galeria zdjęć

 

 

Wycieczka piesza na słowacki Wielki Chocz

 

Kolejna nostalgiczna listopadowa niedziela. Mglisty, jeszcze ciemny poranek, domy pogrążone we śnie. Jednak nie wszyscy oddają się leniuchowaniu. Nieustraszona grupa turystyczna jordanowskiego MOK-u punktualnie o godz. 6 czeka na swojego przewodnika, który po raz kolejny poprowadzi ją w miejsca pełne niezapomnianych wrażeń.

            20 listopada 2011 roku wyruszyliśmy na Słowację. Celem był szczyt- Wielki Chocz 1611 m.n.p.m. Około dwugodzinna podróż nie dłużyła się. Za oknami obok górskich pejzaży można było podziwiać orawski zamek, którego najstarszą część datuje się na XIII wiek, a całość na strzelistych skałach nadal prezentuje się imponująco. Mijaliśmy Tępą i Ostrą Skałę ze śladami starego grodziska, gdzie na swoją wyprawę mogą wybrać się amatorzy wspinaczki skałkowej. Pierwszy przystanek w Luczkach, wspólne zdjęcie nad jeziorkiem na tle uroczego wodospadu i znów podróż do miejsca, z którego wyruszyliśmy w stronę szczytu. Góry powitały nas wilgocią, gęstą mgłą, chłodem, jednak uśmiechnięci, pełni zapału wyruszyliśmy przez Jastrzębią Dolinę do celu. Drzewa otulone białymi kryształkami szadzi, zaznaczone srebrem kałuże, zamarznięte pajęczyny niczym koronki ozdabiające martwe już o tej porze liście i gałązki tworzyły niezwykłą, bajkową scenerię. Wszystko to, im bardziej w górę ustępowało pod wpływem ciepłych promieni słonecznych, które dotykały nas coraz odważniej ukazując wreszcie niczym niezmącony błękit nieba. Podążając wyżej i wyżej, pozostawialiśmy gdzieś w dolinach skryte pod mleczną mgłą, domostwa, drzewa i zamoknięte łąki. Ze szczytu Małego Chocza ukazał się nam niezwykły widok. Ocean pierzastych chmur i wystające z niego granatowe, miejscami ośnieżone szczyty Tatr. Odnosiło się wrażenie, że gdyby mieć łódkę, można by nią płynąć, aż po odległy horyzont. Wielki Chocz był na wyciągnięcie ręki - około 20 minut wędrówki. Wreszcie dotarliśmy.

         Jak zwykle gratulacje od przewodnika, wspólna fotka i zasłużony odpoczynek połączony z uzupełnieniem strat energetycznych. Do tego niezapomniane widoki, piękne słońce i doskonałe humory. W dół zbiegaliśmy lekko, tym bardziej, że na Pośredniej Polanie czekał na nas „wypasiony” Hotel Chocz, ze swoimi rozlicznymi atrakcjami. Tam znów błogie, dwudziestominutowe lenistwo. W dalszą drogę wyruszyliśmy z niemniejszym zapałem, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, bo ostatnim punktem naszej wędrówki była przytulna Janosikowa Karczma, gdzie każdy znalazł coś dla ducha i dla ciała. Pokrzepieni i radośni wsiadaliśmy do busa, którym bezpiecznie ok. osiemnastej dowiózł nas  do Jordanowa. Zmęczeni, ale pełni wspaniałych wrażeń i wspomnień wróciliśmy do domu.

            Zapraszamy do wspólnych wędrówek, każdego kto lubi bliski kontakt z przyrodą i jest wrażliwi na jej piękno.  Wszystkich tych, którzy lubią aktywny wypoczynek w grupie i nie boją się pokonywania trudności.

 

Uczestniczka wyprawy Basia.J