galeria zdjęć

 

Góry…

Słowo, które wywołuje wielorakie uczucia…

Dla jednych tajemnica, dla inny groza, niedostępność, niebezpieczeństwo, jeszcze inni szukają tu odpoczynku, wytchnienia, wyciszenia po codziennych zmaganiach z życiem. Tu natchnienia szukali i szukają „piękni duchem” dając wyraz ich niezwykłości w swej wspaniałej twórczości. Jednak wszyscy, którzy ulegli tej fascynacji i spędzają tu czas dostrzegają to samo- ich niezmienne surowe piękno, niezwykłą siłę przyciągania, tu uświadamiają sobie swoją kruchość i jednocześnie wielkość Tego, który to wszystko stworzył i dał nam w nie zawsze mądrą „dzierżawę” .

Tu wysoko w górze, gdzie ziemia styka się z niebem inaczej smakuje życie…

 

             Dnia 25 marca 2012 roku w pierwszą niedzielę kalendarzowej wiosny, nie bez porannych przygód związanych ze zmianą czasu, grupa turystyczna jordanowskiego MOK-u wyruszyła w kolejną górską wyprawę. Tym razem celem był Ornak- grań oddzielająca Dolinę Kościeliską od Doliny Chochołowskiej. Poranek był mglisty, z przymrozkiem, jednak już o tak wczesnej porze widać już było zwiastuny mającej nastąpić poprawy pogody. Do Zakopanego dotarliśmy bez przeszkód. Grupa jak zwykle pełna humoru, dowcipu, dobrej energii. Przemierzając zamarzniętą i pełną śniegu Dolinę Kościeliską dotarliśmy do schroniska na Małej Polance Ornaczańskiej, gdzie zrobiliśmy sobie mały odpoczynek, na podreperowanie zasobów energetycznych. Pogoda poprawiała się z każdą minutą, wreszcie wiosenne jaskrawe słońce oświetliło wspaniale ośnieżone szczyty Tatr. Widoki cudowne, niezapomniane… Podążając doliną mieliśmy przed sobą najwyższy szczyt Tatr Zachodnich Bystrą (2248 m.n.p.m), po prawej Kominiarski Wierch z ukrytymi w jego pobliżu jaskiniami, po lewej czuliśmy wzrok zbójników patrzących na nas przez zbójnickie okna. Drogę umilał pan Andrzej Bulanda przekazując nam swoją imponującą wiedzę jak również rozliczne legendy dotyczące mijanych miejsc. Mijając Czarny Żleb, miejsce schodzenia lawin, dotarliśmy do Iwaniackiej Przełęczy. Podejście było strome, mnóstwo śniegu, chwilami zapadaliśmy po uda, jednak nikt nie narzekał. Przytrzymując się kosodrzewiny, wszyscy pięliśmy się ku górze, gdzie w miarę podchodzenia odsłaniały się coraz piękniejsze widoki. Wreszcie dotarliśmy na wierzchołek Ornaku (1854m.n.p.m). Przed nami błękit nieba i cudowna panorama Tatr. Słuchaliśmy Andrzeja, który z właściwą sobie pewnością i lekkością wskazywał na kolejne szczyty Tatr Wysokich i Zachodnich- Lodowy, Rysy, Wysoką, Bystrą, Starorobociański Szczyt, Wołowiec, Rohacze… Ponieważ nic nie wskazywało, by pogoda miała się zmienić, zapadła decyzja o dalszej wędrówce na Siwe Skały. Niebawem byliśmy na miejscu, gdzie wystawiając twarze do słońca, zafundowaliśmy sobie około półgodzinny odpoczynek, uczestnicząc wcześniej w tradycyjnej sesji zdjęciowej. Powrót był nieco trudniejszy. Mocno grzejące słońce spowodowało rozmiękanie śniegu, łatwiej było zjechać na butach niż zejść. Odważniejsza część grupy zjechała na swojej „tylnej części ciała” dowodząc możliwości jej wielorakich funkcji. J Cóż, czasami by ułatwić sobie życie, konieczny jest dobry pomysł i odrobina szaleństwa. Do schroniska na Ornaku dotarliśmy zmęczeni, w nieco mokrej garderobie ale uśmiechnięci. Do domu powróciliśmy wieczorem.

 

Wszystkich, którzy lubią aktywny odpoczynek w miłej grupie zapraszamy do wspólnych wypraw.

 

                                                                                                          Basia- uczestniczka wyprawy.