galeria zdjęć

 

Grań Ornaków, oddzielająca Dolinę Kościeliską od Doliny Chochołowskiej to cel wycieczki zaplanowanej na ostatnią niedzielę marca.

Sobota 27 marca- całą Polskę ogarnęła „Małyszomania”, a nas czarna rozpacz; pogoda fatalna deszcz, wiatr a w końcu śnieg!

Niedziela 28 marca- cud! Sprawdzają się prognozy synoptyków- aura nam sprzyja!

Tradycyjnie, rankiem Grupa Turystyki Górskiej MOK wyjeżdża w góry. Mimo zmiany czasu na letni, wszyscy stawiają się na zbiórkę punktualnie. Przewodnik Andrzej Bulanda przedstawia propozycję trasy wycieczki - ostateczna decyzja zapadnie na miejscu, ponieważ nie wiadomo jakie są warunki na szlakach.

 Do wylotu Doliny Kościeliskiej dojechaliśmy około 8.30. Pierwszy etap to przejście doliną do schroniska na Małej Polance Ornaczańskiej. Idziemy przez najpiękniejszą dolinę Tatr Zachodnich „w świecie skał i legend”, jak pisze J. Nyka w swoim przewodniku.

Wyruszamy z Kir podziwiając w trakcie wędrówki skalne bramy, niesamowite wapienne turnie, a na nich okazy drzew urwiskowych. Andrzej podaje ich nazwy, prowadzi nas do Lodowego Żródła, z którego woda wypływa w trzech kierunkach. W tej dolinie nie sposób zapomnieć o pasterzach, zbójnikach, poszukiwaczach skarbów, kopalniach rud metali, pierwszych turystach, narciarzach czy speleologach. Wapienne skały kryją liczne jaskinie, przepiękne wąwozy  i inne zjawiska krasowe. Pogoda ciągle poprawia się, aż wreszcie w pełnym słońcu możemy podziwiać olśniewającą biel śniegu pokrywającego odsłaniające się szczyty w grani głównej. Do schroniska docieramy około dziesiątej. Wszyscy fotografują błyszczącą w słońcu Bystrą (najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, 2248mnpm) z Błyszczem.

Górna część Doliny Kościeliskiej- Dolina Pyszniańska to tereny ukochane przez narciarzy okresu międzywojennego. Można o nich poczytać w kultowej książce „W stronę Pysznej” napisanej przez Stanisława Zielińskiego na podstawie wspomnień Wandy Gentil Tippenhuer „Rudej”.

Po przerwie śniadaniowej wyruszmy na Iwaniacką Przełęcz. Musimy pokonać około 350 metrów różnicy wysokości. Znaki umieszczone na drzewie przypominają o zagrożeniach lawinowych. W miarę podchodzenia odsłaniają nam się wspaniałe widoki na otoczenie Doliny Tomanowej i Pyszniańskiej. Panów najbardziej zaintrygowały żleby opadające z Kamienistej o wielce obiecującej nazwie „Babie Nogi”. Nie są pierwszymi; Zieliński we wspomnianej książce opisuje jak to Józef Oppenheim jadąc na nartach „machnął kozła, upadł i poleciał z pieca na łeb prosto w rozwarte Babie Nogi”.

Natomiast panie z troską spoglądają na przewodnika, który pokazuje najdłuższą swoją trasę pokonaną metodą „dupozjazdu”, zwłaszcza w kontekście licznie połamanych drzew.

Iwaniacka Przełęcz oddziela imponujący Kominirski Wierch od grani Ornaków.

Ponieważ warunki są dobre, Andrzej decyduje o kontynuowaniu wędrówki zgodnie z planem.

W samo południe zaczynamy mozolne, 400 metrowe podejście. W lesie szlak jest oblodzony, ale świeżo spadły śnieg dosyć skutecznie pokrywa lód. Powyżej górnej granicy lasu, w pasie kosodrzewiny idziemy bardzo stromo w górę, ale po starym śniegu, na którym buty nie ślizgają się. Pogoda wspaniała, góry pokryte nieskazitelnie białym śniegiem. Po dojściu na grań podziwiamy obie Doliny: Kościeliską i Chochołowską. Docieramy na środkowy wierzchołek Ornaku (1854 mnpm) i rozsiadamy się na odpoczynek.

Wokół wspaniała panorama Tatr; Andrzej pokazuje szczyty Tatr Wysokich z Lodowym, Rysami, Wysoką oraz Tatr Zachodnich z Bystrą, Starorobociańskim, Wołowcem i pięknymi Rohaczami. Nad chmurami zalegającymi Orawę góruje Babia Góra. Ja usiłuję zlokalizować polanę, na której stało legendarne schronisko narciarskie na Pysznej. Robimy pamiątkowe zdjęcia i trzeba wracać. Ze względu na zimowe warunki nie kontynuujemy wędrówki do Siwej Przełęczy lecz wracamy tą sama drogą. Przy zejściu trzeba bardzo uważać, ale wszyscy wykazują maksimum koncentracji i szczęśliwie wracamy na przełęcz. I tutaj afera; okazuje się, że jeden z panów zniósł ze szczytu kilka kamieni. Nikt oczywiście nie wie jak znalazły się one w jego plecaku. Kiedy dotarliśmy do schroniska na Ornaku nikt nie rozstawał się ze swoim plecakiem nawet idąc do toalety w obawie, że będzie dźwigał jakieś dodatkowe ciężary.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy do Kir gdzie czekał nasz autobus.

Kończyła się wspaniała wycieczka; nawet najlepsze zdjęcia nie są w stanie ukazać jak piękne były Tatry tego dnia.

                                                                                  

 

                                                         Beata Konwerska- uczestniczka wycieczki.