galeria zdjęć

Wycieczka piesza na Trzy Korony w Pieninach 6 listopada 2011 r.

  

            Niedzielny poranek przywitał nas rześkim powietrzem i rozgwieżdżonym niebem. Tak, tak, po zmianie czasu o 6 rano było jeszcze ciemno... Ale spóźnialskich nie było. Na przystanku wszyscy zjawili się punktualnie, a ciepły autokar pozwolił nam przedłużyć noc, choć na chwilkę. Do Krościenka dotarliśmy już  przy wschodzącym słońcu, które srebrzyło się w wodach Dunajca.

 

            Nasz spacer rozpoczęliśmy od podejścia na Sokolicę przez Przełęcz Sosnów. Szlak wiedzie przez las bukowo-jodłowy, o tej porze zasłany liśćmi tak gęsto, że brodziliśmy w nich prawie po kostki.  Po drodze zatrzymaliśmy się u wylotu jaskini Dziury, której łączna długość korytarzy wynosi ok.95 m. Chętni mogli zaglądnąć do jej wnętrza, ale z powodu braku czołówek skończyło się tylko na kukaniu. Poza tym nie chcieliśmy obudzić ćućmierzy*. Potem ruszyliśmy dalej ku Sokolicy.

 

            Sokolica jest niewielkim, ale jakże widokowym szczytem Pienin (747 m n.p.m.). Południowa ściana Sokolicy opada prawie pionowo w dół, aż do przełomu Dunajca, który wije się u jej stóp niczym wstążka. W oddali widać Tatry, w listopadzie już lekko oprószone śniegiem. Sam szczyt Sokolicy porastają sosny reliktowe, z których najsłynniejsza i najczęściej fotografowana pochyla się nad przepaścią. Najstarsze okazy mają nawet po 500 lat! Po krótkiej, ale intensywnej sesji zdjęciowej i szybkiej herbatce ruszyliśmy w stronę Czerteża.

 

            Czerteż jest najwyższym szczytem w grani Pieninek (774 m n.p.m...). Jego nazwę zawdzięczamy Łemkom, dawnym mieszkańcom tych terenów, w których języku czerteż oznacza “wyrąb”.  Przez skalisty szczyt i grań Czerteża prowadzi niebieski szlak zwany Sokolą Percią, częściowo ubezpieczony barierkami. Sam Czerteż nie jest tak wyeksponowany i piękny jak Sokolica, ale z jego wierzchołka mogliśmy jeszcze raz podziwiać jej południową pionową ścianę. Z Czerteża ruszyliśmy dalej niebieskim szlakiem w stronę Przełęczy Szopka. Po drodze urządziliśmy sobie odpoczynek na przepięknej polanie. Część z nas wylegiwała się do słońca zakopana w bukowych liściach, inni znaleźli w tych liściach rarytas - bukowe orzeszki! Wiewiórki chyba nie były zbyt zadowolone z intruzów biorąc pod uwagę, że buk owocuje co 5-8 lat. O zgrozo.... po powrocie przeczytałam, że przed spożyciem przez człowieka orzeszki bukowe powinny być prażone, gdyż zawierają szkodliwą fagine (trujacy alkaloid) oraz kwas szczawiowy, a ich nadmierne spożycie powoduje bóle głowy, nudności, drgawki i obniżenie temperatury ciała. U nas takich objawów nie stwierdzono, może i dlatego że wyrobów domowej roboty na wycieczce nie brakowało, więc fagina została rozpuszczona :) ....

 

            Po dotarciu do Przełęczy Szopka udaliśmy się w stronę Masywu Trzech Koron. Trzy Korony to najatrakcyjniejsze turystycznie miejsce w Pieninach. Z platformy widokowej na Okrąglicy (jedna z “koron”, 982 m n.p.m..) rozciąga się niesamowity widok na przełom Dunajca i obszar Pieniskiego Parku Narodowego, a także na Tatry, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki oraz Magurę Spiską. Pięćset metrowa przepaść opadająca na Rówień koło Dunajca oraz wiatr wyzwalają wodze wyobraźni wśród turystów. Na szczycie byłam świadkiem sceny prawie jak z Tytanica...Niewątpliwie można by stwierdzić, że widok z Okrąglicy to jeden z najpiękniejszych w Polsce.

 

            Ponieważ kolejka na szczyt Okrąglicy była długa, czekaliśmy na resztę grupy żartując i opróżniając plecaki z resztek smakołyków. Potem udaliśmy się w stronę Zamkowej Góry by zobaczyć ruiny Zamku Pienińskiego oraz Grotę Świętej Kingi. O Zamku niewiele można się dowiedzieć na miejscu. Wiadomo, że został zbudowany w latach 1257-1287 i służył jako miejsce obronne. Tutaj znalazła schronienie św. Kinga uciekając z klasztoru w Starym Sączu przed najazdem Tatarów. Jeżeli chodzi o św. Kingę, istnieje kilka legend na jej temat. Jedna z nich głosi, że gdy polski książę krakowsko-sandomierski Bolesław poprosił o rękę węgierskiej królewny Kingi, ta zwróciła się do swego ojca, aby w wianie nie dawano jej złota i kosztowności, gdyż niosą za sobą pot i łzy ludzkie. Nie chciała też roju służby, bo ta jest znamieniem pychy. Życzyła sobie tylko jednego skarbu – soli, którą chciała dać swej przyszłej ojczyźnie. Król Węgier podarował jej więc najbogatszą kopalnię Siedmiogrodu w Marmarosz (Prajd). Kinga biorąc ją w posiadanie, wrzuciła do szybu swój zaręczynowy pierścień, zaś w drodze do kraju swego męża zabrała ze sobą doświadczonych górników węgierskich. W Polsce kazała im szukać soli. Gdy ją wreszcie znaleźli (w Bochni i Wieliczce) to jak pisze Ksiądz Piotr Skarga, "w pierwszym bałwanie (bryle) soli, który wykopano, pierścień się on jej znalazł, który ujrzawszy Kunegunda i poznawszy, dziękowała Panu Bogu, który dziwy czyni tym, którzy Go miłują". Jedno jest pewne, w ostatnich latach kult św. Kingi bardzo się rozwinął na sądeczczyźnie, a w 1999 roku została ona kanonizowana przez Papieża Jana Pawła II.

 

            Nasz dzień powoli dobiegał końca. Z Zamkowej Góry schodziliśmy powoli zielonym szlakiem do Sromowiec. Po drodze zatrzymaliśmy się w schronisku PTTK Korony na krótki odpoczynek i przekąskę. Humory dopisywały... Potem ruszyliśmy w stronę autokaru, który już na nas czekał, a chętni zrobili sobie spacer do położonego po drugiej stronie Dunajca słowackiego Czerwonego Klasztoru. Do domu wracaliśmy o zachodzie słońca, zmęczeni ale zadowoleni!   

 

                                                                       Uczestnik wycieczki Małgorzata Zaremba - Oleksik

 

* Chętni, którzy chcieliby cos więcej się o nich dowiedzieć proszeni są o dołączenie do grupy turystycznej naszego MOK-u.