącką i Przełęcz Kondracką. Niespodzianka pozostała nadal nie ujawniona  uczestnikom. Zanim powędrowaliśmy 2,5 km odcinkiem świerkowych lasów na  Wielką Polanę Małołącką , wysłuchaliśmy ciekawostek nt. doliny. A więc…

Dolina Małej Łąki  jest najmniejszą z walnych dolin w Tatrach Polskich , choć bez wątpienia najbardziej uroczą.  Zbudowana  ze  skał osadowych, ma długość 5,4 km i powierzchnę ok. 5,7 km2. Jej górna i środkowa część, została poszerzona przez lodowce i charakteryzuje się U-kształtnym przekrojem poprzecznym. Natomiast dolna część  doliny ma przekrój V-kształtny, charakterystyczny dla przeobrażeń polodowcowych.. Dnem doliny przepływa Małołącki Potok o długości 3 km. Ciekawostką jest, że w dolnej i środkowej części doliny potok  nie szumi, ponieważ płynie pod ziemią. Po dojściu  żółtym szlakiem do Wielkiej Polany Małołackiej , nastąpiła krótka przerwa na posiłek , oglądanie uroków doliny i wskazanie przez przewodników w terenie dalszej trasy. Polana jest płaską łąką o długości ok.1 km, która  powstała w miejscu jeziora polodowcowego. Dowiedzieliśmy się ,że jesteśmy w miejscu  dawnej wioski pasterskiej złożonej z 20 budynków pasterskich i łąkarskich, zniszczonych po zniesieniu wypasu owiec i bydła. Niestety ta decyzja TPN spowodowała zarastanie polany, a liczne w latach 1967-68 szałasy  możemy sobie obecnie tylko  wyobrazić.

O godz. 910 byliśmy na Świstówce, gdzie zobaczyliśmy w niedalekiej odległości Giewont ze srebrnym  krzyżem w promieniach słońca na niebieskim bezchmurnym tle. Wystarczyło tylko podnieść głowę  a widok zachwycał i był źródłem radości  z pobytu w tym miejscu, dla niektórych  uczestników  po raz pierwszy w życiu. Znaleźliśmy się w bliskim otoczeniu  Mnichów  Małoląckich /Dziadka i Babki/ , Kopy Kondrackiej (2005m), Wielkiej Turni (1874m). Po lewej stronie Giewontu w słońcu widniała Siodłowa Turnia       (1647m) . W tym miejscu niezwykle czułam bliskość gór i satysfakcje ,że już znam ich nazwy i umiejscowienie w terenie . Dzięki wielokrotnym pokazom  i zaangażowanym wyjaśnieniom przewodników jesteśmy po każdej wycieczce bogatsi w wiedzę . Dla wielu z nas jest  satysfakcjonujące, że powiększamy znajomość nazw dolin, szczytów, żlebów, przełęczy w Tatrach. Dzielenie się powyższą wiedzą z innymi niewątpliwie ma wpływ na przyszłych uczestników , którzy systematycznie przybywają do Grupy Turystyki Górskiej / na obecnej wycieczce- 4 osoby /. Niezapomniane z całej trasy turystycznej  widoki zostały upamiętnione przez organizatorów na zdjęciach, które można oglądać na stronie internetowej MOK w Jordanowie.

            Na dalszej trasie szliśmy pod górę   Głazistym Żlebem  i  wśród łanów bujnych kosodrzewin . Na Przełęczy Kondrackiej /godz.1005/zaskoczyły nas widoki na Dolinę Kondratową i Tatry Wysokie. Widoczność tego dnia była wspaniała , co wynagrodziło nam ostatnią mało widokową wyprawę/mgły/ na Małołączniak. Z tego miejsca widzieliśmy doskonale podejście na Giewont, na szczęście bez tłumu turystów. Właśnie ta góra była niespodzianką , bo Ci którzy  jeszcze na niej nie byli, spełnili swoje marzenia.  Przepiękna górska  panorama spowodowała wiele pytań do przewodników  odnośnie położonych najbliżej  i w oddali szczytów i pasm górskich. Te niezwykłe widokowe szczyty górskie

od strony Doliny Kondratowej to :Kasprowy Wierch, Świnica, Granaty, Żółta Turnia i Koszysta . Z oddali widoczne były Trzy Korony w Pieninach. Pod promieniami słońca była Kopa Kondracka z małymi ludzikami na szczycie. Natomiast masyw Czerwonych Wierchów był lekko pokryty śniegiem przypominającym, że to już 14 listopada. Patrząc na  zachód  mieliśmy widoki na Mały Giewont, Babią Górę i Pilsko . 

 Przed wyjściem niebieskim szlakiem na Giewont przewodnicy przeprowadzili pogadankę na temat bezpiecznego poruszania się na szlaku i  zwrócili szczególną  uwagę na odcinek z łańcuchami . W naszej grupie nie było problemów ze zdobyciem tej najpopularniejszej góry w Polsce i symbolu Zakopanego.  Nikt nie miał lęków wysokości, a tempo wspinaczki umożliwiło uczestnikom wspinanie się dość stromo w górę. Tym razem byłam pierwszą osobą której to przewodnik uścisnął dłoń na szczycie Wielkiego Giewontu

 ( 1895m). Jestem z tego zadowolona , bo po raz pierwszy  zdarzyło mi się być tak szybko na szczycie. Ponieważ  jest na nim mało miejsca , siedzieliśmy blisko siebie i podziwialiśmy bogatą panoramę aż po linię Beskidów. Zobaczyliśmy też  kozicę ,która wyłoniła się nieco niżej  wśród kosodrzewin . Gładkie  skały , brak barierek  wymusił na nas w tym miejscu szczególną ostrożność. Przewodnik opowiedział nam  historię  15- metrowego krzyża

( 17,5 m po zamontowaniu/ postawionego na szczycie w 1901r  z inicjatywy proboszcza  ks. Kaszalewskiego i jego parafian z Zakopanego. Dowiedzieliśmy się że został wyprodukowany w krakowskiej fabryce Józefa Goreckiego , skąd w postaci 400 elementów o wadze 1819 kg  przewieziony został  pociągiem do Zakopanego. Uroczystość poświecenia krzyża miała miejsce na Przełęczy  Szczerba (1823 m) - 19 sierpnia 2001r .Wielu zakopiańskich gazdów właśnie tego dnia było po raz pierwszy na Giewoncie. W 2005 r w godzinie śmierci

Jana Pawła II grupa zakopiańczyków podświetliła krzyż halogenami . Corocznie jest to kontynuowane  a ponadto  krzyż jest celem wielu pielgrzymek. Należy pamiętać że szczyt Giewontu jest bardzo niebezpieczny podczas burzy. Jest on także często wybierany przez samobójców ,którzy rzucają się w urwisko na północnej stronie .Przewodnicy poinformowali nas aby  w trakcie powrotów ze szczytu  nie schodzić na skróty gdyż odnotowano wiele śmiertelnych wypadków. Podczas tej wycieczki uświadomiłam sobie ,że  masyw  Giewontu składa się   nie tylko z Wielkiego Giewontu (1894m) zwanego potocznie Giewontem . Na wschód od niego zobaczyłam Przełęcz Szczerba/szyja śpiącego rycerza  a potem grań Długiego  Giewontu (1867m) .  Na zachód od wierzchołka z krzyżem wznosi się postrzępiona grań Małego  Giewontu( 1728m). Wiem gdzie  znajduje się Giewoncka Przełęcz.  Właśnie te górskie elementy tworzą widoczną z Zakopanego/i nie tylko/ sylwetkę śpiącego rycerza , z którym związane są liczne legendy.

Nasza dalsza trasa po zejściu z Giewontu  prowadziła do Doliny Strążyskiej ( 898m) przez Przełęcz w Grzybowu (1311m). O 1335 znaleźlismy się na polance wśród drzew iglastych z widokiem na zbocza Grzybowca (1417m ) i Mały Giewont . Musieliśmy teraz podnosić głowy by  nacieszyć oczy tym widokiem. Ponieważ temperatura powietrza nie przypominała  połowy listopada, siedzieliśmy z krótkimi rękawami w promieniach słońca i mieliśmy ochotę tu  pozostać. Dyrektor MOK i opiekun grupy Turystyki Górskiej mieli czas na uwiecznienie chwil na zdjęciach . Trasa na  Przełęcz w Grzybowu porośnięta lasem , z oznakami nadciągającego zmroku i czerwono zabarwionymi  łupkami  triasowymi zaczęła mi się dłużyć i ucieszyłam się ,gdy była już Dolina Strążyska. Nazwa jej pochodzi od miejsca gdzie stały ,,strągi” czyli zagrody dla owiec. Imponująco i zatrważająco przedstawia się widniejąca w pobliżu  500 metrowa północna ściana Giewontu, w której zginęło przeszło 20 turystów. Będąc na szczycie Giewontu byłam nieświadoma  tego stromego urwiska  z ławic wapienia. Po krótkim odpoczynku w bufecie udaliśmy się w drogę  powrotną do autobusu wzdłuż tej dolinki Tatr Zachodnich .Przewodnik zwrócił jeszcze naszą uwagę  na dolomitowe igły Trzech Kominów /inne nazwy to Mnichy lub Płaczki/ ukryte wśród drzew. Już 1909r wspinała się na nie  Helena Dłuska / siostrzenica Marii Skłodowskiej-Curie/ i mocno poturbowała. Z  przebytej trasy wszyscy uczestnicy Grupy Turystyki Górskiej  powrócili bezpiecznie. Aktywny wypoczynek w promieniach listopadowego słońca z pewnością  doda nam sił psychicznych  na kolejne tygodnie codziennych obowiązków . A do miłych wspomnień  zawsze będzie można wrócić myślami i oglądając zdjęcia na stronie internetowej MOK  w Jordanowie.

                                                                           Opisała- Ewa /uczestniczka wycieczki