galeria zdjęć

                                                    Wycieczka na Granaty

 

„Tatry nie są zwykłym pięknem, są pięknem ponad inne piękna. Tam, gdzie piękno łączy się z tęsknotą za pięknem, rodzi się miłość. Góry trzeba ukochać, później idziemy w nie jakby oczyszczeni z trosk i problemów, hartujemy zdrowie zmaganiami fizycznymi, a silną wolą często pokonujemy samych siebie. Jeżeli kochamy góry, to wszystko w nich jest piękniejsze, miłość i przyjaźń, sami jesteśmy lepsi. Dlatego idziemy w góry młodzi i starzy.”

 

        Niedziela, 7 sierpień 2011r.godzina 5 !!!  a z Jordanowa startuje MOK-owska grupa na podbój tym razem Granatów w Polskich Tatrach Wysokich w towarzystwie przewodników tatrzańskich : Andrzeja i Zenona.

Granaty, a szczególnie Skrajny, słyną ze wspaniałych i rozległych widoków. Bardzo okazale prezentują się z Hali Gąsienicowej a fakt, że przebiega przez nie Orla Perć dodaje im honorności. Okoliczne szlaki należą do bardzo skomplikowanych technicznie, przez co nie brak tu głośnych wypadków. Niemniej, opisywana  przez mnie  trasa, jako jedyna nie przedstawia większych trudności technicznych, co więcej - wyprowadza nas na najwyższy  z Granatów.

        Swoją wędrówkę rozpoczynamy z Kuźnic o godzinie 6.20, przemieszczając się na Halę Gąsienicową szlakiem niebieskim przez Boczań. Dochodzimy do Przełęczy między Kopą Królową Wielką a Kopą Królową Małą (przy czym Mała jest wyższa od Wielkiej).

Odsłania się nam z mgieł widok na Żółtą Turnię, Granaty,  Kozi Wierch, Kościelec. Wszystkie szczyty wydają się teraz na wyciągnięcie ręki, chociaż co jakiś czas wiatr przepędzając chmury, płata nam figle zasłaniając szczyty. Dochodzimy do szałasów pasterskich  i drewnianego budynku Centralnego Ośrodka Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu - tzw. "Betlejemkę". Schronisko "Murowaniec" odległe jest o kilkanaście minut. Od rozdroża w pobliżu schroniska kierujemy się do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Po drodze mijamy tablicę z charakterystyczną swastyką. Jest to pamiątka po Mieczysławie Karłowiczu, który zginął w lawinie. I oto  Czarny Staw Gąsienicowy. Pędzący wiatr stworzył na nim fale niczym na Bałtyku. Jest to typowe jezioro karowe niższe, zamknięte ryglem nadbudowanym moreną. Powierzchnia wynosi 18 ha i głębokość 51 metrów. My obchodzimy jezioro od wschodu i szlakiem żółtym, po skalnych progach zdążamy w kierunku Granatów.

Ścieżka prowadzi nas coraz wyżej i wyżej, staw zaś został w dole. Dostojnie prezentuje się stąd Zawrat oraz Kozi Wierch. Bardzo ładnie widać też z profilu Kościelec.

        Widoki są majestatyczne i towarzyszą nam niewielkie promienie słońca. Nad sobą widzimy tylko niebo i skały, pod nogami zaś rozpościera się wspaniała panorama Doliny Gąsienicowej. Docieramy na skalisty i niezbyt obszerny wierzchołek Skrajnego Granatu (2225 m.n.p.m) Jest godzina 10.20. Od Przełęczy Krzyżne dochodzą czerwone znaki, które będą prowadzić nas Orlą Percią.

Przewodnik Andrzej gratuluje wszystkim zdobycia pierwszego szczytu. Mocny wiatr popycha chmury, a  przed nami wspinaczka na kolejny Pośredni Granat przez Skrajną Sieczkową Przełączkę, gdzie eksponujemy „krok” trzymając się łańcucha. Po 20 minutach jesteśmy na Pośrednim Granacie (2234 m.n.p.m.). Wiatr jest coraz mocniejszy, my łapiemy oddech pozując do wspólnej fotografii. Atakujemy trzeci szczyt tj. Zadni Granat (2240 m.n.p.m)

i mimo pozornie trudnej trasy, zdobywamy go o godzinie 11.06. Z ogromną ciekawością rozglądamy się wokoło podziwiając szeroką panoramę Tatr.

         Po krótkim odpoczynku i uzupełnieniu sił wyruszamy dalej decydując jednogłośnie na zejście trudniejszym wariantem tj. zboczami  Czarnych Ścian i Żlebem Kulczyńskiego oznaczonego kolorem czarnym. Zejście żlebem jest mozolne, przesuwamy się powoli stromą rynną żlebu, która doprowadza nas do ubezpieczonego łańcuchami pionowego komina. Jest to najtrudniejszy odcinek na tym szlaku z historią nieszczęśliwych wypadków.

        Dalej udajemy się  w dół zakosami po dość stromych skałach uważając na spadające kamienie tym bardziej, że brak ubezpieczenia na tym odcinku. Szukamy miejsc, aby właściwie umieścić stopę. Dalej kamienna ścieżka wyprowadza nas ze Żlebu Kulczyńskiego, obok płatów zleżałego śniegu. Jesteśmy w Koziej Dolince pod górującym majestatycznie Kozim Wierchem (2291 m.n.p.m - byliśmy tam kilka tygodni wcześniej ) i zasłużyliśmy na odpoczynek. Obserwujemy ludzi na szczycie wylegując się na zielonej omszonej trawie. Dalej wracamy obok Zmarzłego Stawu (1788 m.n.p.m), który o dziwo nie jest zamarznięty. Dalsza trasa prowadzi do schroniska w Murowańcu skąd już bezpośrednio udajemy się do Kuźnic przez Dolinę Jaworzynki. Zmęczeni, ale w pełni zadowoleni lokujemy się w naszym środku transportu. Jak zwykle planujemy następną wycieczkę. Mimo korków na Zakopiance dość szybko docieramy do Jordanowa – bo około godziny 19.00. Odzwierciedleniem naszych wrażeń jest galeria zdjęć.

                                                                                     Uczestniczka wycieczki , Janina Filipek